Trap house w najczystszej postaci – Indahouse „Indamixtape” [Recenzja]

Ekipa Indahouse coraz mocniej zaznacza swoją pozycję na scenie. Koszaliński skład, po świetnie przyjętym debiutanckim albumie „Tokio Hotel” Szymiego Szymsa w QueQuality, pragnie teraz wypromować kolejnych swoich zawodników. A jest ich w tej grupie więcej niż paru. Członkami kolektywu z Pomorza są także raperzy: OsaKa, Dziuny, Ziarecki, a.Lee, Adrian Forest i Rakos oraz producenci: S E E K, Fvckoff, Cheez i Chaos Beats. Nad wszystkim czuwał Kacper Bartecki, który stworzył oprawę graficzną, a także zrealizował teledyski.

Wszyscy wyżej wymienieni członkowie Indahouse postanowili się zebrać jednym miejscu z dala od ludzi i nagrać album, który będzie wizytówką ekipy. Wydaję mi się, że wydane przez nich 19 stycznia 2021 roku portfolio, czyli „Indamixtape” jest mocnym wyznacznikiem tego, jaki styl posiadają chłopaki z Koszalina. Pokrywa się on zdecydowanie z tym, co otrzymujemy od każdego z nich na solowych materiałach. Na tej płycie nie ma zaskoczeń. Jest za to zajawka, chill i bangery, czyli to, co polski słuchacz ceni sobie w obecnym rapie najbardziej.

Indahouse - „Indamixtape” (okładka)

Indahouse, czyli trap house

Nie od dzisiaj wiemy, że chłopaki z Koszalina to zdecydowanie fani nowo-szkolnych brzmień. Stronią oni od eksperymentów, skupiając się na jednej wyznaczonej drodze. Tą ścieżką jest trap w rozmaitych postaciach. Tutaj objawił się przede wszystkim w futurystycznych wtyczkach mających dodać lekkiej psychodelii, a także uwypuklić agresję i głód artystów. Zdecydowanie szkoła Denzela Curry’ego gdzieś z okolic 2015/2016 roku. Nie zabrakło jednak też wgranych dźwięków gitary czy trąbek jazz’owych luzujących trochę ten klimat i pokazujących raperów od chilloutowej strony.

O ile na solowych materiałach taka masa trapu może nużyć, jako że każdy artysta pracuje na swój własny wizerunek i musi pokazać coś więcej po to, aby zaistnieć, to na takim albumie, który, jak wspomniałem, ma być audio portretem ekipy z Koszalina, to brzmienie idealnie tu pasuje.

Fot. Kacper Bartecki

„Indamixtape”, czyli producencki popis

Nie przypadkowo zaczynam od strony muzycznej tego krążka. „Indamixtape” przede wszystkim produkcjami stoi. To właśnie twórcy warstwy muzycznej tej płyty według mnie mają największą szansę na wybicie się wyżej na polskiej scenie. Choć nie jestem fanem trapowych brzmień przez ich obecny nadmiar w polskim rapie i wolę, jak na albumach korzysta się różnorakich gatunków muzycznych, to „indamixtape’u” słuchało mi się z przyjemnością od tej strony.

Przykłady? Chaos Beats dał na „rx” mocarny, racing’owy beat, który spokojnie mógłby być puszczany w trakcie wyścigu w jakiejś części „Szybkich i wściekłych”. Cheez popłynął afro-trapowo na „Morzu plotek” dając nam potężną dawkę bassu i energii (dla mnie najlepsza produkcja na płycie). Ogólnie to właśnie ten beatmaker jest dla mnie największym wygranym tego mixtape’u (jego inne warte odnotowania produkcje to te z „Dla takich chwil” oraz „Na prostą”). Zresztą to on właśnie stworzył beat do numeru Szymiego Szymsa – „Kirigakure”. Jest on w moim osobistym rankingu top 10 singli roku 2020. FVCKOFF z kolei bardzo dobrze zamknął krążek laze’owym jak na ten mixtape, klimatycznym kawałkiem „Byle czego, z byle kim”.

