Quebonafide: To mój ostatni solowy koncert w Waszym mieście [Psycho Relations Tour]

test2

Kwietniowo-majowa trasa Psycho Relations dobiegła (prawie) końca. Prócz finałowego wydarzenia, którego miejsca i daty jeszcze nie ogłoszono, znaczący kawałek tortu został już zjedzony. Powiedziałbym Wam, że był to najlepszy hip-hopowy koncert, na jakim byłem. Ba, najlepszy muzyczny koncert, na jakim kiedykolwiek byłem i szczerze nie wiem, czy będę miał okazję doświadczyć czegoś takiego ponownie (a przynajmniej przez długi czas). Chociaż jest jeden szkopuł, dość istotny, w tej wypowiedzi. To nie był ostatni solowy koncert Quebonafide. To był performance.

“RP zaspokoiło głód, a to dopiero meze”

Pierwsze minuty tego wydarzenia były niczym spektakl. Oczywiście zaczęliśmy tytułowym numerem i “wizytą” Jakuba Grabowskiego u specjalisty. Już wtedy wiedziałem, że będziemy mieć do czynienia z cholernie dobrym występem. Publiczność zamilkła i wpatrywała się w to, co działo się na scenie, jak w teatrze światowej sławy. Przy każdym utworze mieliśmy jakąś niespodziankę — czy to specjalnego gościa, czy niecodzienne efekty wizualne. Emocje towarzyszyły od początku do końca, ale nie były one jednostajne.

Przykładowo: Quebo gra numer, potem światła gasną i ten po chwili pojawia się na drugim końcu “parkietu”, grając na fortepianie. Gdy kończy, robi stage diving do sceny przy “Madagaskarze”. Nie było zbyt dużo small talku z publicznością, ale to dobrze, bo zwyczajnie zepsułoby to klimat. Z całą pewnością rekompensowały nam to liczne przerywniki i wizualizacje.

Quebonafide był przygotowany na wszystko, co wskazuje m.in. fakt, że w związku z obecną sytuacją na Ukrainie numer “Gazprom” został przerobiony na “Hasbro” (fabryka zabawek — drugie pod względem wielkości przedsiębiorstwo na świecie). Ale nie chcę zdradzać Wam wszystkiego, bo i trochę nie mogę. Dlatego nie jest to stricte relacja, bo zwyczajnie nie da się skrupulatnie opisać tego, co miało tam miejsce.

Inna sprawa, że jako uczestnicy wydarzenia jesteśmy niejako zobligowani do niemówienia zbyt wiele. I to jest fajne. Mogę dodać, że Kuba robił dosłownie wszystko i więcej — latał (dosłownie), jak i schodził do fanów i śpiewał nowe numery wśród nich. Jeżeli byliście uczestnikami tej trasy, to z pewnością możecie czuć się wyjątkowo. Jeżeli spotkam kogoś, kogo ten piękny performance zawiódł — osobiście oddam mu kasę za bilet.

Ja z kolei miałem okazję obejrzeć i posłuchać “Psycho Relations” na Tauron Arenie w Krakowie. Nie powiem nic odkrywczego, ale ten koncert pokazał mi, że z “candy.doll” schaftera, Quebo zaczerpnął nie tylko melodię w drugiej zwrotce “TEEN KASI”, ale i przekaz pierwszych wersów Wojtka – “Robię jebany p e r f o r m a n c e”.

Performance. Już wiele razy użyto tego słowa w kontekście jego ostatnich występów i zrobił się z tego lekki truizm, ale trudno od niego uciec. Występy Que to więcej niż koncert rapera. To całe zaaranżowane przedstawienie z muzyką w centrum. Kupił mnie tym w pełni. Mogłem poskakać, pomachać łapą, wzruszyć się, zachwycić, zdziwić, pomyśleć, pośmiać się, posłuchać dobrej muzyki i obejrzeć ciekawe rozwiązania artystyczne. Żaden koncert nie wzbudził (i nie wzbudzi) we mnie TAKICH emocji, a już na pewno nie TYLE RÓŻNYCH emocji. Mistrz.

– redaktor FollowRap, Mateusz Trojnar

Trollom pokazałem co to jest, kurwa, ping-pong

– nawija Que w “Teen Kasia”. Teraz pokazał to reszcie sceny – i to doszczętnie.

