Loverama, czyli 11 lat od premiery albumu Lavorama od Ortega Cartel [#RapKartka]

Ortega Cartel Lavorama

Lavorama, czyli sieć pralni, która znajduje się w Montrealu, dała nam odświeżenie na rapowej scenie, którego potrzebowaliśmy. Nie wiem, ile godzin w owym miejscu spędzili Piter Pits oraz Patr00, ale jestem pewien, że unoszący się zapach krochmalu oraz proszku do prania pomógł im w odnalezieniu złotego środka w ich twórczości…

11 lat. 11 długich słonecznych wakacji  jak u Masta Ace’a. Od tak długiego czasu, nie wyobrażam sobie swojej letniej playlisty bez tego albumu. Ciepło oraz miłość do hiphopu jakie biją od tej płyty, to rzecz niepodrabialna. Tona zajawki zmielona i skręcona w jeden projekt. Zresztą, niech autorzy opiszą swoje podejście do rapu:

Lubię przed południem słuchać rapu
Lubię dobry burdel mieć na tracku
Kiedy wbijam się nie spinam, kurwa nie ten klimat
Nie próbuję modulować głosu gdy przeklinam
To jest od chłopaków z pełnym luzem

Patr00 zaliczył tu tak wielki progres, że po Lavoramie powrót do wcześniejszych dokonań Ortega Cartel  to jak cofnięcie się do czasów epoki kamienia łupanego. Tu każdy podkład jest idealny. Bity autorstwa Patr00, po tylu latach dopracowywania, brzmią tak organicznie jak powinny. Zazwyczaj delikatne, głębokie bębny łączy z samplami z jazzu, funku i disco. Wszystkie bity scala spójne brzmienie oraz niesamowity smak i klasa, z jakimi zostały sklejone. Jest z czego wybierać i czym się jarać. Różnorodność to znak rozpoznawczy tego albumu. Zresztą, porównajcie sobie podkład „Niby się żyje” z „No to klaśnij”.

Piter to przeciętny raper, który nawet nie próbuje tego ukryć. On wręcz robi z tego swój atut! Poza tym ta muzyka to nie techniczne popisy oraz nawarstwienie wielokrotnych rymów w ilości polskiego długu publicznego. To ma pływać i głową kiwać! A osób, które za mikrofonem próbują rozbujać nasze ciała, jest sporo: O.S.T.R., Reno, The Jonesz, Spinache, Karma, Reno, Daniel Drumz, Goser, Puffy Coates, Jesse Maxwell, Mielzky, Tede, Proceente, Finker. Oczywiście nie każdy raper zaprezentował tu swoją życiową formę, ale jednak nikt nie wypadł tak źle, żebyśmy mieli go kamienować publicznie. Najważniejsze, że każdy z MC idealnie odczytał klimat tego projektu.

Podsumowanie może być jedne. Mamy do czynienia z albumem-fenomenem. Genialne pokłady, które są najmocniejszą stroną, spotykają się ze zwrotkami, które na każdym innym albumie stanowiłyby problem. Ale nie tu… Tu, te zwrotki dodają uroku oraz stanowią efekt dodatni. Nad wszystkim na tym albumie świeci słońce oraz gości uśmiech na ustach. Więc odpalcie ten Lavoramowy klimat i uwierzcie, wsiąkniecie na wiele godzin.


Kanadyjska zima polski jazz
To historia, to historia
To siedzi w nas, bo mamy was
I będzie all right, będzie all right

Aha dodam tylko na koniec. Panowie wracajcie z kolejnym albumem!


Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*