TOP 7 – Najgorsze okładki w polskim rapie.

(“TOP 7” to cotygodniowa rubryka, w której Robert “Fevowy” Połomski będzie subiektywnie wybierał swoje “TOP 7” w poszczególnych rapowych tematach)

“Nie oceniaj książki po okładce” powiada przysłowie. Nie da się jednak dyskutować z faktem, że stojąc przy półkach z płytami, nasze oczy przykuwają okładki. Te najbardziej ciekawe, te najlepiej zaprojektowane, we właściwej kolorystyce. Ten artykuł zawiera przykłady okładek, jakich nie powinno się robić, chyba że chcesz znaleźć się w takich zestawieniach.

Ustalmy jedno – pominąłem wszelkie podziemne wydawnictwa, które nie wyszły poza własny region, gdyż musiałbym wtedy zrobić wtedy top 77. Inna kwestia – przeważnie takie podziemne produkcje mają okrojony budżet, okładki są tworzone na ściągniętym z neta GIMP-ie czy Photoshopie przez osoby, które z plastyki miały dostateczny.

Sytuacja powinna wyglądać inaczej, gdy płyta jest wydawana przez wytwórnie, a sam raper czy raperka mają swoją pozycję na scenie. Mają także możliwości, by okładkę dopracować oraz ludzi, którzy niejedną pracę na dobrym poziomie wykonali. Niestety – mimo takich możliwości – bez trudu wynalazłem siedmiu kandydatów do tego zestawienia. Enjoy!

1. Pęku – “Nowe wyzwanie” (2001, R.R.X.)

Klasyk wśród takich zestawień. Debiutancka płyta w legendarnej wytwórni R.R.X., na albumie gościnnie udzielili się m.in. Tede, Radoskór, Borixon, Pih czy Wojtas, jeden z remixów zrobił 600V… Tylko w ogromie nagrywek, dopinania featów zapomniano jakby o okładce. Beznadzieję tej okładki podkreśla jej wersja na kasety.

2. Fokus – “Prewersje” (2011, FoAna)

10 lat po premierze płyty Pęka, dostaliśmy kolejny gniot. Inaczej tego nazwać nie można – ta okładka pasowałaby do jakiegoś popowego krążka, ale nie do płyty weterana jakim jest Fokus. Co gorsze – “Prewersje” to naprawdę bardzo dobra płyta i aż przykro, że została ona ofiarą takiej okładki. Ten retusz, ten mikrofon… Ble.

3. Wdowa – “Braggacadabra” (2005, Syndykat dźwięku)

Jedna z lepszych płyt w dyskografii warszawskiej raperki, zhańbiona kiczowatą okładką na którą niewiele piosenkarek popowych by poszło. W 2005 roku WdoWa miała swoją pozycję na scenie, co przełożyło się na featuring Mesa czy Pezeta oraz bity od Scoop’a (robił bity m.in. dla Płomienia) czy Szoguna.

4. B.O.K. – “W stronę zmiany” (2011, My Music)

Bisza nie podejrzewałbym o słaby gust – jednak to okładka to swoiste Waterloo w jego dyskografii. Miałem w podstawówce zeszyt z podobizną tego… “skejta”? Tandeta, kicz i okładka absolutnie nie pasująca do tak ambitnego i dobrego wydawnictwa.

5. Śliwa – “Ghetto Champion” (2014, nielegal)

Dziwi was fakt, że reedycja tego mixtapu dorobiła się zupełnie innej okładki? Nie można też umniejszać obecności w tym rankingu, ze względu na to, że to nielegal. Śliwa był wtedy po debiucie w wytwórni Pei i udziale w Młodych Wilkach Popkillera, więc był rozpoznawalny dla szerszego grona słuchaczy. A już na pewno na tyle, by ogarnąć jakiegoś grafika…

6. Gandi Ganda – “Gorące wersy płoną” (2011, RPS Enterteyment)

2011 rok to było jakieś apogeum. Fokus, Bisz, Gandzior… Kolejne legalne wydawnictwo, kolejna okładka, która woła o pomstę do nieba. Tu nie zgadza się nic – podobizna, czcionki, tło… “Okładka-mem”.

7. Olsen & Fu – “Kameleon” (2005, Pomaton EMI)

“Kameleon” a na okładce… wąż. Nikt nie powiedział duetowi, że między kameleonem, a wężem jest różnica? Krążek na którym swoją obecność zaznaczyli choćby Chada czy WWO… Nic dziwnego, że Panowie przemyśleli temat i “Kameleon 2” ukazał się z okładką minimalistyczną (czarne tło, biały napis, koniec). Całe szczęście.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*