Sentymentalnie o “O.R.S.” Grubsona [RapKartka]

Gdy “O.R.S.” Grubsona ujrzało światło dzienne, nie byłem jeszcze świadomym słuchaczem. Nie byłem nawet świadomym człowiekiem, miałem w końcu jedynie 7 lat. Ten album, który dzisiaj obchodzi jedenaste urodziny, był jednak ważnym krokiem w moim wkraczaniu w świat muzyki. “Na szczycie” czy “Przestań się bać” towarzyszyły mi w słuchawkach od MP3 wraz z “Na linii frontu” od Hemp Gru, “Mieli być tu” HiFi Bandy, czy “Jest już ciemno” zespołu Feel.

Przeboje

Sporo na tym albumie hitów. W momencie premiery nie śledziłem jeszcze żądnych forów internetowych, a media społecznościowe dopiero raczkowały. Dało się jednak wyczuć, że każdy zna pewien zestaw utworów Grubsona. Usłyszeć go mogliśmy w muzycznych telewizjach, ale przede wszystkim od kolegów, często tych starszych. Miałem wrażenie, że po premierze “O.R.S.” stał się najpopularniejszym raperem, z tych docierających poza środowiska czysto rapowe. I zresztą przez całe lata kariery zdarzało mu się często poza nie wychodzić.

Jakim hitem było i jest nadal “Na szczycie” chyba nie muszę nikomu uzmysławiać. Jeden z najpopularniejszych singli w historii polskiego rapu, pierwszy, który przebił magiczną barierę 100 milionów wyświetleń. To, że potrzebował do tego aż dziesięciu lat, wcale mu niczego nie ujmuje. Sam wielokrotnie do niego przez lata wracałem.

Stylówka

Grubson nigdy nie zachwycał wybitną techniką rymowania, choć i to stało u niego na dość dobrym poziomie. To, co przyciągało do niego w momencie debiutu to była właśnie wyjątkowa stylówka. Zachrypnięty głos, wyróżniające się flow, charakterystyczne przyspieszenia. Do tego dorzucał motywacyjny i pozytywny przekaz, dość przystępny w odbiorze. To właśnie odróżniało go od innych, tym bardziej gdy w tak młodym wieku mieliśmy dostęp jedynie do ograniczonej ilości muzyki.

Które utwory się wyróżniają?

Wadą płyty może być chyba lekka monotonia, wiele kawałków mogłoby się zlewać w jedno, szczególnie jeśli mówimy o tych mniej popularnych. A wśród tych bardziej znanych upatruję też swoich faworytów. Na pierwszym miejscu zdecydowanie “Przestań się bać“.

Tak jak nauczyłem się tego tekstu w wieku 7/8 lat, tak pamiętam w całości do dziś. Chwytliwy i przyciągający refren, świetnie poskładane zwrotki, a szczególnie druga. Cudowny kawałek.

“Życie – słowo, które każdy inaczej interpretuje, inaczej na nie patrzy / Zdarza się często, że w oczach masz łzy – też mam je, bo wiem jak to jest kiedy serce zadrży”

Grubson – “Przestań się bać”

Inne wyróżniające się w moich oczach kawałki to np. energiczna i agresywna “Nowa fala“, refleksyjne “Śpiesz się powoli” czy “One” z Emilią (choć zdecydowanie wolę “Naprawimy to” od tego duetu). Reszta utworów oczywiście też trzyma poziom, ale wyraźnie odstają od wymienionych przeze mnie wyjątków.

Ważny element w życiu

Jakiś czas temu na Facebooku panował trend na wstawianie na tablicę 10 najważniejszych dla siebie albumów, które kształtowały przez lata czyjś gust muzyczny. W moim przypadku, “O.R.S.” była jedną z pierwszych płyt, które przyszły mi do głowy. Chociaż słyszałem wiele lepszych albumów, wiele bardziej mi się podobało, to właśnie debiut Grubsona miał mocny wpływ na wytworzenie mojej zajawki na rap. Do dziś wracam do tego albumu z wielką nostalgią i sentymentem. Kuuurła, kiedyś to było…

Mateusz Trojnar


Sprawdź inne teksty tego autora!
Sprawdź nasze kalendarium!
Obczaj inne RapKartki!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*