Będę się upierał przy tym, że na polskiej scenie nic lepszego jeszcze nie było i może przez jakiś czas nie być. To był hip-hop. Bezapelacyjnie. Powiedzieć, że było warto się wybrać, to jak nic nie powiedzieć. W dodatku mowa o ostatniej solowej trasie Quebonafide. Tak, dobrze przeczytaliście. Między innymi z tego oświadczenia składała się część zakończenia koncertu RP.

To był mój ostatni solowy koncert u Was _________ (wpisz wybrane miasto z trasy)

– Quebonafide

Ostatnimi czasy twórczości Kuby towarzyszyła duża tajemniczość. Ostatnim numerem, który został naprawdę zaśpiewany prosto z serca i było to czuć na trasie, był wcześniej niepublikowany “Refren trochę jak Lana Del Rey”, który dzisiaj ujrzał światło dzienne. Przy okazji dostaliśmy sporo wyjaśnień i informacji od Que. Poniżej zostawiam Was z tym, co Jakub Grabowski (Quebonafide) ma nam do powiedzenia. Ostrzegam: jeżeli ostatnią łzę uroniliście przy Mac Millerze, to teraz może być następna.

Wieści, wieści, wieści

Jest ich całkiem sporo, więc skupmy się dzisiaj na dwóch najważniejszych dla mnie komunikatach. Postanowiłem sprzedać część moich udziałów wytwórni QueQuality. Udziały trafiły w najlepsze ręce – mojego wspaniałego wspólnika Dawida Szynola, któremu korzystając z okazji chciałem bardzo podziękować za wsparcie i pełne zaangażowanie nie tylko w projekcie wytwórni, ale również w wielu moich solowych oraz prywatnych sprawach. Wiem, że zawsze mogę liczyć na Twoją pomoc.

Od długiego czasu nie czuję się wydawcą i zdecydowanie wolę skupić się na swoich własnych poczynaniach, których mam w planie całkiem sporo. Oddanie kontroli nad QueQuality mojemu wspólnikowi jest według mnie rozwiązaniem „fair” w stosunku do wszystkich. Dawid Szynol nadal pozostaje moim menadżerem, w tej kwestii nic się nie zmienia.

Prezentowany singiel „Refren trochę jak Lana Del Rey” jest jednym z kilkunastu utworów, które powstały w okresie po wydaniu “Romantic Psycho”. Nie chcę składać deklaracji, że to być może jeden z ostatnich singli Quebonafide, ponieważ zeszłe 24 miesiące spędziłem głównie na spotykaniu się z zagranicznymi artystami oraz producentami i robieniu muzyki, więc całkiem sporo się tego uzbierało.. Nie mam na ten moment pomysłu na to, w jakiej formie mógłbym opublikować nagrane numery i nie za bardzo potrafię to ubrać w coś sensownego, więc najprawdopodobniej będziemy je publikować w luźnej, mixtape’owej, nieco niechlujnej formie.

Jeżeli chodzi o dalsze ruchy Quebonafide – nie mam w planach niczego związanego z muzyką jako ta postać, być może w przyszłości się to zmieni. Trasa koncertowa, którą zagraliśmy faktycznie była ostatnią trasą koncertową. Nie jest moim definitywnym pożegnaniem ze sceną ponieważ planuję dalej – hobbystycznie uprawiać performance i w tej sferze mam jeszcze kilka marzeń. Koncertów jako Quebonafide – poza kilkoma letnimi oraz finałowym, póki co dalej ukrytym w naszej rozpisce raczej bym się nie spodziewał. Myślę, że więcej wyjaśnień przyniesie ten finał finałów. Tak jak pisałem wcześniej: od września zamierzam rozpocząć studia medyczne, poświęcić się pracy naukowej, produkcji zdrowej żywności oraz konceptowi MISS TI 蒂小姐, graniu na pianinie i przede wszystkim sklejeniu całego tego konglomeratu pozycji w całość. Mam nadzieję, że długość tego komunikatu Was nie przeraziła, bo mam wrażenie, że to jeszcze nie jest wszystko.

Dziękuje Wam bardzo. Quebo

– możemy przeczytać pod najnowszym numerem.
followrap buy coffee

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*