Kilka opowieści z Warszawy. Od Taco, dla nas… czyli „Pocztówka z WWA, Lato ‘19”

Taco Hemingway Pocztówka z Warszawy okładka

Zdążyliśmy się już przyzwyczaić, że jeśli Taco Hemingway wypuszcza płytę to zazwyczaj z zaskoczenia, bez zapowiedzi, bez promocji – w godzinach nocnych cały materiał pojawia się w internecie. Promocja „Pocztówki z WWA, Lato ‘19” była o tyle zaskakująca… że istniała!

Taco i promocja albumu – oksymoron!

Zanim jakikolwiek kawałek ujrzał światło dzienne poznaliśmy tracklistę, datę premiery, dostaliśmy preorder z prawdziwego zdarzenia. Każdego kolejnego dnia poznawaliśmy kolejnych gości Taco (ich obecność także jest nowością). Płyty w wersji fizycznej miały znaleźć się w domach zamawiających 9 sierpnia, jednak posłuchać albumu możemy ponad dwa tygodnie wcześniej, bo, wedle opisywanej wyżej praktyki, we wtorek wieczorem wrzucony został cały materiał (poza dwoma kawałkami, które będą tylko na fizykach).

Zapraszam na moją garść przemyśleń na temat najnowszej płyty Taco Hemingwaya – „Pocztówka z WWA, lato ’19”. Teza wyjściowa – jest to świetna płyta, ze sporą nutą klasyki i innowacji, choć nie bezbłędna i nie umywa się do najlepszych w jego dyskografii.

Zaproszeni na wakacje goście

Po kolei. Zacznijmy od gości. Do tej pory jedynym, który udzielił się gościnnie na płycie Filipa był Otsochodzi w kawałku „Pokedex”, który znalazł się na „Flagey EP” – mini albumie dołączanym do „Cafe Belgi”. „Pocztówka…” to więc jego pierwsza „główna” płyta, na którą zdecydował się zaprosić gości. Wypadli oni, w moim odczuciu, bardzo dobrze. Najbardziej obawiałem się gościnki Kizo. Kawałek „Tijuana” wciąż uważam za najgorszy na płycie i brzmi jakby to Taco dograł się Kizo (mam na myśli styl utworu), ale nie jest wielką klapą, a sympatyczny wąsacz z Chillwagonu nie odstawał.

Płynnie przechodzimy do skrajnie pozytywnych występów gościnnych. Najpierw dwa słowa o Pawle z Ursynowa. Zwrotka Pezeta przyprawiła mnie o ciarki na rękach. Poleciał z takim starym, klasycznym sznytem, z agresją, zdenerwowaniem w głosie. Do tego dorzucił świetną technikę i wielokrotne rymy. No klasa. 

Schafter mnie delikatnie rozczarował. Kocham jego feat i cały kawałek, ale liczyłem, że usłyszymy od niego coś więcej niż tylko dobrą zwrotkę w jego stylu. Myślałem, że tak szerokiej publiczności (może i najszerszej w kraju) pokaże się z jakieś niezwykłej strony. A on się po prostu przedstawił, powiedział „cześć, jestem Schafter, tak nawijam – anime, GTA, auta”. Mam nadzieję, że i tak jak najwięcej ludzi zauroczy się i sprawdzi resztę jego twórczości, bo ja osobiście kibicuję Wojtkowi od dawna. Może po prostu zbyt dużo wymagałem i spodziewałem się zbyt wiele.

Rosalie ciężko oceniać, ale powiedzmy, że jej występ w „Sanatorium” był okej, ale jest to kawałek, który najmniej mi zapadł w pamięć. Podobnie Ras, fajna zwrotka, utrzymana w koncepcji kawałka, dobrze złożona, w jego stylu. Zresztą cały kawałek jest ładnym połączeniem stylówki Taco ze stylówką Rasmentalism. Gdyby obaj raperzy zamienili się ilością zwrotek, to równie dobrze „WWA VHS” znaleźć by się mogło na „Tango” czy innym projekcie „Rasmentów”.

Mikrofon łapie jakiś facet szarmancki…

Oddzielny akapit dla Dawida Podsiadło to powinność. Zdecydowanie najlepszy feat na płycie. Pojawił się w dwóch kawałkach – wspomnianym wcześniej „Sanatorium” i „W piątki leżę w wannie”. O tym pierwszym już pisałem, że raczej nie zapada w pamięć i choć zwrotka Dawida jest dobra, to nie tak wybitna jak na drugim kawałku. O samym utworze trochę więcej później, teraz tylko o Dawidzie. Z wielką ochotą usłyszałbym pełnoprawny album od niego w tym stylu. Jestem wielkim fanem jego talentu, a po tym występie gościnnym, polubiłem go jeszcze bardziej. To przejście między niby rapowaną zwrotką a śpiewanym bridge’m wywołało u mnie efekt *wow*. Mam wrażenie, że obaj panowie świetnie się odnajdują we wspólnych projektach i liczę na więcej takowych.

