Schafter – złote dziecko czy zmarnowany talent [Rap Rodzi Refleksje #4]

schafter - manifestyn okładka

Ostatnio pogadaliśmy o życiu, więc dzisiaj trochę więcej o muzyce. O muzycznej drodze złotego dziecka polskiego podziemia, której dotychczasowy przebieg schafter podsumował kawałkiem – “MANIFESTYN”.

Młody W, złote dziecię

Schafter to rozpoznawalna postać na naszej scenie już od dobrych paru lat. To imponujące, biorąc pod uwagę, że ten chłopak w tym roku skończy dopiero 19 lat. Daruję sobie już ten wymęczony żart dotyczący jego rocznika. Wojtek urodził się w 2003 roku, a młody wiek to tylko jedna z wielu rzeczy, która go wyróżnia.

Swoją drogą, czuję z jego historią pewien rodzaj więzi. Sam jestem jedynie dwa lata od niego starszy i rozumiem jak to jest wchodzić w młodym wieku w jakieś rozbudowane środowisko. To zupełnie inna skala, jeśli chodzi o rozpoznawalność czy presję, ale ja do redakcji FollowRap dołączyłem niemal 3 lata temu. Miałem wówczas, na początku 2019 roku, ledwo 17 lat, biorąc pod uwagę, że urodziny obchodzę dopiero w grudniu. Jeśli zaś chodzi o inną niż rapową działalność w internecie, zacząłem jeszcze wcześniej.

Wiem zatem jakie to czasem dziwne, ale zarazem niesamowicie satysfakcjonujące uczucie, by móc się rozwijać i w jakimś stopniu pokazywać w znacznie starszym i bardziej doświadczonym otoczeniu. Miałem to szczęście, że trafiałem zawsze na ludzi, którzy pomimo sporej różnicy wieku potrafili patrzeć na mnie przez pryzmat moich umiejętności i wiedzy, jakiekolwiek by one na danym etapie nie były. Schafter miał chyba podobnie, bo starsi koledzy z branży bynajmniej nie wzbraniali się od doceniania go i współpracowania z nim.

Chyba pierwszą z dużych, rozpoznawalnych postaci, które zaproponowały Wojtkowi wspólny numer, był Deys. Schafter pojawił się w jego “Nintendo” jeszcze w 2018 roku.

Młody W, to był blowup jak Bejrut

W 2018 wyszło też “dvd” z mlodymskinnym, które dziś ma już 11 milionów wyświetleń. To też okres kiedy pierwszy raz muzykę schaftera dostaliśmy w wersji fizycznej. Mowa oczywiściej o EPce “hors d’oeuvre”, która zbierała jego najgłośniejsze dotychczasowe kawałki – “candy.doll”, “blow off”, “tom & jerry”. Płyta wyprzedała się błyskawicznie, bo jeszcze przed ogłoszeniem powstawania wersji fizycznej dorobiła się statusu jednej z najlepszych płyt jakie ujrzało podziemie w tamtych latach. Sam spędziłem z nią dziesiątki lub nawet setki godzin i mogę recytować te kawałki z pamięci. Instant classic.

2019 był już tym rokiem, który oficjalnie określić możemy wejściem schaftera w mainstream. Do tego czasu budował swoją rozpoznawalność i renomę bardzo dużą ilością wypuszczanych do internetu kawałków. Niektórzy już wtedy nazywali go jednym z najlepszych producentów na scenie. Wojtek imponował swoją wyjątkowością na tle niemal całego światowego przemysłu muzycznego. Jeśli znacie kogoś z zagranicy, kto robi taką muzykę jak schafter na pierwszej EPce – dajcie mi znać.

Imponował też szerokim wachlarzem inspiracji, chłopak pięknie płynie na stworzonym przez siebie klimatycznym podkładzie, a do tego nawiązuje do Jamiroquai czy Jacksona i wyjmuje z rękawa kolejne marki alkoholi. No i te jego słynne angielskie wstawki.

Wszyscy zachwycali się wtedy tym piętnasto- czy szesnastolatkiem, który miał już niedługo w końcu wyjść na legal i dostarczyć nam swój pełnoprawny debiut.

“Pytasz o Empik, daj mi rok
Albo dwa, albo trzy”

Młody W, przespał blowup, wziął Quaalude 

No i trochę mnie schafter na legalu rozczarował. Czuć, że to jest level wyżej i czuć, że z kawałka na kawałek ten gość produkcyjnie wchodzi na jeszcze wyższy poziom. Całym albumom brakowało natomiast takiego spójnego, hipnotyzującego klimatu, którzy świetnie budowało “hors d’oeuvre”.

“Audiotele”

Po kolei. “Audiotele” to tytuł pierwszego longplay’u schaftera, który był jednym z najbardziej przeze mnie wyczekiwanych debiutów kiedykolwiek. Wojtek dobrze zadbał o to, by mój apetyt został jeszcze bardziej podsycony, wypuszczając GENIALNE “hot coffee” jako singiel, a później podtrzymując poziom “marvinem”, “short & bittersweet” czy “ridin’ round the town w czyimś bel air”. Poza tym, głośny i wyczekiwany feat z Taco Hemingwayem (“bigos”) i nieco słabsza, ale również chwytliwa współpraca z Żabsonem (“double D’s”).

