Fevoweek – Mes miał swój “Hołd up”, ja mam to.

fot. Maciej Bogucki –  www.instagram.com/m.boguckii/

Wreszcie na swoim. Wreszcie bez cenzury. Wreszcie od “a do z” jak chcę. Bez cenzury, bez gryzienia się w język. Zapraszam Was do mojej coniedzielnej rubryki, w której będę pisał co chcę i o kim chcę. SUBIEKTYWNIE.

Dwa lata temu wyszedł album Mesa – “Rapersampler”. Znalazł się na nim kawałek, który zainspirował do tego tekstu. “Hołd up” o którym mowa, to krótki bo dwuminutowy przelot, w którym raper wymienia swoje inspiracje. Daje to do myślenia, skłania ku prostej refleksji – jesteśmy tym z czym przebywamy, co chłoniemy, co czytamy. Wiedziałem już wtedy, że któregoś dnia będę musiał spłacić swój dług wobec osób, które ukształtowały to, co rzuca się teraz w Twoje oczy. Spłacam pierwszą ratę.

I szczerze mówiąc – ten tekst jest egoistyczny jak egoistyczne jest picie w samotności. Piszę go głównie dla siebie, by się wyrzygać, w nic nie gram.

Marcin Flint

Odkąd pamiętam – bliżej mi do ludzi nieszablonowych, którzy przytulają się z arogancją, butą i pewnością siebie. Tam gdzie inni mówią pas – oni rzucają żetony radośnie krzycząc – “a chuj, bo mogę”. Może z tego względu zawsze bliżej było mi do Scarface niż do Dona Corleone. Dlatego wolę brutalnego Tarantino, dlatego wolę wulgarnego Laika, dlatego słucham Bonsona, dlatego sięgając po teksty o piłce nożnej – unikam Kołtonia na poczet Krzysztofa Stanowskiego czy – wcześniej – ŚP. Pawła Zarzecznego. Każdy z tych przykładów jest wyrazisty jak “Love Forever” Słonia, jak oranżada z PRL’u.

Jadąc po serwisach rapowych, blogach – wybór jest jeden, wybór w moim wypadku musi być jeden – Marcin Flint (był naszym gościem w Szesnastce – TUTAJ) . To zabawne, że ma tak wiele cech wspólnych z Pawłem Zarzecznym. Obu ubliżano od grubasów, obaj mieli więcej miejsc pracy niż mój szwagier, który prędzej doliczy się włosów na głowie niż świadectw pracy. Obaj urodzili się z grubą skórą, której nie powstydziłby się T-34. Obaj szanowani w środowisku, w którym dorobili się także wielu przeciwników. Obaj wyciągają rękę do młodych dziennikarzy, dając im szanse. I wiecie co? Tak jak Zarzecznego doceniono po śmierci – tak – niestety – stanie się z Flintem. I napisałem mu to podczas naszej pierwszej “rozmówki”. Konwersacja to nie była – jeszcze minie mi trochę, zanim wbije na taki level, by móc się sparingować w tej “wadze”.

Początkowo ten tekst miał być czymś w stylu – “dlaczego należy szanować Flinta”, ale doszedłem do wniosku, że brzmiałoby to jak próba wybronienia kogoś, kto przecież ma dziennikarskie pazurki i doskonale broni się sam. Dlatego sam określę, dlaczego ja szanuję.

Zgadzam się, że się nie zgadzamy

Ilekroć czytam coś spod rąk Flinta, zżera mnie ciekawość każdej kolejnej linijki. Ciekawość, co mi pan pogoni i czym wkurwi. A wkurwia praktycznie co recenzje. I nie dlatego, że pisze głupoty. Dlatego, że się z nim nie zgadzam, ale wiem, że obaj mamy “papierek” na swoje racje.

To takie bycie postacią, których brak na scenie rapowego dziennikarstwa świetnie zdiagnozował.

„Nie ma postaci. Mam wrażenie, że gdybym nie trafił na pokolenie barwnych, a przy tym merytorycznych dziennikarzy „Machiny”, a przede wszystkim nie czytał Tymona w „Klanie” i na Enigmie, nie miałbym potrzeby pisania o hip-hopie. Denerwował mnie, ba, kiedyś trudno mi go było osobiście znieść, był jednak nie tylko specjalistą w czasach, kiedy wujek Google nie dawał ci odpowiedzi na wszystko, ale również osobowością, której zdanie mnie ciekawiło.”

Wywiad dla Dustyroom, dostępny tutaj.

