Black Album – a czarno tego nie widzę… Peja x Magiera [RECENZJA]

black album
fot. Szymon Brodziak

Jeśli zabieram się za album Rycha, to od razu informuję – będzie długo. A jak ma być krótko, czy nawet średnio, jeśli recenzuję Black Album – czyli 15-trackowy (preorderowo 18) krążek od gościa, który siedzi w branży od 27 lat? Kiedy recenzowałem EPkę “2050”, pisałem, że EPka pełniła funkcję przystawki, która zwiększyła głód na longplay, jakim jest Black Album. I nie ukrywam – bardzo mocno czekałem na tę płytę. Przesłuchałem ją już kilka razy, zatem…

Lecimy po kolei

“Czarny Psalm”

Pierwszy singiel, wypuszczony w eter 17 lipca. Kiedy słuchałem go po raz pierwszy, byłem akurat na wakacjach. Przyznam – mimo tego, że byłem w słonecznej Macedonii Północnej, nie chciałem wysiadać z samochodu. Zapętlałem i zapętlałem. Kawałek mocno Rysiowy, jednak delikatne zmiany flow, i aspekt, na który szczególnie zwróciłem uwagę – niezwykłe wpasowanie w bit. Wraz z każdą zmianą w podkładzie, słyszymy jednocześnie zmiany we flow. Przeanalizowałem ten kawałek od deski do deski, i mógłbym się tu rozwodzić praktycznie nad każdym wersem. Mimo wszystko, największe nadzieje dał mi wers:

“Black Album niczym broń, pełen śmiercionośnych wersów”

“Mrok” feat. Lukasyno

Najmocniejsza część kawałka – refren. Natomiast jako całość – nie zaskakuje. Nie jest to słaby track, bo ciężko mi wymienić w nim słabości. Jednakże nie wybija się on ponad resztę, to zdecydowanie. Co do zwroty Luki – jak to Luka. Zwrotka dobra, jak na weterana przystało. Brakuje co prawda tej “iskry”, ale zawsze tak odbierałem jego rap. Od lat wysoki poziom. Lekko wypłaszczony, ale mimo wszystko wysoki. Zdecydowanie na uwagę zasługują rymy od Lukasyno, i ich ułożenie. Piórem zrobił świetną robotę, tworząc fajne brzmienie wokalu.

“Od zawsze w czapce, skurwielu, hip-hop mnie tak wychował”

“Michael Buffer”

Ciężko mi się było przekonać do tego singla. Zwrotki świetne. Tekstowo – Rych rozwalił mi głowę od pierwszych wersów. Wytknięcie raperom braku wiedzy, Kempowi ćpalni, i wyścigu szczurów w branży. To wszystko pod okryciem celnych porównań. Props. Refren kompletnie do mnie nie trafia. Rozumiem prostotę, emocje, a jednocześnie wielokrotne. Ale mimo wszystko, ta prostota wybija się ponad zamysł, tworząc niezbyt miły dla ucha łomot. Całe szczeście, jak pisałem – zwrotki są konkretne, miłe dla ucha, na fajnym flow (props za wyciąganie głosek w drugiej zwrocie).

“Jest jedna rzecz, której nie możesz kupić, MC się rodzisz lub się tu wygłupisz”

“Cash Flow”

Najlepszym określeniem na ten kawałek będzie – “nic by się nie stało, gdyby nie wszedł na płytę”. Świetny refren – to muszę przyznać. Przekaz do przeciwników i hejterów Rycha, nawinięty delikatnie, z wyczuciem, bez zbędnego nadwyrężania się. Natomiast zwrotki wcale się nie wybijają ponad średnią albumu, raczej zahaczają tematy już wcześniej poruszone, i nie przedstawiają ich z innej perspektywy.

“Tchórz pociśnie ci w sieci a w realu “Siemasz, jak leci?”

Ja nie zrozumiem takich śmieci, face to face już niewiele skleci”

“Hard Talk” feat. Big Shug, DJ Eprom

No i dochodzimy do kawałka, który jest swego rodzaju klasykiem na albumach Rycha. Mamy ikonę ze Stanów. Big Shug. Wybacz Rychu, ale ‘Shug zebrał całą moją uwagę w tym kawałku. Spokojne wejście w bit, łagodna połowa zwrotki, i nagle – “It’s Big Shug, and Peja from the Slums”. Nie mam pytań. Być może moje nastawienie na zwrotkę reprezentanta Gang Starr Foundation zrobiło swoje, i spotęgowało odbiór tych wersów. Pamiętam, jak na sesji studyjnej Slums Attack x O.S.T.R. do kawałka “Oddałbym”, Decks powiedział, że trzeci gość (Jeru The Damaja z GSF) zmiażdży zarówno Rycha, jak i Adama, i że ma do tego prawo. Podtrzymuję tę opinię – goście zza oceanu to jedni z niewielu, którzy mogą przyćmić na tracku Richie Richa. Shug zrobił niesamowitą robotę. Natomiast odniosłem wrażenie, że druga zwrotka Rycha powstała po dostaniu nagrania od Big Shuga. Powód jest prosty – druga zwrotka jest o wiele mocniejsza, konkretna, i niezwykle dźwięczna.

