Pyskaty – dlaczego wciąż za nim tęsknimy?

raper pyskaty

Wielu jest raperów, którzy kiedyś stanowili o sile sceny, ale ich mikrofony już od dawna kurzą się odwieszone na kołku. Dziś chciałbym skupić się na jednej z takich postaci, która być może nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Zapraszam na przegląd jego muzycznej historii, która odpowie nam też, dlaczego Pyskaty jest wciąż przez wielu słuchaczy tak mocno wyczekiwany.

Wyczekiwany

Dowodem na to, że na twórczość Pyskatego, a właściwie Przemysława Chojnackiego, wciąż jest popyt i że przysłowiowe podwórka wciąż nie przestały pytać o jego kolejne wydawnictwo, jest reakcja na każde wspomnienie go na skupiających się wokół rapu portalach.

Na początku tego roku zamieściliśmy na naszej facebookowej tablicy jeden z jego kawałków z dopiskiem, wyrażającym ubolewanie z powodu zakończenia przez Pyskatego rapowej kariery. Post osiągnął kosmiczne – w skali naszego portalu – zasięgi, a w komentarzach wylało się tsunami stęsknionych za nim słuchaczy. Sam raper podziękował za dobre słowo i dodał: “obiecać nic nie mogę, ale jak to mawiają – nigdy nie mów nigdy”.

Nigdy nie mów nigdy

Każda wrzutka na jego fanpage’u (a te zdarzają się zaskakująco często) kończy się komentarzami o spójnej treści – “Wracaj!”. O ewentualnym powrocie Pysk wspominał też u Lil Konona i Stilllaugh. Raz na jakiś czas Przemek wciąż daje o sobie znać. Między wierszami podjudza fanów i nakręca ich na swój ewentualny powrót, pomimo tego, że gościnną zwrotką na solowym debiucie Ero definitywnie kończyć miał muzyczną karierę.

“To ostatnie cztery wersy, koniec
Zrzuciłem z pleców krzyż odkąd zrosły mi się dłonie
Do gry nie wrócę choćbyś stawał na głowie
Możesz nawet na fiucie, bo za chuj ci nie odpowiem”

Ero feat. Pyskaty – “To jest koniec” (fragment zwrotki Pyskatego)

Pyskaty – historia

Przyjrzyjmy się po krótce poszczególnym etapom muzycznej drogi Pyskatego.

Początki – Zeke, Edytoriał

Trudno mówić o historii Przemka Chojnackiego, jako o nietypowej czy niezwykle fascynującej. Urodził się w Warszawie, pod koniec lat 70-tych, a hip-hopem zajarał się, uczęszczając na rapowe imprezy w kultowych warszawskich klubach. Wraz z liczną grupą zapoznanych wówczas osób zorganizowali się w skład Komplet, z którego później wyodrębnił się Edytoriał. Grupa składała się z Pyskatego, który wówczas występował jeszcze pod pseudonimem Zeke, DJa Ego, Jambeta i Szyhy.

Jako Edytoriał wystąpili na kompilacji “Smak B.E.A.T. Records”, obok takich składów jak Molesta czy Trzyha. Zaprezentowali tam kawałek “Słowo” (inna nazwa: “Teksty, wersy, zwrotki i słowa”). Wyróżniał się on ciekawym podejściem do tematu przewodniego i niesamplowanym podkładem autorstwa Szyhy. Skład pojawił się też na składance RRX – “Wspólna scena”, gdzie poza ich autorskim kawałkiem pt. “Ekstremalne warunki”, Zeke wystąpił w “10 osób”, gdzie świetnie pokazał się na tle takich postaci jak Radoskór, Tede czy Borixon.

W 1997 roku podczas Rap Day wystąpili w Warszawie przed Run-D.M.C.. Rok później współtworzyli muzykę do filmu “Spona”, w reżyserii Waldemara Szarka.

Edytoriał nie był więc składem anonimowym, ale nie pozostawił po sobie choćby jednej płyty. Zespół działalność zakończył w 1999 roku, pod wpływem serii nieporozumień.

Dwie odsłony Skazanych na Sukcezz

Nazwa składu, choć kojarzy się głównie z duetem Pyskaty – PIH, powstała jeszcze zanim ci raperzy w ogóle się poznali. Po odejściu z Edytoriału, dwuletniej przerwie od rapowania i zmianie ksywki na Pyskatego, Przemek powrócił do zajawki i zaczął współpracę z Cygim. To właśnie w tym duecie narodzili się Skazani na Sukcezz, jednak śmierć Cygiego przerwała prace nad wspólnym materiałem.