Gości mamy za sobą. Kolejnym punktem podróży będzie strona muzyczna, bity/instrumentale. Tu nie ma się do czego przyczepić. Wszystko jest takie jak powinno być. Każdy podkład oddaje idealnie klimat kawałka i klimat całej płyty. Co ciekawe, widzimy tu spory przekrój producentów – zazwyczaj albumy Taco produkował sam Rumak, ewentualnie do spółki z Boruccim. Tutaj poza tą dwójką słyszymy bity 2Ka, Phama, Emapea, Segiusza, Zeppy Zepa i duetu Catz ‘n dogz, który niejako „odwdzięczył się” Taco, bo Filip wystąpił ostatnio na ich płycie w kawałku „Yi-Fang”, gdzie rapował po angielsku (!).

Sprawca całego zamieszania (styli)

No i wisienka na torcie. Trochę o samym Taco na tym albumie. Widzę tu takie połączenie styli. Ale nie mam na myśli przemieszania ich, a połączenie w jedno. Słyszymy tutaj, ku mojej uciesze, Taco z czasów „Trójkąta Warszawskiego” (mamy wstawki ze starych filmów dokumentalnych, charakterystyczny dla Taco „warszawski storytelling”, nawijkę we właśnie takim stylu, z pewnymi innowacjami), Taco ze „Szprycera” (nowoczesne bity, trochę śpiewania, lekko trapowych brzmień, efekty na wokalu), ale równocześnie jest to nowe i świeże. Taka wypadkowa styli Filipa z różnych okresów i to wypada… dobrze. Myślę, że gdybym nie był jego wielkim sympatykiem, to nie stałbym się nim tylko po przesłuchaniu tego albumu, ale umówmy się, czy są w tym kraju słuchacze rapu, dla których przesłuchanie „Pocztówki…” będzie pierwszym kontaktem z twórczością Taco? Wątpię, niezależnie od doświadczeń z tym związanych, raczej każdy coś słyszał.

Słyszałem już różne głosy na temat tego albumu i dawno nie widziałem tak podzielonych zdań. Są “sajko”, którzy są bardzo zadowoleni i to wydawnictwo przypadło im do gustu. Są też “sajko”, którzy narzekają, że album jest słaby. Są ludzie, którzy piszą, że przekonali się do Taco, albo że to pierwsza jego płyta, która im się spodobała. Są i tacy, którzy twierdzą, że żałują odpalenia jej. Naprawdę ciężko wysnuć obiektywne wnioski. Ja stoję po stronie barykady, która uważa, że „Pocztówka z WWA, lato ‘19” to dobra płyta, ale równocześnie mam świadomość, że nie najlepsza w jego dyskografii. Może moje zdanie będzie jaśniejsze gdy wypowiem się w dwóch zdaniach o każdym numerze.

Krótko o poszczególnych utworach

[1] – CZŁOWIEK Z DZIURĄ ZAMIAST KRTANI

Kawałek otwierający jest jednym z najbardziej zbliżonych do jego dawnej twórczości. Mamy tutaj opowieść z Warszawy, wstawkę z filmu „Miasto na wyspach (1958)” . Bardzo fajne wprowadzenie w klimat albumu.

[2] – ANTYSMOGOWA MASKA W MOIM CARRY-ON BAGGAGE feat. Pezet

Mocny, ciekawy refren. Genialna gościnka Pezeta. Narracja w zwrotkach rodem z „Umowy o dzieło”, z takich kawałków jak „6 zer” czy „Białkoholicy”. Znowu piękny powrót do klasyki pomieszany z innowacjami. Ponownie słyszymy wstawkę ze starego filmu o Warszawie.

[3] – LECI NOWY FUTURE

Letniaczek, na trochę spokojniejszym bicie i z luźniejszą nawijką niż na poprzednich dwóch kawałkach. Zawiera ciekawą narrację opartą na porównaniu nocnego i dziennego Filipa. Refren buja.

[4] – W PIĄTKI LEŻĘ W WANNIE feat. Dawid Podsiadło

Jeden z najlepszych na płycie, jestem pewny, że już niedługo zawojuje radia, bo jest to kawałek stworzony jakby do tego celu. Obecność Dawida, brak przekleństw, genialny vibe, przystępność dla słuchacza spoza rapu – no wszystko. I mówię to oczywiście w pozytywnym tonie. Ten kawałek był skazany na sukces i taki też odnosi. W mniej niż 48 godzin od premiery zdobył już 1,3mln wyświetleń. „Trochę dziwna to geometria, nie Dawid? Że [w piątki leżę w wannie] robi tyle koła”.

