
O ile w Polsce nadal pozostaje zjawiskiem nieco zaniedbanym, nieproporcjonalnie małym w stosunku do swojego męskiego odpowiednika i często kojarzącym się z tandetą, za oceanem już dawno przestał kogokolwiek dziwić. Damski rap, bo o nim mowa, wykręca tam niebotycznie wysokie wyniki słuchalności, wyznacza nowe trendy w muzyce, rozwija się prężnie. Nie zawsze jednak tak było. Prekursorki damskiego rapu musiały się konkretnie rozpychać łokciami, by zostać potraktowanymi poważnie na tym od początku zdominowanym przez mężczyzn gruncie. Przyjrzymy się sylwetkom tych wyjątkowych, utalentowanych i odważnych postaci.
Roxanne Shante
Kobieta, która powinna dostawać życzenia na Dzień Matki od wszystkich współczesnych raperek. To ona, mając zaledwie czternaście lat jako pierwsza pokazała, że dziewczyna może pokonać mężczyzn w ich własnej grze. Wychowała się w Queensbridge w Nowym Jorku, kolebce takich talentów jak Nas czy Mobb Deep. Wygrywała tam wszystkie lub niemal wszystkie bitwy freestyle’owe w których brała udział. Będąc często najmłodszą ich uczestniczką. I oczywiście jedyną kobietą.
Wybuchu popularności doczekała się już po wydaniu pierwszego singla, zatytułowanego „Roxanne’s Revenge” (tytuł będący follow – upem do popularnego wówczas numeru „Roxanne, Roxanne” kolektywu UTFO, i, notabene, dissem skierowanym w ich stronę). Nie tylko wydeptała ścieżkę, którą mogły podążać po niej kolejne utalentowane zawodniczki. Przysłużyła się kulturze hip – hop w ogóle. W czasach, gdy niemal niemożliwym było sprawienie, by rap grano w mainstreamowym radiu, jej debiutancki kawałek znalazł się na liście Hot 100 Billboardu.
Przebieg jej kariery można określić jako wysoce burzliwy. Została obrażona z ksywki w aż 83 piosenkach, co jest chyba najbardziej imponującym wynikiem w historii rapu. Z każdego z tych beefów wyszła obronną ręką. Niestety, po bardzo płodnych dla artystki latach 80 – tych, jej kariera nieco zwolniła tempa. Jej agresywny styl się w końcu ludziom przejadł, hip – hop zaczął eksplorować muzycznie inne tereny niż wulgarne dissy, w których specjalizowała się nasza MC. Dziś, po latach, raperka w końcu doczekała się zasłużonego uznania jako jedna z najważniejszych prekursorek rapu. Nie tylko damskiego.
MC Lyte
Można by dużo pisać o arogancji, bezczelności i niezachwianej pewności siebie tej pani. Można powiedzieć, że zdefiniowała „wjeżdżanie w rapgrę z buta” swoim nie znającym pardonu nastawieniem, lecz nie o nastawienie i wizerunek tej kobiety tu chodzi. Chodzi o umiejętności. MC Lyte to po prostu dobry, techniczny raper noszący sukienkę. Zawiesiła poprzeczkę bardzo wysoko, pokazując w swoich tekstach wysokie skille, obok których nie sposób było przejść obojętnie.
Jej braggadocio było mięsiste, punchline’y trafiały do celów, potrafiła napisać utwór koncepcyjny. Rozstawiała swoich kolegów po kątach. Ma na koncie „10% Dis” adresowany do pewnej raperki z Bronxu, który do dziś wymienia się wśród najlepszych rapowych dissów w historii. Nie stroniła od trudnych tematów, pokazując w tekstach jakie spustoszenie sieją narkotyki, wyżerające w tamtych czasach czarną społeczność.
Potrafiła pokazać się również od wrażliwej strony, rapując o złamanym sercu. Za swoje dokonania doczekała się stosownych honorów, jak choćby znalezienie się na liście „100 najlepszych rapowych singli wszechczasów” magazynu The Source, występ w słynnym nowojorskim Carnegie Hall czy nominacja do nagrody Grammy. Gdyby ta niesamowita i wszechstronna kobieta wstydziła się wyeksponować swoje umiejętności ze względu na płeć, rapgra nie wyglądałaby dziś tak samo.
Lil Kim
#LilKimDidItFirst
Kimberly Denise Jones to raperka pochodząca z Brooklynu, przez większość swojej kariery związana blisko z Notorious B.I.G’iem, zarówno muzycznie jak i prywatnie. Należała do kolektywu Junior M.A.F.I.A prowadzonego przez Biggiego właśnie. Pierwszą zwrotkę położyła mając 17 lat we wspólnym numerze wspomnianej grupy. Od tego momentu nikt nie kwestionował jej talentu i możliwości.
O ile wcześniejsze kobiety, o których pisałam swoimi umiejętnościami pokazały, że dziewczyny też mogą rapować, Lil Kim dołożyła do kobiecego rapu zupełnie nową jakość. Nadała mu kierunek, którym podąża do dzisiaj.
Tematy kobiecości i seksualności były wcześniej tematami tabu w muzyce rap – nie poruszano ich, a jeśli już, to w neutralny, stonowany sposób. Obecnie są w damskim rapie tematami wiodącymi. Utarł się archetyp czarnoskórej raperki, która będąc wulgarną i roznegliżowaną nawija o swojej kobiecej supremacji. Pierwszą osobą, która zaprezentowała światu taki wizerunek, była właśnie Lil Kim. Można powiedzieć, że przeważająca część damskiej rap sceny po prostu jedzie na jej patencie.
To nie tylko ikona rapu. To także ikona feminizmu. Pokazała, że kobieta może być dumna z własnej seksualności. Nie musi udawać, że ona nie istnieje. Zniszczyła z kretesem podwójne standardy dla obydwu płci. Wcześniej damski rap był po prostu rapem artykułowanym przez kobietę. Jak dobry by nie był, był w istocie tym samym, czego dokonywali mężczyźni. Lil Kim nadała mu niepowtarzalnego kobiecego sznytu – wynalazła owy sznyt. Zdefiniowała kobiecość w rapie.

Dodaj komentarz