Jeszcze przed skrzyżowaniem mikrofonów na wspólnym albumie z PIHem, Pyskaty współpracował z Sonym. Zaowocowało to kilkoma kawałkami – mylnie nazywanymi często nielegalem pt. “Chomicz” – sam Pyskaty potwierdził, że jest to tytuł wymyślony, a to, co często określa się płytą, to po prostu luźno zebrane w paczkę numery.

Jedyny album Skazanych na Sukcezz ukazał się w czerwcu 2006 roku. Niedawno obchodziliśmy więc okrągłą, 15-stą rocznicę tej premiery. Kultowe “Na linii ognia” to zgrabne połączenie stylów obu raperów, którzy brzmią jakby świetnie się ze sobą dogadywali, choć podobno przy powstawaniu płyty często dochodziło między nimi do spięć, a niedługo po jej wydaniu zerwali kontakt.

Jak trafnie pisał Marcin Flint w “Antologii Polskiego Rapu”: „Na linii ognia”, choć z racji imprezowo-przechwałkowego charakteru z umiarkowanym zainteresowaniem przyjmowane przez stricte ulicznego odbiorcę, spotkało się z przyzwoitym odbiorem.

Na jednej autorskiej płycie zakończyła się jednak ich współpraca i rozeszli się w 2009 roku. W 2012 roku Step Records wypuścił reedycję “Na linii ognia”.

Solowy debiut

Pyskaty kazał słuchaczom trochę poczekać na wydanie swojego debiutanckiego solowego albumu. Dlaczego tak długo? Pysk wymienia kilka możliwych powodów. Wśród z nich znalazły się: lenistwo, kryzys zajawki, obawy o niepodołanie solowemu projektowi. “Pysk w pysk” powstawał długo, a jego ostateczna data premiery to październik 2009 roku. Płyta została wydana nakładem Aptaun Records.

Na swoim albumie, Pyskaty odbił trochę od wcześniej prezentowanej stylistyki. Mniej lirycznych przechwałek i bujających, momentami imprezowych kawałków (jak to było u Skazanych na Sukcezz), a więcej otwarcia i szczerych przemyśleń na temat swojego życia. Był to dla niego naturalny krok, nie kalkulował, że to się bardziej opłaci, ani nie odcinał się od wcześniejszej twórczości. Jak sam mówił, do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć i czuje się wtedy taką potrzebę wyrzucenia tych emocji z siebie.

Na szczególną uwagę zasługują takie utwory jak 11-osobowy posse-cut “Bez granic”, “Oszukać przeznaczenie”, który jest świetnie napisanym i poukładanym storytellingiem czy pierwszy singiel “Jestem” z gościnnym udziałem Proceente, który wcielił się w rolę prezentera radiowego (nie bez przyczyny – pracował wówczas oczywiście w Radiu Kampus). No i ładnie nam się Pyskaty tym singlem i albumem przedstawił, przed milionami słuchaczy.

“[Jestem] Tym, co chce, by go pochować w głowach, nie w trumnie”

Pyskaty – Jestem (gosc. Proceente)

“Pasja”

Na drugiej płycie (premiera: 29 czerwca 2012 roku) Pyskaty jeszcze głębiej zanurzył się w refleksjach, a cała płyta spięta jest kilkoma powtarzanymi motywami. Przede wszystkim, tytułowa “Pasja” to nie tylko nazwanie jego zajawki do muzyki, ale też odwołanie do biblijnej ostatniej drogi i męki Jezusa. Pyskaty już wcześniej nie ukrywał swojej wiary, ale na tym albumie stanowi ona wyraźny trzon. Już pierwszy kawałek, “S.A.L.I.G.I.A.”, uderza w nas rozłożeniem na części pierwsze konceptu siedmiu grzechów głównych, a później jest tego jeszcze więcej. Poszczególne utwory odnoszą się zresztą luźno do kolejnych stacji drogi krzyżowej.

Nie jest to jednak album ewangelizacyjny czy przesadnie tematem religii przesiąknięty. Dla Pyskatego wiara stanowi punkt odniesienia w rozkminianiu własnej drogi, zarówno tej muzycznej, jak i po prostu tej przez życie.

Płyta nie jest jednak depresyjna i przygnębiająca. Choć zdarzają się mocniejsze momenty, a Pyskaty nie boi się mówić np. o śmierci, ogólna konkluzja, jaką z rozważań wyciąga, jest raczej pozytywna. Kawałek “Od zera” opowiada o podnoszeniu się pomimo kłód rzucanych wciąż pod nogi i zachowywaniu pozytywnego podejścia do życia. Posse-cut “Razem”, nagrany przez ówczesnych reprezentantów Aptaun Records (wśród nich: Te-Tris, Proximite czy PeeRZet) to prosty koncept pokazania wartości braterstwa i przyjaźni, a także siły i zgrania składu wytwórni.

