#RapKartka – Molesta – “Skandal”.

Wielokrotnie kiedy słucham jakiejś płyty, która wyszła niedawno, zadaję sobie w głowie pytanie – czy stanie się ona klasykiem? Czy za kilka/kilkanaście lat będzie się o niej mówić, jak mówi się w dzisiejszych czasach o wielu płytach sprzed wielu, wielu lat? Możliwe, że za kilka lat będziemy mówić o płycie X, rapera Y, że jest klasykiem, ponadczasowym. Ale czy jest płyta, a jak jest, to ile jest takich płyt jak „Skandal”? Czy naprawdę można coś do tej płyty porównywać?

23 marca 1998 wyszła płyta Mistic Molesta – Skandal. Bedoes miał urodzić się dopiero za niespełna miesiąc, ja sam miałem raptem 2,5 roku, nie było jeszcze youtuberów, a gry to odpalałeś na pegasusie, żując gumę turbo. Dziewczyny nie słuchały pod blokiem z głośnika na bluetooth Young Igiego czy Multiego, tylko biegały za coraz nowszymi karteczkami do segregatorów, a chłopcy czekali na Mistrzostwa Świata we Francji. Wszystko to jest za nami – pegasusy to dzisiaj oldschool, karteczek nie zbiera nikt, gumy turbo wróciły ponoć, ale to już nie to samo (jak Frugo), a większość ówczesnych gwiazd piłki nożnej pokończyło swoje kariery. ALE SKANDAL JEST WIECZNY.

Płyta zawiera 17 kawałków – intro, outro, 14 właściwych plus remix „Wiedziałem, że tak będzie”. Wyprodukowana przez Molestę oraz V.O.L.Ta, z gościnnym udziałem Procederu (Chada, Kacza), Pelson, Wilku, Warszafski Deszcz.

Czy ta płyta się broni po latach?

Nie znam drugiej takiej płyty, która by tyle wniosła. To fakt z którym trudno polemizować. Jasne – są ludzie którzy uważają, że wydane rok później “Ewenement” było lepszą płytą, lecz to właśnie “Skandal” stał się symbolem rapowego klasyka.

Pierwsze co się rzuca w słuch to jakość. Umówmy się – płyta ma 22 lata, jakość audio (mimo remasteringu) – słychać, że się zestarzała mocno. Jasne, niektóre rymy są banalne zaś wersy – mogłyby momentami być dużo lepsze.

Tylko… co z tego?

Skoro wchodzi bit do “Wiedziałem że tak będzie” i ręka sama chodzi. Wraz z każdym wyplutym wersem, wypluwasz je razem z Vieniem czy Włodim. Płyta nawet po tylu latach ma pewne elementy, które się nie zestarzały dla wielu, lecz niestety – zestarzały się na scenie.

Przykładem takiego numeru jest “Xeroboy” – wersy tutaj zawarte powinny być czymś ponadczasowym i pilnowanym przez każdego rapera. Świetnie te wersy wplótł w swój diss Te-Tris (“Vox Populi”).

Już od początku tej płyty mamy pełną świadomość, że to produkcja hip-hopowa. “Intro” ma w sobie tyle rapu, tyle tej kultury i klimatu, że nawet dziś obdarowałoby kilka płyt i byłoby to z korzyścią dla tych wydawnictw.

Goście

“Klima” czyli Chada, Kaczy, Pelson, Włodi, Vienio.

Widząc wielokrotnie tracklisty albumów, ludziom wydaje się, że “feat” stanowi coś więcej niż gościnny udział na płycie. Łatwo sobie wyobrażać, że raperzy to kumple, przyjaźnią się, chodzą na piwo, dzwonią do siebie. Niestety – w większości wypadków jest to tylko biznes, pomoc przy promocji płyty. Ot – aby się działo, aby było głośno. Jasne, liczy się efekt finalny i – ja przykładowo – mam w dupie, czy raperzy się lubią, czy nie – dopóki muzycznie zgadza się wszystko.

Inna sprawa jest w przypadku gości na Moleście. Znaczących gości, którzy nie byli przypadkowi i nie mogli szokować (jak choćby gościnka Eldo na płycie “Nigdy nie mów nigdy” w 2006 roku), zaś mieli swój wielki wkład.

Ś.P. Chada oraz Kaczy, którzy – jako Proceder – pojawili się na płycie w dwóch kawałkach – bardzo zasadniczym numerze “Szacunek” oraz – kolejnym klasyku – “Klimie”. Jeden z pierwszych kawałków w polskim rapie, który propaguje “ekipę”. Rymy postarzały się mocno, lecz tekst ma nadal swój wydźwięk. Kaczy zaś przewija się praktycznie przez całą płytę, stanowiąc jej fundamentalną część.

Kolejnym gościem na płycie jest Wilku, który dwa lata później zasili na stałe zespół Molesty, zaś jego odejście będzie przez wielu uznawane za “koniec Molesty”. Można byłoby przyczepić się do tej gościnki, gdyby była marginalna – ale tak nie jest. “28.09.97” to kawałek pionierski – pierwszy storytelling w polskim rapie. Może jeszcze niedopracowany, daleko mu do szkoły Sokoła, lecz jest pierwszy.

“Blanty kręce, po to mam ręce” – czyli “Wolę się nastukać” z kultowym Warszafskim Deszczem. Nagranie w takim klimacie, zdaje się być przepełnione dymem z pomieszczenia w którym było nagrywane. Klimat, który trudno dziś byłoby odtworzyć komukolwiek.

Pelson również udziela się na tej płycie i dołącza w przyszłości do składu wraz z Wilkiem. “Się żyje” jest jednym ze słabszych elementów tej płyty, choć wpasowuje się w surowość materiału, odbiega nieznacznie od klimatu.

Wpływ na kulturę

Nie do przecenienia jest wkład w kulturę tej płyty. Setki follow-up’ów, które pojawiały się w liniach różnych raperów – od weteranów po newcomerów tej sceny na przestrzeni 20 lat.

Można się prześcigać w wymienianiu klasycznych linii – “nikt nie ma dokumentów, bo nikt nie jest pierdolnięty”, “ubliżył, dostał, przeprosić raczył” czy wersy, które stały się początkiem innych kawałków – “nienawiść do policji tak zostałem wychowany”.

Wiele słuchaczy rapu używa słowa “Elo” – słowo pochodzące z kawałka “Szacunek”, używa go w swojej zwrotce Włodi. Tak, to chłopaki z Molesty wymyśliły ten zwrot.

Przełamanie i wymyślenie różnych patentów na kawałki. “Wolę się nastukać” – kawałek o jaraniu, który stał się przyczynkiem dla wielu późniejszych kawałków w tej tematyce. “28.09.97” jako pierwszy storytelling, o “Klimie” pisałem wyżej.

Wielkość tej płyty niech opiszą liczne followupy, niech opiszą ją kawałki, które napisali inni raperzy w tematyce, którą po raz pierwszy poruszono właśnie tutaj. To trzeba znać, to kanoniczna płyta w dziejach polskiego rapu i nie wyobrażam sobie, by ktoś uważał się za słuchacza, nie znając tej płyty.

Płyta została niedawno odświeżona i wydana w formie “mixtapu”, zaś jeszcze w tym roku ma pojawić się film dokumentalny o tejże płycie. Jest na co czekać!

Dziś mijają 22 lata od premiery tej płyty. Klasycznej płyty, legendarnej. Ciekawe, kto w 1998 roku “wiedział że tak będzie”?

Robert “Fevowy” Połomski

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*