[5] – WWA VHS feat. Ras

Tak jak pisałem, kawałek w klimatach Rasmentalismu. Ciekawie zrealizowany stroytelling o miłości pewnej kobiety i mężczyzny, w którego wciela się Ras – tak ja to rozumiem. Kolejny kawałek w letnim, luźnym klimacie. A historie miłosne, które Taco opisuje z perspektywy obserwatora to motyw, który już dobrze kojarzymy.

[6] – WYTRAWNE (Z NUTĄ DESPERACJI)

No tutaj mamy pierwszy kawałek, który nie do końca mi przypasował. Nie potrafię się do niego przekonać. Brzmi trochę bardziej jak płyty Catz ‘n Dogz, którzy są autorami bitu, niż z kawałka Taco, a szczególnie z tej płyty. Coś mi się tu nie klei, szczególnie w refrenie, bo zwrotki są jeszcze okej.

[7] – WUJEK DOBRA RADA

I znowu wracamy na dobre tory. Ten kawałek także przywołuje klimat z „Umowy…” i to chyba w największym stopniu spośród wszystkich kawałków z „Pocztówki…”. Ciekawy koncept na kawałek i poszczególne zwrotki, nawijka utrzymana właśnie w tym dawniejszym stylu, cuty, które podbijają lekko oldscholowe brzmienie. Druga zwrotka zaczyna się od słów „Nie wierz w horoskopy (uh)”, a później w wersy wplecione są nazwy wszystkich znaków zodiaku – klasa!

[8] – TIJUANA feat. Kizo

Tak jak pisałem, kawałek bardziej w stylu Kizo niż Taco. Jest to teoretycznie fajny bankierek, ale fajne bankierki nie pasują mi do Filipa i taki kawałek wolałbym usłyszeć na płycie Kizo. Tutaj mi jakoś zgrzyta z całością i jest to jedna ze słabszych stron albumu.

[9] – SANATORIUM feat. Dawid Podsiadło, Rosalie

Z tym kawałkiem mam problem. Bo jest świetny, naprawdę. Ale nie potrafi mi wejść w głowę i pamięć. Muszę go puścić, żeby usłyszeć w głowie jego vibe, tekst i aranżację. Ogólnie jest jednak jak najbardziej dobrym numerem.

[10] – ALERT RCB feat. schafter

Ten kawałek jest trochę czymś innym niż reszta. Jest letniaczkiem, ale takim spokojnym, chilloutowym. Spokojny bit, wpędzający w melancholię, nostalgię, spokój i niepokój równocześnie. I ja to kupuję. Jest to bardzo fajny numer, jeden z moich faworytów z płyty.

[11] – KABRIOLETY

Przez wielu, ten kawałek uważany jest za najlepszy z „Pocztówki...”. Trwa ponad 5 minut i brzmi trochę jak takie rozliczenie z rzeczywistością. Pamiętam jakie wrażenie zrobiła na mnie nawijka „o pętlach” na końcu kawałka „ZTM” z poprzedniego albumu Taco, czyli „Cafe Belgi”. To samo mam z tym kawałkiem. „Na zdrowie” wypowiadane przez gości albumu między wymienianymi przez Filipa niecodziennymi powodami do picia. Zwieńczenie kawałka i całego projektu –

„Kończę i rzucam pocztówkę w obieg. Z pozdrowieniami, twój Fifi, pospolity człowiek. Na zdrowie”.

Taco Hemingway – “Kabriolety”

Całość albumu ciężko byłoby mi ocenić w jakieś skali liczbowej. Jest on po prostu dobry. Nie wybitny, ale i nie słaby. Czekam na moją wersję fizyczną, którą zamówiłem kilka minut po starcie preorderu – jestem bardzo ciekaw brzmienia dwóch dodatkowych kawałków. Na razie będę delektował się tym, co dostaliśmy. Luźny album, zawierający jednak treść i przemyślenia. Większość kawałków nadaje się do puszczenia na imprezie czy w radiu, ale i do pomyślenia nad pewnymi zawartymi tam treściami. Płyta ma oczywiście swoje mankamenty, bo nie jest to topka umiejętności lirycznych Taco. Mam nadzieję, że pełnię możliwości pokaże na następnym projekcie, najprawdopodobniej w 2020 roku. Ja czekam.

Mateusz Trojnar

Posłuchaj “Pocztówki…”:

1 Trackback / Pingback

  1. Co ta cała Rosalie. w ogóle robi w tym rapie? - FollowRAP

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*