Sama płyta była dla mnie rozczarowaniem. Najgorsze jest to, że nawet za bardzo nie jestem w stanie powiedzieć dlaczego. Po prostu żaden kawałek, poza singlami, nie zatrzymał mnie przy sobie i nie sprawił, żebym chciał odpalić go jeszcze raz. I tak jak “hot coffee” słucham przynajmniej raz w tygodniu, tak “audiotele” sprawdzam na nowo co roku. Z każdym kolejnym takim odsłuchem delikatnie bardziej się do tej płyty przekonuję, ale haczyk z przynętą nie wbił mi się jeszcze tak głęboko w gardło, bym chciał do niej wracać częściej.

“FUTURA”

I trochę podobnie jest z “FUTURĄ”, choć jestem w stanie docenić poziom produkcyjny tego albumu – a ten jest absolutnie światowy. Uważam nawet, że jakby schafter robił to samo, ale w całości po angielsku, gdzieś w USA, z dobrym zapleczem promocyjnym – byłby słuchany na całym świecie. Tylko że jakby taką płytę jak “FUTURA” wydał amerykański raper, to podszedłbym bardzo podobnie. Docenił produkcję, ale później wyłączył, zapomniał i wrócił ewentualnie po bardzo długim czasie. I znowu, jedynym kawałkiem, który gości na moich słuchawkach do dziś, jest singiel – “3,5 karrat”.

Młody W, trochę jak na osiedlu

Nie jestem odosobniony w moich mieszanych uczuciach co do twórczość schaftera po “hors d’oeuvre”. Oba jego albumy raczej średnio się przyjęły. Choć mają swoich fanów, przeszły, zdaje się, trochę obok większości słuchaczy. I oczywiście wiele osób kojarzy “hot coffee” czy inne z popularnych singli i wiele osób też te single bardzo lubi. Trudniej natomiast o tych, którzy, myśląc o schafterze, przywołają o razu któryś z jego dwóch albumów.

Sporo pojawia się też głosów tych, którym nie pasuje styl w jaki schafter odbił. Mówią, że to nie jest już to samo, że nie wykorzystał szansy, że zmienił się na gorsze. Zupełnie się z tymi głosami nie zgadzam. To, czego brakuje “audiotele” i “FUTURZE” to nie warsztat czy styl. To jest wciąż ten sam Wojtek, tylko bardziej rozwinięty. Tym kawałkom, moim zdaniem, brakuje jakiegoś takiego wnętrza, duszy.

Zresztą, nie muszę schaftera przed tymi głosami bronić. Sam postanowił, trochę jak na osiedlu, wziąć tych delikwentów za przysłowiowe mordy i powyjaśniać ich w kawałku, jak przystało na rapera. Tym mnie zaskoczył i mi zaimponował. Dotarliśmy nareszcie do “MANIFESTYNU”.

Młody W, skończyły mi się wersy z jego kawałka, które są w takiej formie i mogę je dać do nagłówka

W nowym kawałku dostałem chyba to, na co od dawna nieświadomie czekałem. Schaftera w swoim stylu, ale szczerego i rapującego o sobie. Może to jest to, czego brakowało mi w jego albumach. Może znudziła mnie ta konwencja rapowania trochę o niczym, o jakiejś hoe, o jakichś kolejno wymienianych alkoholach i autach i tylko czasem Wojtek wplatał jakiś realtalk. To wszystko tworzyło niepowtarzalny i pociągający klimat, ale może z czasem mi się przejadło.

Dlatego tak bardzo spodobał mi się nowy numer schaftera, który jest w całości poświęcony jego osobie. Na hipnotyzującym podkładzie od FORXSTa, Wojtek rozlicza się z tym wszystkim, o czym wspomniałem wcześniej. Odpowiada słuchaczom, którzy chcieli go zaszufladkować. Pewny siebie obwieszcza, że wpłynął swoją twórczością na wygląd całej sceny, tak jak zapowiadał wcześniej. Tych, którzy “tęsknią za starym schaftim”, pyta: “wiesz, że nie jesteśmy tacy sami?”. Pamiętajmy też, że chłopak ma dopiero 18 lat i jeszcze sporo życia i sporo wydanej muzyki przed nim.

Po tym kawałku jestem w stanie zgodzić się z autorem, że “w restauracji neon dalej świeci się”. Proszę o więcej takich tracków, tak dobrze i stylowo nawiniętych, z zachowaniem tej wyjątkowości, która jest schaftera bardzo dużym atutem i wyróżnikiem.

Jeśli “MANIFESTYN” jest zapowiedzią nowej ścieżki w jego twórczości, która połączy szczery i otwarty przekaz z jego produkcyjnymi umiejętnościami i charakterystycznym stylem – biorę w ciemno każdą taką płytę.

Łer.

Mateusz Trojnar


Rap Rodzi Refleksje – cykl cotygodniowych felietonów autorstwa Mateusza Trojnara, których założeniem jest przelanie na tekst refleksji, do których prowodyrem jest jakiś konkretny, opublikowany ostatnio utwór.

Sprawdź pozostałe teksty z cyklu!
Sprawdź inne teksty tego autora!

followrap patronite

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*