Almost Famous 2 – Do tańca trzeba trojga [RECENZJA]

AF 2 okładka

Sam nie wiem, ile czasu byłem trzymany w ich piwnicy. Wszystko zaczęło się w marcu 2017 roku. Wyszedłem na spacer z psem. Nagle pojechał czarny van i pojawili się oni… Trzy postacie ze świńskimi ryjami zamiast twarzy. Wtedy zaczęła się moja przemiana.

Ofiary systemu

O takich jak ja sąsiedzi mówią — grzeczny chłopiec. Poniesie zakupy na czwarte piętro, powie dzień dobry, a nawet uśmiechnie się szczerze. Matki życzą takiego męża córkom. Ojcowie patrzą podejrzliwie, zastanawiając się — co jest z nim nie tak, że jest aż tak skromny. Typowa ofiara systemowej tresury. Pokorne ciele dwie matki ssie i tym podobne życiowe motta, którymi od dziecka byłem atakowany. Nie widziałem niczego złego w tych treściach. Uważałem, że są logiczne oraz prawidłowe. Jaki ja byłem naiwny…

Liderzy naszej Sekty

Jak już Wam wspomniałem, marzec 2017 roku, był początkiem tej historii. Trójka moich oprawców postanowiła zabić moje wewnętrzne status quo. Oni potrafili patrzeć trochę szerzej. I to, co widzieli, przelali w muzykę. Dziesięć utworów, które byłem zmuszony słuchać każdego dnia mojego pobytu w ich piwnicy. Każdy dźwięk wrył mi się w mózg na zawsze. Obudzony o 3 w nocy staję na baczność i lecę każdy z hymnów na pełnej. Z kolejnym odsłuchem czułem, jak moje wewnętrzne wkurwienie wzrasta. To był najbardziej orzeźwiający strumień świadomości, jaki mógł mi ktoś wylać na twarz. Przez pierwsze dni mojej izolacji płakałem, śmiałem się, rzygałem i biłem pięściami w ściany na przemian. Kilka razy musieli mnie zawinąć w kaftan. WSZYSTKO, co wiedziałem o świecie, było kłamstwem.

Zaczynam widzieć światło

Po miesiącach samotności w końcu pozwolono mi wyjść z powrotem do świata. Jednak on już nie był już taki, jak dawniej. Dostrzegałem wszechobecną obłudę. Musiałem się wyobcować. Chodziłem na nasze spotkania, gdzie przemawiali liderzy naszej Sekty. Przy okazji każdego spotkania widziałem nowe twarze. Cieszyła mnie świadomość, że jest nas coraz więcej. Każda rewolucja zaczyna się w głowie jednostek, by później wylać się na ulice. Nasza jednak nie będzie puszczana w telewizji.

Po prawie pięciu latach pojawiła się nowa płyta naszych Guru. Nie mogłem się doczekać pierwszego odsłuchu. Wiedziałem, że nie może się skończyć na części pierwszej. Kontynuacja musi być cięższa, mroczniejsza oraz przekazująca jeszcze więcej. Wiedziałem, że ten czas spędzony z pierwszą płytą, obudził we mnie skrajne oczekiwania. Wierzyłem też, że jedynie nasi Mistrzowie, są w stanie im sprostać. Dziś mogę to oficjalnie powiedzieć… A zresztą za szybko na osądy…

Mroczna Trójca

Zacznę od Prezesa. To on odpowiada za całe tło oraz jest faktycznym liderem naszego Kultu. Nigdy mnie nie dziwiło, że do nas nie przemawia. Jest najbardziej tajemniczą postacią z całej trójki. Ale trzeba mu przyznać jedno… Oprawa, jaką buduje muzyką to majstersztyk. Na pierwszym albumie wszystko kopało w głowę niczym młotem pneumatycznym. Każdy wers był wbijany w mózg bębnem i zamykany wiekiem za pomocą gitar. Rapowy punk zdefiniowany oraz stworzony idealnie. Teraz jednak Soulpete postanowił zamienić ten bezczelny mosh pit na bujankę pod rockowo bluesowe sample. Nie rozumiem kompletnie tej decyzji. Mamy uciekać jak najdalej od banału, od wszechobecnej mody wpadającej w ucho podczas mycia naczyń… Wciąż jest to wyprodukowane genialnie, ale nie o takie AF2 walczyłem…

Laikike1 się zmienił najbardziej przez te lata. Pijacko-narkotyczne wizje odeszły. Dziś jest to trzeźwy mędrzec. Energii w nim jednak więcej i to jest ogromny plus tej przemiany. Na tej płycie słychać, że on czekał na kontynuację tego dzieła. W nim ten bunt wciąż się pali i wypala go od środka. Tylko czekał, żeby wykrzyczeć swe wersy. Jest tylko jeden problem. W tych krzykach jest zbyt wiele miejscami niedomówień. Taka aura tajemniczości się świetnie sprawdza na innych jego projektach. Tu jednak każdy z nas oczekuje KONKRETÓW. Opozycja musi być jasno skierowana i nazwana. Inaczej wychodzi niczym ta z ulicy Wiejskiej…

Bonson nie dojechał. Ogólnie mam wrażenie, że przez wiele swoich ostatnich ruchów, zabija ducha oporu w sobie. Wciąż jednak potrafi, co udowodnił, chociażby w “Offline”. W utworze “Wataha” świetnie daje pokaz, że jak energia się zgadza, to daje wiele od siebie dla grupy. Jednak tych momentów, kiedy bełkocze coś z dupy, jest stanowczo za dużo. Brakuje tu chęci, linijek oraz zamysłu. Gdzie ten gość, który technicznie uprawiał kung fu, będące przy tym pokazem życiowych upadków i wzlotów? Tu dostajemy zardzewiałego punka, który wlał w siebie za wiele wszelkiego ścierwa i łapie za mikrofon o 3 nad ranem na zjeździe…

Follow the Leaders

Podsumowanie? Są momenty, ale gdzieś to się pogubiło. Brakuje mi mocy w podkładach, brakuje czegoś nowego, niż jedynie to, co już dostaliśmy na jedynce. Ale ważne, aby to nowe, nie zabijało całego zamysłu naszego ruchu oporu. Coś, co mnie stworzyło, nie pozwoliło mi ocenić tego nowego testamentu pozytywnie. Moi nauczyciele kazali walić prawdą w ryj, więc ten cios musi im połamać szczęki. Czy się podniosą? Kto jak nie oni! Wstawali po gorszych ciosach. Wiara we mnie nie gaśnie. AF jak religia!

followrap patronite

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*