“U mnie raczej bez zmian, bo w głowie się nie pierdoli

Bo zamiast złotych sygnetów ma złote myśli zawszony”

“It’s Big Shug and Peja from the Slums”

“Pandemonium”

Jeden z moich faworytów na albumie. Być może kwestia świeżości, być może nie, ale uważam podkład Magierskiego za jeden z lepszych w całej kolaboracji z Rychem od czasów 25_godzin. Podziwiam spójność kawałka, utrzymanego w całkowitym mroku. Począwszy od nawijki, tekstu, przez podkład, aż po sam tytuł. Co do tekstu – bardzo miło słyszeć reedukacyjny ( 😉 ) utwór Peji, który nie dotyczy alkoholu. Tym razem uderza w kwestie i relacje damsko-męskie, opierając cały kontekst na – a jakżeby inaczej – empirii.

“Single mają prościej, niby powód do radości

Zamiast miłości bez seksu, wolą seks bez miłości”

“Mad Libs Rap”

Po wydanym przedpremierowo promomixie, Mad Libs Rap był kawałkiem, na który najbardziej czekałem. Nie zawiodłem się. Ba! Dostałem więcej, niż podejrzewałem, że dostanę. Odnoszę wrażenie, że Rych od kilku lat na każdą płytę wrzuca kawałek, którym odnosi się do wszystkich, którzy piszą (mało kto mówi 😉 ) o jednakowym flow, rytmie, stylu. Peja mógłby streścić ten kawałek krótkim “Patrzcie kurwa, i powiedzcie mi w twarz, że lecę na jednym flow”. Zresztą, już na Money Talks z GOAT (2019) podsumował to w dwóch wersach. Ale, wracając do Mad Libs, na uwagę zasługuje jeszcze jedna rzecz. Dopowiedzenia po wersach. Pierwsze skojarzenie – południe. UGK. Brzmi to przekozacko, bo tworzy spójność z integralnymi wersami.

“Wykorzystam trzeźwe lata, na coś więcej niż praca.

Bo raczej plan na życie, zamiast po omacku latać”

“Wejście smoka”

Rozbudowana wersja #hot16challenge2, a dokładniej dwie zupełnie inne zwrotki, opatrzone znanym wcześniej refrenem. Punchline’y w stronę rządu, nawiązania do popkultury (Sepp Blatter), zaznaczenie swojego filmomaniactwa (Michael Fassbender), wersy o sukcesie pomimo rozbitego domu. Zasadniczo – Peja w pigułce. Bez eksperymentów z flow, a jedynie zabawa głosem w refrenie. Po ciężkim “Pandemonium” i “Mad Libs Rap”, lżejszy kawałek robi robotę podczas odsłuchu albumu. Natomiast moją uwagę przykuł wstęp. Podczas słuchania wypowiedzi Rycha, przed oczami miałem cały Klub 27, Keith’a Moona czy Mac Millera. Ciary.

“Na życie wziąć patent, dziś różnice nazbyt skrajne

Młodość to ubóstwo, z czasem bytność na Time Square”

“Jak żyć?” feat. Smoothe Da Hustler, DVJ Rink

Na wstępie, do wszystkich, którzy nie znają Smoothe Da Hustlera, i będą gadać, że wystarczy sypnąć kasą, żeby staroszkolny reprezentant nowojorskiego podziemia się dograł, szybka informacja – to Smoothe się odezwał do Rycha, i zaproponował dogranie się na Black Album. Chciał tym samym wyrazić szacunek białym, w dobie skrajnie napiętych relacji międzyrasowych. Jeśli to czyta osoba, która podważa pozycję Peji, jego rozpoznawalność i szacunek – sprawdź kim jest Smoothe Da Hustler, przypomnij sobie, że to on się odezwał do Rycha, i jeszcze raz się zastanów.

Co do samego numeru – przebijają się przez niego emocje, samoświadomość, i piekielna szczerość. Gość, który nie pije od prawie 11 lat, nawija, że jest zbyt krótko trzeźwy, aby mówić o wolności od nałogów. Rychu – szacunek, i dalszej wytrwałości.