I dla mnie tą postacią jest właśnie Flint. Nie tylko dla mnie zresztą. Nawet najbardziej zagorzali hejterzy, którzy w jednym zdaniu napiszą “małcin” i “jebany grubas” czują potrzebę napisania tego w komentarzu. I oni nawet nie kumają tego, że piszą bo Flint spełnia swoją rolę – jest dziennikarzem i prowokuje. Do dyskusji. To jedno z założeń dziennikarstwa, masz skłaniać do myślenia, do dyskusji.

Ba, tego nawet nie kumają raperzy… którym zdarzyło się Flinta atakować. Pih, Bedoes, Tau, Tede, ostatnio Que. To tylko podkreśla jedno – czy to się komuś podoba, czy nie – “grubas” ma wpływ na scenę, na jej wydarzenia, a swoją wypowiedzią potrafi sprowokować raperów, którzy pewnie niejedną krytyczną uwagę przyjęli i nawet się o niej nie zająknęli.

Zasługi, wkład, udział

Zaraz jednak ktoś powie – jaki to wpływ. Ano duży. Ślizg, Gazeta Magnetofonowa, Popkiller, CGM, Muzykapolska.org.pl, Wprost.pl, Ukorzeni.pl, Noizz.pl, T-Mobile, Redbull.com, Polityka.pl, Vice.com, Rzeczpospolita.pl, Esensja.pl, Klan. Na każdej z tych witryn coś Flint zostawił. W niektórych miejscach – symbolicznie, w niektórych – masę tekstów czy wywiadów. A to raptem wierzchołek góry lodowej. Prócz udzielania się na stricte hip-hopowych platformach, poruszał tematykę polskiego rapu w Rzeczypospolitej, Wprost czy Polityce, którym raczej daleko do takiej tematyki.

Felietony z pazurem, oryginalnymi tezami i odważnymi twierdzeniami, analizy, artykuły, recenzje, wywiady – pełen warsztat dziennikarski.

Udział w CGM Rap Podcast, własna seria wywiadów Flintesencja na CGM. Ta druga na tyle udana, że zapomniałem o Arturze Rawiczu, który przez lata był symbolem wywiadów na CGM-ie. Udanych wywiadów, trzeba przyznać.

Dwie książki w dorobku – komiksowy wywiad z Pablopavo w “Dymie” oraz druga – bardziej istotna pozycja – “Antologia polskiego rapu”, a raczej jego niewątpliwy udział w niej.

Pozycja obowiązkowa, darmowy ebook do pobrania TUTAJ.

Wiedza

Tysiące przesłuchanych płyt, tyle samo przeżytych chwil wśród raperów, producentów, aktywistów hip-hopowych. Co by nie powiedzieć o guście Flinta, jego tezach i poglądach – wiedzy nie da się mu odmówić. Jasne, zdarzają się wpadki w Rap Podcaście, które nie umkną nikomu – jak choćby ta wpadka z Pressą.

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że ta wiedza wychodzi poza rap – pozwala dyskutować o biznesie z Solarem, o sztuce z Avim, czego dowodem jest wspomniana już seria Flintesencja. Dogaduje się z młodymi i gniewnymi jak Mata czy Koza, by później przepytać konkretnie dinozaurów tej sceny jak Pezet czy Sokół.

I widać respekt wśród rozmówców, gdyż wiele z pytań które zostały zadane przez Flinta, mogłyby być odrzucone lub olane, gdyby zadał je ktoś inny. Ja oglądając te wywiady poznaje raperów od bardziej ludzkiej strony, nie tylko od tej banalnej w stylu “o czym jest ta płyta?”.

Najlepszy dziennikarz w branży

Spuentuję ten wywód tym właśnie stwierdzeniem. Mógłbym wymieniać nazwiska dobrych, bardzo dobrych dziennikarzy, którzy w tej branży są. Podejrzewam, że niejednokrotnie jeszcze gdzieś wspomnę o nich bądź zachwycę się czymś spod ich ręki, lecz dla mnie numer jeden jest znany. Ja od siebie dodam tylko jedno – pojawiłem się w jednym z jego tekstów i jest to dla mnie spora nobilitacja, spory kop motywacyjny, który niejako wypchnął mnie z dołka i zmusił do tego, by zmienić swoje myślenie o tym co robię.

Dziękuję Marcin.

Robert “Fevowy” Połomski.

3 Komentarze

  1. Flinstone’a czytałem za czasów papierowego “Ślizgu”. To były czasy, gdy czekało się miesiąc na nowy numer, a teraz codziennie zalew shitnewsów. Ładna laurka, choć nigdy aż tak nie wgłębiałem się w dziennikarzy, w stylu “który lepszy?”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*