Tede to samiec Alfa

tede kadr z teledysku zeszyt rymów

… z gatunku tych, że albo jesteś z nim, albo przeciwko. Nigdy nie brał jeńców, zawsze w swojej ekipie lśnił najmocniej i musiałeś pogodzić się z byciem w jego cieniu. Kto był przeciwko, wylatywał za burtę. Kto nie potrafił sprostać oczekiwaniom kapitana i odstawał umiejętnościami lub psychicznie nie radził sobie z tempem pracy, odchodził od stołu. Osoby, które obejrzały “Ostatni taniec” lub te, które przeczytały wybitną biografię Jordana autorstwa Rolanda Lazenby’ego, od razu wyłapią cechy łączące te dwie wybitne jednostki. Obydwaj uwielbiali rywalizację i to ona była ich paliwem napędowym do ciągłego rozwoju. Obydwaj żyli swoim sportem na 110%. Żaden z nich nie unikał pyskówek oraz zawsze był gotów udowodnić oponentowi, kto rządzi na tej scenie.

TEDE Zeszyt rymów
kadr z teledysku “Zeszyt rymów”
YouTube: TEDEWIZJA

Wielkie Joł

Po świetnym debiucie i wydaniu absolutnego klasyka w postaci “S.P.OR.T.”, Tede stanął przed wielkim wyzwaniem. Odszedł od RRX, założył swoje wydawnictwo Wielkie Joł, co wtedy było ewenementem oraz kolejnym wydeptywaniem nieznanego nikomu szlaku na scenie. Musiał też sprostać oczekiwaniom fanów. “Hajs, hajs, hajs” to był kop w jaja dla ortodoksyjnych ulicznych słuchaczy rapu. Bragga, bouns, pieniądze z rapu, kobiety oraz luz na mikrofonie. To było tak odmienne od oczekiwań sceny, jak tylko się da. Zresztą zastanawiające jest, czy gdyby to dziś Tede wrzucił utwory typu “Hajsu” lub “Komercyjny rap”, nie spotkałaby go fala krytyki oraz opinii, że tak nie wolno… 18 lat od premiery, a te tematy pewnie wciąż by stanowiły powód do krytyki i dyskusji. Jacek już z okładki pokazywał, gdzie ma konwenanse. To dzięki jego osobie oraz twórczości, dziś chwalenie się pieniędzmi na scenie jest czymś normalnym i akceptowalnym. Wielkie Joł, jako singiel, to był pokaz bezczelności, którą zakute łby musiały jakoś przełknąć

“ile się da tyle zgarnąć,
jak się płyta sprzeda to dobrze bardzo,
nikt tu nie chce być biedak,
w Gibon Składzie hajsem nie pogardzą,
nikt niczego nie kryje,
się rap gra się hajs ma się żyje”

Tede – Hajsu

To, co uwielbiam na tym albumie, a czego mi ogromnie brakuje dziś w rapie, to spontaniczność. Tu łatwo odczujemy, że wiele zwrotek to wolny styl, a utwory powstawały na bieżąco w studio. Czuć tu zabawę, a nie wydukane w pocie czoła wersy. Jasne, nie jest to album idealny, są tu utwory, które spokojnie mogłyby wylecieć z playlisty. Ale pamiętajmy, że był to pierwszy podwójny album solowy na naszej scenie i Fiodor nie wspierał się tu dużą ilością gości.

Pełnoletni klasyk

Producencko mamy tu ścisłą czołówkę sceny z roku 2003: OSTR, IGS, O$ka, Jajo, JanMario. Oczywiście, sam Jacek również dodał tu swoje produkcje. Album jest różnorodny i do dziś słucha się go z przyjemnością. Z okazji osiągnięcia pełnoletności, przez drugi album Tede chciałbym, aby różnorodność na naszej scenie była czymś normalnym i żeby nie stanowiła tematu do dyskusji, a zwłaszcza krytyki jednych odbiorców przez drugich. Dziękuję Jackowi za te wyłamywanie kolejnych drzwi przez te wszystkie lata. Niczym w kultowej scenie z “Lśnienia” wybijał zatwardziałe podejście do rapu, jego brzmienia lub liryki kolejnym pokoleniom słuchaczy.

Przypomnijmy, że w 2020 Tedas zremasterował kultowy album. Możecie go kupić w sklepie Tede.Shop.

Dodajmy ciekawostkę, że w usłudze Tidal możecie posłuchać albumu w bezstratnej jakości w wersji MASTER.

Premiera oryginalnego albumu: 31 stycznia 2003
Premiera wersji remaster: 27 listopada 2020.
Sprawdź w naszym Kalendarium Polskiego Rapu.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*