Na “Pasji” czuć, że Pyskaty rozwinął się od wydania swojego debiutu i prezentował się jeszcze lepiej, jeśli chodzi o czysto rapowe umiejętności. Wielu może nazwać ten album najlepszym w 2012 roku i jednym z najlepszych w historii sceny. Zdecydowanie istnieją podstawy by takie wnioski wysuwać.

“Coś Ci powiem, być może dziś upadnę znów, brat
Ale gdy mnie złożą w grobie to z uśmiechem na ustach”

Pyskaty – Od Zera

“PitStop”, ale przed czym?

W narracji wokół tej płyty wszędzie obracały się informacje, jakoby miała to być przystawka, przystanek, techniczna przerwa na dostrojenie aparatu głosowego i rozgrzanie palców, w których Pyskaty trzymał długopis, pisząc teksty. Autor podkreśla jednak, że nie jest to żaden zbiór odrzutów i remixów, tylko pełnoprawna EPka, udostępniona za darmo do pobrania w internecie. Swoją drogą, ciekawym zjawiskiem było, jak kiedyś raperzy tak podkreślali, kiedy ich muzyka była dostępna za darmo – teraz jest to raczej oczywistością.

Co dostaliśmy na “PitStopie”? EPkę brzmiącą bardzo dobrze, pod tym względem broniłaby się do dzisiaj. Choć od 2014 roku (kiedy ta płyta została wydana) nie minęło tak wiele lat, to nie jest to tak oczywiste, żeby każdy album z tamtego okresu był tak dobrze zrealizowany. A co z samym Pyskatym? Tutaj mam mały dysonans [bo szła jedna, ale nie mówiła, że to ona]. Oczywiście nie stracił swoich rapowych skillsów i wciąż prezentował się dobrze, ale czegoś chyba do pełni szczęścia zabrakło i “PitStop”, w moim odczuciu, nie dorównuje swoim poprzedniczkom.

Wynika to pewnie z faktu, że była to płyta przejściowa. Miała zapełnić pustkę wydawniczą w karierze Pyskatego i przygotować słuchaczy na… No właśnie. Tutaj kończy się płytowy dorobek rapera i wszystko co dostaliśmy od niego później to jedynie nieliczne gościnne występy i luźny kawałek “Suki Wolą Chamów”.

Dlaczego tęsknimy?

Jest wiele powodów. Pyskaty jest raperem o dość skromnym katalogu wydawniczym, więc niewiele miał okazji na pokazanie nam pełni swoich możliwości. Gdy już jednak rapował, to pokazywał nam, że jest bardzo dobrym raperem z bardzo zdrowym podejściem do tworzenia i całej kultury. To co zwróciło moją uwagę słuchając jego muzyki, ale też różnych wypowiedzi, wywiadów, to jego miłość do hip-hopu, bez konieczności manifestowania tego na każdym kroku.

Powszechne jest zjawisko, kiedy MC w tej kulturze zakochany i żyjący nią całym sobą, popada w pewną autotematyczność i jego twórczość zaczyna dotyczyć w zasadzie tylko tego. Pysk skutecznie się przed tym wybronił. Jego kawałki są zawsze o czymś, zawsze czuć w nich zamysł i koncept. Nie jest to “rap dla rapu”, tylko rap na temat. I to w nim bardzo cenię. Wraz z rozwojem sceny, szedł też rozwój Przemka. I za to ciągłe parcie do przodu należy go pochwalić.

Poza tym, Pyskaty jest po prostu dobrym raperem. Ma dobrą technikę nawijania, rozpoznawalny głos, rzadko spotykaną charyzmę i dysponuje też świetnym rymem. Jak mało kto potrafił kleić punche. Kiedy połączymy głowę pełną pomysłów i sprawnego rapera, który ma coś ciekawego do przekazania, to czego chcieć więcej?

Czy Pyskaty powróci?

Chciałbym już teraz znać odpowiedź na to pytanie. Są podstawy (wymieniłem je na początku) by sądzić, że Pyskaty nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i powinniśmy spodziewać się od niego jeszcze jakichś nowości. Nie będzie jednak dla mnie wielkim zaskoczeniem jeśli okaże się, że Przemek na dobre odwiesił mikrofon i już do niego nie wróci.

Tylko czas może przynieść odpowiedzi. Nam pozostaje dalej wyczekiwać.

I tęsknić.

Mateusz Trojnar


followrap patronite

Sprawdź inne nasze teksty publicystyczne.
Sprawdź inne teksty tego autora.

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*