Ta recenzja nigdy nie została napisana… czyli Grimmy (Deys) – “Brawurowo i pusto”

deys grimmy brawurowo i pusto okładka
deys/grimmy brawurowo i pusto okładka

Na poboczny kanał HashashinsHasha Draft – zaczęły na początku roku wlatywać kawałki rapera o tajemniczej ksywce – Grimmy. Grupa odbiorców Deysa i jego labelu jest jednak mocno zaangażowana i szybko rozpoznali kim tak naprawdę jest ten enigmatyczny newcomer. Dawid, jak sam rapuje, postanowił najwyraźniej przejść rap-grę od nowa. Cała ta otoczka ze zmianą ksywki jeszcze bardziej potęguje najmocniejszy element “Brawurowo i pusto“…

Klimat

To raczej coś do czego przyzwyczaić mogli się już ci, którzy zaznajomieni są z twórczością Deysa i działalnością jego wytwórni. To wszystko przybiera obraz sekty, zakonu – choć to może zbyt mocne słowa i źle mogą się kojarzyć. Jest w tym jednak coś intrygującego, coś co wciąga i zachęca do dołączenia do “Frontu“. W żadnym aspekcie, recenzowany przeze mnie projekt, nie odbiega od całej tej spójnej kreacji. Celowo użyłem słowa “projekt”, bo nie mówię o samym albumie. Jeśli nie macie pod ręką fizycznego wydania, poszukajcie w internecie zdjęć.

Chociaż z pozoru są to niewyszukane, minimalistyczne dodatki, tworzą wspólnie coś więcej. Coś, co trudno jest inaczej określić niż właśnie “klimatem”. Podoba mi się czcionka na silikonowej opasce, zachwycają mnie fotografie autorstwa Pawła Bieguna, które są umieszczone wewnątrz pudełka z płytą i na plakacie, no i książeczka z “tekstami spisanymi przez fanów”, która zawiera jedynie kilka pierwszych utworów, które do czasu premiery zdążyły pojawić się na Geniusie. Na resztę kawałków pozostawiono strony, bo jak informują nas opisy pod singlami i na pudełku – “żaden wers na tym albumie nigdy nie został napisany“.

Oczywiście, nie tylko te wszystkie dodatki budują klimat. Wszystkie byłyby nic nie warte, jeśli album nie broniłby się od strony muzycznej czy tekstowej. Broni się, a ten wielokrotnie wspomniany przeze mnie klimat, wspina się dzięki niej jeszcze wyżej na skali mroku i tajemniczości. No i nie możemy zapominać o teledyskach czy grafikach, którymi opatrzone były poszczególne single.

Łezki, dragi i smutki

Bo takie właśnie są utwory na tym albumie, zwanym częściej mixtape’m. Chociaż, bardziej od mroku, doszukiwałbym się w nich… smutku. Wylewającego się z tekstów i nawijki Deysa hektolitrami, w akompaniamencie reszty kojarzonych raczej negatywnie emocji. Dawid tęskni, Dawid spaceruje samotnie ulicami miasta, Dawid płacze. Nie będzie to nic odkrywczego jeśli powiem, że tym mocniej odczujemy wysyłane do nas emocje, jeśli będziemy w stanie przypisać je też sobie – w aktualnym, bądź też przeszłym “ja”. Trochę o to w takiej muzyce chyba chodzi. Zazwyczaj szczęśliwi ludzie nie sięgają po smutne płyty i odwrotnie. Oczywiście, istnieją odstępstwa od tej mojej reguły-obserwacji.

Czymś, co mnie ujmuje za każdym razem w muzyce Deysa, jest sposób w jaki te emocje przekazuje. Tam nie ma niczego na siłę. Żaden dźwięk nie udaje i żaden nie jest wpleciony w kawałek tylko po to, by brzmiał on smutniej. To wszystko wypływa w większości z tekstów. Forma zostaje umiejętnie dopasowana i wyważona. Znamy wiele przypadków, gdy jedynym sposobem na wyrażenie emocji przez danego twórcę jest np. krzyk. Oczywiście nie potępiam tej formy, ani jej nie neguję. Zaznaczam jedynie, że u Deysa jest w tym coś głębiej. To wszystko wypływa z wnętrza, ale nie pobudza tym samym strun głosowych twórcy, a raczej układa się w wersy i to one są w tym kluczowe.

To samo zjawisko obserwowałem już na “Roku porze piątej“, czyli legalnym debiucie Deysa wydanym w 2016 roku. Podczas gdy nawija, w kawałku “Mały sklep“, o wykreowanym, metaforycznym sklepie dla samobójców, którego jest właścicielem, gdzie ostatecznie sam stanął na końcu kolejki, nawijka nie jest tam na siłę smutna, czy przemocjonalizowa (neologizmy zawsze były moją słabością). I nie chcę powiedzieć przez ten akapit, że w nawijce Deysa nie ma tych emocji, po prostu nie przerastają one treści, co niestety często dzisiaj ma miejsce.