Pierwsza zwrotka to świadectwo, o którym sam nawija, natomiast druga jest poświęcona “straceńcom” – osobom, których albo inni spisali na straty, albo oni sami się za takich mają. “Trochę więcej wiary…”. Smoothe również uderzył w mocną lirykę – przypomina o swojej młodości, zaraz krytykuje sytuacje z Floydem (“Knees on necks, we don’t respect, that’s lawless”). Wszystko to wraz ze swoim mocnym głosem rodem z Brownsville, oraz klasowym flow.

“Życie nie jest tylko czarno-białe, bo często szarość

Koloruję świat bez chemii, dla mnie to nie mało”

“They want us feet apart in this world of sin
Yeah I got the new world order, then I ordered in”

“Wracam z dalekiej podróży”

Odpalcie ten kawałek. Teraz. Posłuchajcie dwóch pierwszych wersów. Ciężko mi opisać moje wrażenia po odsłuchaniu tego utworu. Jest to bragga, ale bragga na miarę “Hiphopeji” z Remisji. Jeśli macie ochotę przeczytać o Rychu na łamach New York Times, obczajcie artykuł z – uwaga – 2002 roku. Przerwa po dwóch pierwszych wersach – bezcenna, wywołująca ciary na całym ciele. Rychu punktuje, że osiągnął sukces i sławę bez “ułatwień” w postaci nagród (MTV) czy osób jak Hirek Wrona, Bogna Świątkowska i 600V. Porównanie do hitu Budki Suflera, świadomość, że młodzi mimo wszystko sięgają po najnowsze wydawnictwa spod szyldu RPS Entertyment. Podkreślenie, że za diss na Liroya nie zgarnął pengi (a przypomnijmy, że teraz beefy to idealny sposób na pośredni zarobek). Do tego wszystkiego przypomnienie swojego sztosu koncertowego – podejrzewam, że to nawiązanie do 300 koncertów w 3 lata. 3 koncerty w jedną noc? Teraz praktycznie niewyobrażalne. A również przypomnę – Peja praktycznie co roku gra choć raz 2 koncerty w jedną noc. Jeden w Nowym Jorku, drugi w New Jersey. Zresztą – nie będę streszczał. Sprawdźcie koniecznie, moim zdaniem obowiązkowa pozycja z katalogu Black Album.

“Kiedyś w Oslo, zagrałem ponoć lepiej niż Cube,

Inżynier dźwięku nie szczędził propsów, oszalał klub”

“Trochę wspominek, nim przytuliłem sos,
Pisał o mnie New York Times, a cytował to The Source”

“Morote Gari”

Utwór w ogóle do mnie nie trafia. Zarówno od strony technicznej, jak i podkładu. O wiele lepiej jest na początku drugiej zwrotki, jednakże całościowo – mimo wszystko nie dla mnie. I zasadniczo czuję to, że kawałek nie jest do mnie kierowany. Nie wiedziałem czym jest Morote Gari, nie rozumiałem w refrenie Ichi, ni, san, shi. Wybaczcie, nigdy nie trenowałem judo, ani nie uczyłem się japońskiego. Mimo wszystko wierzę, że fani i zawodnicy judo podjarali się kolejnym kawałkiem od byłego mistrza Polski młodzików.

“Puszczam Black Moon i lecę refren jak KRS One,

“How many MC’s” jeszcze mam kurwa zlać?”

“Maybach”

Trzy zwrotki, każda na innym flow. Znowu ten sam patent, ale jakże niezawodny. Magiera – brawo, klawisze idealnie dopasowane do klimatu utworu. Na pewno na uwagę zasługuje wers à propos Kubiego Producenta. Informacja, że odmówił nagrania zwrotki, a jednocześnie podkreślenie pozycji Kubiego, i jego kunsztu, poprzez umieszczenie słowa “nawet”. Stylowo pierwsza zwrotka podjeżdża mi Czarnym Psalmem, i zasadniczo – nie widzę w tym nic złego, tym bardziej że wiem, iż to nie był celowy zabieg. Druga zwrotka już znacznie spokojniejsza pod względem flow, jednakże liryka została stabilna – mocna. Trzecia, już na kompletnie innym patencie. Tekstowo wycelowana w Jeżyce, i codzienność Rycha. Kultowy “hot-dog pod żabką”, nawiązanie do życia w trzeźwości, czy do swojego stażu.

“Pener Pyranosaurus to gatunek dinozaurów,

Który nigdy nie wyginie, więc lepiej do mnie nie startuj!