„Indamixtape”, czyli pokaz hedonizmu

Do wspólnego krążka ekipy Indahouse powinno się podejść jak do spotkania ze swoją kobietą – na luzie. Ten krążek jest jak fajna dziewczyna. Można przy nim poimprezować, pochillować, pośmieszkować i odlecieć, czy to marząc, czy uprawiając sex. Ta płyta jest właśnie o takich chwilach. Wspólnych momentach z fajnymi ludźmi, nawet jeśli czasami są one złe. Te zażyłe stosunki między chłopakami podsumowuje Szymi Szyms w refrenie utworu zamykającego płytę:

„Nie chcę byle czego z byle kim/Nadal nie chce byle trwać, nie chce byle być/Nie potrafię być sam, żyć, żeby żyć/Gdybać co gdyby nie my, bywa, że się gubimy”

Szymi Szyms – „Byle czego, z byle kim”

Można oczywiście napisać w takich słowach o każdym krążku nagranym przez wspólnych znajomych, nie tylko w kontekście tej właśnie ekipy. Niemniej nie wydaje mi się by „Indamixtape” był takim samym krążkiem co zeszłoroczne „Hotel Maffija”, czy „Front” Hashashins. Każda ekipa ma swój własny styl.

Grupę Indahouse cechuje przede wszystkim totalny hedonizm. I on tutaj jest. Naprawdę czuć od chłopaków z Koszalina, że czerpią z życia całymi garściami i wchłaniają wszystkie jego aspekty – nawet te negatywne. To poczucie oddaje znakomicie cała 2 zwrotka OsaKi z tego samego numeru. Jest ona jednym z najlepszych momentów na tym krążku.

”Albo spokój, albo rozpierdol/Gdzieś pomiędzy się nie uśmiecham/Muszę czuć to na pewno/Tak mocno, abym myślami nigdzie nie uciekał/Chce ciarki, chce dreszcze/Chce zbłądzić, by znaleźć swoje miejsce/Chce więcej i więcej, byle to było coś/Co podbije mi serce”

OsaKa – „Byle czego, z byle kim”
Fot. Kacper Bartecki

Na wspólnym albumie można robić to, co nie przejdzie na solowych płytach

Oczywiście, ktoś posądzi chłopaków o monotematykę albo o zbyt proste, typowe teksty. Sam tego nie lubię w polskim rapie. Tutaj mam jednak to samo podejście, co w przypadku trapowych brzmień. To jest wspólny album, na którym chłopacy przede wszystkim mają się dobrze bawić. I to właśnie robią, a ich poczucie humoru, dystans, a także lekkie zluzowanie hamulców najlepiej właśnie widać w skitach: „Seeks” oraz „Podaj wódkę”.

Zresztą, jeśli ktoś myślał, że nie ma tutaj jakiejś przerwy od zabawy, to ja wam mówię, iż jest. Numery „Na prostą” i „Pijawki” są jak skity, bardzo fajnym przerywnikiem od reszty numerów. O ile te pierwsze wyróżniają się właśnie jeszcze luźniejszym podejściem niż normalne utwory, to te drugie są jedynymi poważnymi, filozoficznymi (w przypadku tego pierwszego) i gorzkimi (w kontekście drugiego) kawałkami na „Indamixtape”.

I w oby dwóch trackach zaimponował mi Rakos. Jest on dla mnie ogólnie najpozytywniejszym zaskoczeniem od strony rapowej na wspólnym krążku Indahouse. Bardzo dobrze wjechał również na kawałku Arbeit. Gość posiada wielką lekkość wchodzenia w beat. Polecam sprawdzić Wam jego solowe rzeczy (oczywiście reszty chłopaków również)!

„To dobrze, że wątpisz, dobrze, że płaczesz w samotności, wyjście jest nawet wtedy, kiedy talent zmarnowały proszki […] / Do kieszeni duma, wracam do źródła/Akceptacja granic to odwaga, a nie ujma”

Rakos – „Na prostą”

„Indamixtape”, czyli mieszanina, w której nie potrafię odróżnić składników

Jeśli miałbym przyczepić się do czegoś na tym krążku, to nie będzie to ani liryka, ani brzmienie, które jak podkreśliłem, na tym albumie mnie pasują, ponieważ całkowicie rozumiem koncepcję projektu i zajawkę chłopaków. I wyszło im to dobrze, jak mogliście zauważyć po tym, co napisałem wyżej. