Polska Kalifornia – Święty x MRmetrick – “ŻLFA” [recenzja]

G-funk w polskim rapie zawsze był elementem niszowym. Od brzmień rodem z L.A polscy raperzy woleli w większym stopniu inspirować się produkcjami z innych części Stanów Zjednoczonych. Niemniej mamy kilku artystów/składów, którzy korzystali z tego typu beatów. Rozpoczynając od Ten Typ Mesa, który jest prekursorem g-funku w Polsce, przez skład 2cztery7 (Mes także do niego należał) – najlepiej według mnie przeniósł on brzmienie z zachodniego wybrzeża USA na polski grunt, po podziemną ekipę UNDADASEA, ciągle aktywną oraz tworzącą jakościowe, pozytywne i inne rzeczy, niż cały mainstream. Tych ostatnich zachęcam was najgoręcej do sprawdzenia.

Oczywiście można by było wymienić jeszcze wielu artystów działających w takim stylu, w przeszłości lub teraz. Mimo wszystko ten nurt praktycznie zawsze ograniczał się do podziemia. Nawet jeśli jakościowo zasługiwało na coś więcej. Mamy 2020 rok. Staro-szkolne brzmienia dawno przestały być modne. Ja za to znalazłem właśnie duet, który według mnie znakomicie przeniósł kalifornijski vibe na Polskę. Dokładnie na Żoliborz. Przypomina mi on, dlaczego kocham wracać do klasyki. Są to producent Święty i MC MRmetrick, związani z wytwórnią Tu Wolno Palić, której ten pierwszy jest założycielem. Ogólnie ten producent zasłużył się już dla warszawskiego rapu, współpracując właśnie m.in. z Mesem czy 2cztery7. Zapraszam Was do wycieczki po Żolifornii, czyli Żoliborzu w Kalifornijskim wydaniu.

Święty x MRmetrick - ŻLFA okładka

Witamy na Żoliborzu!

Święty i MRmetrick na swoim albumie nawiązują do korzeni polskiego rapu, kiedy pierwsi MC mocno utożsamiali się z rejonem, z którego pochodzą. Tworzyli oni jednocześnie także unikatowy styl później kojarzony z danym miastem/regionem. Niemniej w Warszawie od zawsze dominowały trzy dzielnice: Mokotów, Urysnów oraz Śródmieście. Jeśli chodzi o Żoliborz, to kojarzony jest on na razie z dwoma raperami: Juchasem – pionierem warszawskiego rapu ogólnie dzięki udziałom na pierwszych składankach DJ Volta i Solarem, któremu nie muszę nikomu przedstawiać. Także Święty i MrMetrick znaleźli się w dość bardzo wąskim, ale za to jakże doborowym towarzystwie. A dokładnie sam MrMetrik, ponieważ Święty nie ma z nim nic wspólnego z Żoliborzem.

To nie jest wcale Żoliborz, tylko Żolifornia!

Skąd pomysł na taki tytuł płyty? Myślę, że jest to oczywiste. Duet MC – Producent postanowili przedstawić obraz Żoliborza poprzez formę nawiązującą do Kalifornijskiego brzmienia. Według nich, jak zaznaczyli w wywiadzie dla ”Gazety Żoliborza” (możecie go przeczytać tutaj), ta dzielnica bardzo kojarzy się im z Kalifornią. Chcieli zaznaczyć istnienie tej dzielnicy w nietuzinkowy sposób. W efekcie takiego połączenia powstała płyta ”ŻLFA”. Czy jednak ten album składa się tylko z wersów o tej dzielnicy Warszawy, która dotychczas najsłabiej zaznaczyła swoje miejsce na rapowej mapie stolicy? O tym dowiecie się ode mnie później. Na razie skupmy się na samym obrazie Żolifornii.

Krążek ”ŻLFA” spina klamra kompozycyjna złożona z dwóch utworów: ”Żolifornii” oraz ”190”. Obydwa numery bezpośrednio nawiązują do Żoliborza. Robią to jednak w zupełnie inny sposób. Ukazuje to różnorodność tego krążka. Ogólnie na tej płycie nie mamy prawa narzekać w tym kontekście.

Tak więc ”Żolifornia” to wakacyjna przygoda po Żoliborzu. Można stwierdzić, iż to muzyczna mapa tej dzielnicy. Została ona stworzona m.in. za pomocą masy nawiązań i porównań do różnych aspektów związanych z zachodnim wybrzeżem (zresztą odniesień do Kaliforni jest na tej płycie więcej, co jest zdecydowanie zaletą tego materiału, gdyż widać na nim pomysł na warstwę liryczną). Ten numer znakomicie buduje klimat reszty krążka za pomocą lekkiego, g-funkowego brzmienia. Przywołuje on w głowach słuchaczy obrazy Kalifornijskich plaż, palm i słonecznych ulic. Z kolei ”190” to już nostalgiczna wycieczka autobusem przez Żoliborz. Podczas niej MrMetrick zastanawia się, czy ta dzielnica jest jego prawdziwym domem i co właściwie mu dała. Tutaj już melancholijny klimat tworzą jazz’owe trąbki i wgrane pianino.

”Tu chaty jak playboy mansion, palmy ostudzają, gdy robi się goręcej/Z kolejnym dźwiękiem w głośnikach/Żolifornia to stan, w którym też puszczają g-funk”

MRmetrick – ”Żolifornia”

Nie tylko Żoliborz jest tu ważny

Na szczęście MrMetrick i Święty nie ograniczyli się do jednej tematyki. Dzięki temu krążek ten nie jest ani monotematyczny, ani monotonny. Znajdziemy tutaj inne ciekawe aspekty związane z warstwą liryczną, które moglibyśmy odnieść nie tylko do warszawskiej dzielnicy, ale i ogólnie do całej Polski. Oczywiście jest to wszystko podane w przystępny sposób, dzięki czemu nie czujemy wielkiego ciężaru treści. Nie można tej płyty tego zaliczyć do rapu zaangażowanego nawiązującego do polskich korzeni. I bardzo dobrze, ponieważ dla mnie tego rodzaju brzmienie nie pasuje do takiej tematyki.

Tak więc na ”ŻLFA” mamy do czynienia z prześmiewczym, ironicznym utworem ”El Quatro” dotyczącym wolnego w pracy. Ukazana zostaje tutaj kondycja polskiej mentalności w ”Jest ok” gdzie gościnnie udzielił się Pękacz. Jest z pozytywny, mówiący o spełnianiu marzeń ”Griffith”, nawołujący do zakończenia psychicznego wyniszczania się w pracy na 16 godzin. Ten kawałek jest niejako odpowiedzią i kontrastem dla ”Jest ok”. I w końcu proponujący nam ucieczkę od miejskiego pędu i zgiełku, ”Basta Rajms”.

Ten ostatni kawałek jest najbardziej interesujący, ponieważ obrazek stworzony do niego jest jednocześnie nawiązaniem i hołdem dla jednego z najlepszych zespołów w historii rapu, czyli Tribe Called Quest. Sam teledysk ”Basta Rajms” odwołuje się do klasycznego klipu tego legendarnego składu, zrobionego do utworu ”Electric Relaxation”. Piękna sprawa, naprawdę.

”Inny scenariusz na wszystko, Tribe Called Quest, więc załącz dobry hip-hop/Tworzymy go ze Świętym nad Wisłą, upajamy się życiem przez niektórych nazywanym fikcją”

MrMetrick – ”Basta Rajms”

Czuję to U.S.A

Już mniej więcej przedstawiłem wam brzmienie tego albumu. Niemniej warto według mnie rozwinąć ten wątek i pogratulować Świętemu wykonania niesamowitej roboty.

Mamy więc lekki, wakacyjny g-funk na wspomnianej ”Żolifornii” oraz już ten mocniejszy na ”Basta Rajms”, ”Jest ok” i ”Śpiewajcie ze mną”. Jest przyjemny soul funk na ”Griffith”. Są i klasyczne, brudne nowojorskie bębny na ”Tarantino 1” i ”Tarantino 2” będące znakomitą odskocznią od zachodnich brzmień. Plus są także świetnym, bujającym, agresywnym przerywnikiem pomiędzy lekkimi numerami, oferującymi nam pozytywny vibe. W wielu miejscach pojawiają się przywołane już jazz’owe trąbki dopełniające to amerykańskie, klimatyczne brzmienie. Największym zaskoczeniem jest zdecydowanie beat do ”El Quatro”. Mamy na tym tracku totalny powrót do korzeni i ery disco-funku lat 70, który jest jednym z fundamentów rapu powstałego dekadę później.

Jeśli chodzi o flow, to w zależności od ciężaru danego utworu MrMetrik zmienia je z podśpiewywania na agresywną nawijkę. Wyróżnia się on na tle innych podziemnych raperów tworzących na oldschool’owych beatach właśnie tym, że eksperymentuje w tym aspekcie. Nie nawija on tylko w jednym tempie.

Oldschool’owe podziemie

Dzisiaj oldschool zszedł do podziemia, przez co coraz mniej artystów tworzących w takim stylu ma szansę przebić się wyżej oraz trafić do szerszej publiczności. Niemniej uważam, że warto tam zaglądać dla takich perełek, jak ten zaprezentowany przeze mnie duet. Zachęcam do wspierania tego rodzaju artystów, którzy tworzą dla zajawki, mają wielkie pojęcie o rapie i tworzą przede wszystkim pozytywny vibe, tak bardzo potrzebny dzisiaj w dobie smutnych bądź flexowych stylów. Czasami warto przesłuchać czegoś innego i otworzyć się na nowych artystów, aby poczuć po prostu na plecach ciarki.

,,ŻLFA” to album zdecydowanie na okres wakacyjny wytwarzający pozytywną energię. Znajdziemy w nim jednak momenty, które dają do myślenia i sprawiają, że można go słuchać w innych porach roku.

Święty x MrMetrick - ŻLFA (okładka)

Święty x MRmetrick – ŻLFA

Ocena recenzenta:

10/10

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*