Prosto z dołów społecznych wprost do salonów Apartu”

“Moje pióro” feat. Oxon

Kolejny numer z gościnnym występem. Tym razem Oxon – ale o nim zaraz. Kawałek zdecydowanie w TOP3 z całego katalogu pt. Black Album. Mocne linijki, mroczny bit. Idealnie komponuje się z całą koncepcją albumu, w odróżnieniu od chociażby “Morote Gari”. Lirycznie zahaczone praktycznie wszystko, ale moją uwagę przykuł wers wycelowany w 50 Centa. Miło słyszeć, że polski weteran ocenia takie patologiczne sytuacje zza oceanu. Co do Oxona – spotkałem się z negatywnymi opiniami na temat jego zwrotki. Są one dla mnie niezrozumiałe. Jak najbardziej można mówić, że komuś się zwrotka subiektywnie nie podoba. Ale techniki czy kunsztu pisania linijek nie można odmawiać, nie będąc ignorantem. Zabawa flow, przyśpieszenia, specjalne układanie sylab – chylę czoła Panie Oxon. No i ostatnie dwa wersy gościa – co by nie mówić, w jego przypadku to jest realtalk.

“Gdzie te ideały w polskich rapach, które dały

Tu niemałe i solidne fundamenty dla kultury?

Skoro przekaz był tak ważny wychowując spore tłumy,

To dlaczego po tych latach tylu gości klepie bzdury?”

“W świecie pełnym blichtru wolę błyszczeć w ciszy

Zamiast wpychać wszędzie pysk swój, pytać czy mnie słyszysz?

Na co cisnąc mam tych chłystków, pizgać płytkie dissy

By ktokolwiek wiódł tu o mnie dyskurs kurwa z byle przyczyn?”

“R-A-P (Umiem w linijki)”

Ciężko mi było się osłuchać z tym kawałkiem. Ciężki bit, nawijka wcale nie inna, nie wspominając już o refrenie. Całość ratuje tekst, w końcu Rych “umie w linijki”. Bardzo liczne nawiązania do popkultury, ciekawe połączenie wersu z Nagłego Ataku Spawacza do skrzyżowania Flamingo Road z Koval Lane. Natomiast flow, podkład – kompletnie do mnie nie przemawia, mimo swej prostoty.

“Nie wszyscy muszą mnie lubić nie każdy ma dobry gust,

Nie każdy z tej samej gliny lepiony co ja, więc luz”

“Pomniki” feat. Ero JWP

W końcu. To połączenie musiało kiedyś nastąpić. Peja za majkiem od 27 lat, Ero od 24. Definicja Hip-Hopu, definicja kolaboracji, definicja pomnika, który obaj panowie postawili. Gorąco liczę, że nie jest to ich ostatnie przecięcie się w utworze. Świetny kawałek, dotykający fajnej tematyki, mogącej się przelać na papier tylko w przypadku takiej kolaboracji. Życiowe refleksje od obu panów – chociażby Eros informujący nas o pozytywnych skutkach swojej abstynencji. Zresztą sam Elwis Picasso najlepiej streścił ten utwór w wersach: “Dziś na wspólnym tracku, chcemy, żebyś miał jasność / To historyczne rzeczy na miarę Rap Mount Rushmore”. Piękny pokaz Hip-Hopu panowie. Dziękujemy!

“Wszystko co tu zrobię robię dla moich najbliższych,

Bo mój pomnik ma solidny fundament jak Rocky w Philly”

“Już poszedłem po rozum, jak Kę, Knap i Peja,
Przestałem pić, by jakoś ten świat posklejać”

Happy end

Poprzednie albumy Rycha, na przestrzeni kilku lat – były dobre, ale do niektórych (np. DDA) musiałem się długo przekonywać. Z Black Albumem nie miałem tego problemu. Ujął mnie za pierwszym razem, i nadal jest na głośnikach, i na pewno będę do niego wracał. Fakt – nie wszystko jest idealne. Ale nie zapominajmy – Peja to gość, który nagrywa głównie longplaye, na których siłą rzeczy, nie wszystko wszystkim przypadnie do gustu. Dodatkowo – Rych dużo pisze. Trzy zwrotki to standard w jego utworach, a rzadkość na dzisiejszej scenie. Całościowo – album na bardzo duży plus, i mocno czekam na nieoficjalnie zapowiedzianą EPkę “AR-15”, która pojawi się najprawdopodobniej w tym roku, co poskutkuje – uwaga – trzema albumami od Peji w tym roku, i pięcioma w ciągu ostatnich dwóch lat. Ale cóż, Rychu jak stary karabin…

*Oceniane i omawiane były tylko utwory z regularnej wersji płyty.


Aleksander Dyka

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*