FollowRap History – King Tee “The Kingdom Come”

King Tee okładka

Historia wydania tego albumu jest pełna zawirowań. W ich wyniku album nie odniósł praktycznie żadnego sukcesu komercyjnego. Oto historia “The Kingdom Come” King Tee.

Kontrakt King Tee na wydanie “The Kingdom Come” z Aftermath Entertainment

Dr. Dre odszedł z Death Row Records, aby założyć Aftermath Entertainment w 1996 roku. Jednym z raperów, z którymi zamierzał zbudować swoją nową wytwórnię, był weteran rapu z Compton, King Tee. Tee pojawił się na „Dr. Dre presents… The Aftermath” (składance, która miała wywołać szum wokół wytwórni) i wkrótce trafił do studia, aby nagrać album. Jeśli można powiedzieć jedną rzecz o Dr Dre, to to, że jest wybrednym człowiekiem. Znany jako perfekcjonista, odłożył wiele materiałów, ponieważ nie był z nich zadowolony. Album Last Emporer, Eve lub powrót NWA, żeby wymienić kilka.

W 1997 roku, kiedy album miał się pierwotnie ukazać, osoby z wytwórni, które go słyszały, mówiły, że da on drugi oddech karierze King Tee. Wystarczyła jednak recenzja w The Source (3.5 mikrofonów na 5), aby Dre zrezygnował z wydania albumu. Ostatecznie wydawcą byli KOCH oraz Dance Plant Records. Album ma 18 utworów, z czego Dre wyprodukował 8 z nich. Za resztę produkcji odpowiadali DJ Quik, Battlecat, Fredwreck, Bud’da i Ant Banks. Znani goście to Ice T, DJ Quik, Too Short, Dr Dre, MC Ren, Shaq i Kool G Rap.

Poniżej powinna być reklama. Jeśli jest – super, dzięki! Jeśli jej nie widzisz, to albo post został niedawno opublikowany, albo masz aktywną blokadę reklam. Będziemy bardzo wdzięczni, jeśli wyłączysz dla nas Ad Blocka. Dodaj FollowRAP do wyjątków/białej listy. Nienawidzisz reklam? My też, ale będziemy wdzięczni za wsparcie – postaw nam kawę.

Wydanie, które nie miało prawa się wydarzyć

W 2002 roku jednak całkiem niespodziewanie, album, który kiedyś był reklamowany jako wydany latem 1998 roku, wlatuje na półki sklepowe. Został licencjonowany przez europejskiego dystrybutora. Podmiot o nazwie Greedy Green Entertainment rościł sobie prawa do praw autorskich tych piosenek. Mam nadzieję, że zaangażowani artyści dostali swój kawałek tortu z tego wydania. Ale jest kilka błędów typograficznych, które w tamtych czasach wydają się być plagą bootlegów: DJ Quik zmienia się w DJ Quicka, Shaquille O’Neal staje się Shaquille O’Neilem, Bud’da to Budda, Playa Hamm zostaje skrócony do Playa Ham, Stu-B-Doo to Stu. Nawet sam King Tee, wbrew wszystkim swoim poprzednim wydawnictwom, jest teraz po prostu King T. Nawet nazwa albumu została napisana z błędem i otrzymaliśmy Thy Kingdom Come. Kilka tytułów piosenek ze wstępnej listy utworów oryginalnego wydania przeszło małe, ale znaczące zmiany nazw:

●„Squeeze Yo Balls” zmienia się w „Skweez Ya Ballz”

●„Money” w „Monay”

●„The Chron” w „Da ‘Kron”

●„Real Raw” w „Reel Raw”

To, co widzicie na zdjęciu do artykułu, to okładka tego wydania. Na zdjęciu poniżej zobaczycie oryginalną okładkę. Różnica jest kolosalna.

The Kingdome Come cover2023

Nie oceniaj albumu po okładce

A co dostaliśmy na samym albumie? King Tee, który wierzy w swój sukces pod skrzydłami nowej wytwórni. To on miał być jednym z kół napędowych nowego wydawnictwa. Wiele tu nawijania o pieniądzach i nadchodzącym sukcesie komercyjnym:

“You hoes ain’t knowin’ about the years that I paid dues, hoes that I ran through

Niggas askin’: Goin’ platinum? I plan to.”

“Aftermath fixed me with that shit that won’t fail,”

Poza tym dostaliśmy dużo ulicznej przewózki. Tee jasno opowiadał o swoim rodowodzie, z wielką siłą nawijał o ciemnych stronach życia Compton. Ukazuje nam przy tym wielką pewność siebie i gotowość do konfrontacji.

“It’s many niggas drinkin’ that gangsta juice

but I done seen none of y’all when it was time to truce

and I was at Leuders Park squashin’ beef with opponents

while your ass was at your mansion eatin’ pussy, punk, speak on it”

W utworze „Stay Down” (jeden z najlepszych utworów na albumie) przedstawia nam wpływową postać ulicy, którą podziwiał, gdy był młodszy.

“A veteran, and although I seemed mesmerized

I glanced, and saw the look of fear in his eyes,”

Sama historia prowadzi do mało spektakularnego zakończenia, w którym boss ucieka przed swoimi przeciwnikami. Jednak prosta opowieść jest wzmocniona przez szczery refren, który stanowi wezwanie do powstrzymania rozlewu krwi. Wzruszający utwór „Stay Down” Tee dedykuje dwóm znajomym zmarłym członkom gangów. Jednemu z Crips, drugiemu z Bloods. Utworem, który łączy wpływy Wschodu i Zachodu jest „6 N’na Moe’nin”. Tytuł może nawiązywać do klasyka Ice-T o tej samej nazwie, jednak historia, którą opowiada King, mocno przypomina „Warning” Notoriousa B.I.G. Tee nawet naśladuje flow Biggiego, podczas gdy Dre sampluje z „Warning” i „One More Chance”

followrap buy coffee

Zapomniana klasyka zachodniego wybrzeża

Mam wrażenie, że przez te wszystkie zawirowania wydawnicze jest to zapomniany album. Oczywiście, wśród fanów zachodniego wybrzeża cała dyskografia King Tee jest niczym biblia. Jednak piszę o słuchaczach, którzy aż tak nie są wkręceni w klimat. Tymczasem dostaliśmy bardzo mocny krążek, który jest przepełniony bangerami. Album brzmi fenomenalnie. Pełno tu funku, soulu i tego, co najlepsze w klasycznym zachodnim wybrzeżu. Wokal Tee nigdy nie brzmiał tak czysto. Mastering i mix jest tu wzorcowy. Dodajcie do tego świetne gościnne występy takich legend jak: Too $hort, MC Ren lub Kool G Rap. Zachęcam do wrzucenia na słuchawki “The Kingdom Come”

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.