I kur*a je*ać ból, czeka nas Vallhala

No ale jak już zdarzy się fragment, kiedy Grimmy postanawia zaprezentować nam wielką moc jaka drzemie w jego głosie, to nie ma co zbierać. Zacytowany przeze mnie w nagłówku wers pochodzi z “Chcesz się cofnąć w czasie?” – najlepszego utworu na płycie, jednego z najlepszych singli w 2019 roku.

Co najbardziej mnie urzeka w tym utworze? Ciężko powiedzieć. Jest w nim dosłownie wszystko. Znajdziemy tam emocjonalne linijki, które same w sobie potrafią uderzyć, jak na przykład:

“Ludzie piszą, że się boją o mnie / Słusznie piszą, że się boją o mnie / Tylko nie mogą się zbliżyć do mnie / Bo się mogą wypierd*lić o mnie”

Grimmy – Chcesz się cofnąć w czasie?

Tekst poza przekazywaniem emocji, dostarcza nam też przyjemności ze słuchania od strony technicznej – jest świetnie porymowany, zawiera gierki słowne i świetnie rozkminione wersy. Całość dopełnia to co Deys zrobił tam rapowo/wokalnie. Rapowane spokojnie partie – ciary. Partie agresywne – ciary. Momenty kiedy Dawid śpiewa, podśpiewuje – ciary. Cały ten utwór połączony w zachowującą spójność całość – arcydzieło.

Rap i śpiew

Z oboma tymi aspektami świetnie radzi sobie na albumie Deys nie tylko we wspomnianym wyżej kawałku. Nie od dziś wiadomo, że jego inspiracje sięgają daleko poza hip-hopowe środowisko i zdarzało mu się z powodzeniem pośpiewać – patrz “Przez kogo nie śpisz?“. Zresztą, całe “Oczka” są trochę takim zbiorem kawałków nagranych na zasadzie “chciałem zrobić coś w tym stylu”. Wszechstronność i możliwość odnalezienia się w wielu stylistykach to moim zdaniem coś co cechuje prawdziwych artystów i bardzo to doceniam.

Tak więc, w odniesieniu do tej wszechstronności, mamy np. kawałek “Wywrócony na opak“, który trzeba nazwać trapowym. Ciężki bit, agresywna nawijka, charakterystyczna właśnie dla tego odłamu. Po drugiej stronie barykady postawić możemy “Nauczyłem się do barów chodzić sam”, gdzie wraz z Bonsonem prezentują nam spokojny, stonowany rap, wypełniony jednak po brzegi emocjami. Po tym feat’cie czekam na solo Damiana jeszcze bardziej.

Współcierpiący

Napomknąłem o gościnnym występie, a myślę, że jest to temat, który warto poruszyć. Zazwyczaj na tak emocjonalnych płytach, raperzy nie decydują się na zapraszanie innych raperów do swojej historii, bo przecież nikt inny nie odda tak tego co czujemy jak my sami. Ta płyta udowadnia, że wyjątkiem może być z powodzeniem sytuacja, gdy odczucia gospodarza i jego zaproszonych gości w jakimś stopniu się pokrywają. Jak wynika z materiału, Deys znalazł takich raperów, którzy wpasowują się w tematykę, klimat i emocje “Brawurowo i pusto”. Karian poleciał w swoim stylu i dopełnił kawałek “Korzeń”, z kolei AyamCamani bardzo pozytywnie mnie zaskoczył swoją zwrotkę w “Collabo”. O Bonsonie już pisałem.

Choć nie ma drugiego jak Grim, to na pewno jest Deys

Na zakończenie muszę dodać, że kawałek “Podły” jest świetny. Jest to bonustrack, na który wszyscy czekali od bardzo dawna. Deys wypuścił kiedyś jego snippet, słuchaczom się bardzo spodobał, ale nie znalazł się na żadnym albumie. Pełną wersję “Podłego” dostaliśmy dopiero na “Brawurowo i pusto” jako rekompensata za dość pokaźne opóźnienie premiery.

“Brawurowo i pusto” jest bardzo dobrym albumem. Grimmy/Deys zrealizował wszystkie założenia. Jest to projekt, który z pewnością będzie towarzyszył mi w trudniejszych momentach, tak jak reszta dotychczasowej twórczości Dawida. Trudno jest recenzować taką płytę, bo tutaj główną rolę odgrywają emocje. Nawet więc jeśli moja recenzja nie przekonała was do sprawdzenia mixtape’u, polecam to zrobić. Najlepiej w nocy. Na spacerze, w łóżku, leżąc na polanie oglądając gwiazdy. Wybór należy do was.

Hasha to Front!

Posłuchaj “Brawurowo i pusto”:


2 Trackbacks / Pingbacks

  1. Podsumowanie Q1 2020 w FollowRAP - FollowRAP
  2. Najlepszy album w solowej dyskografii Deys the Grimmy [ANKIETA] - FollowRAP

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*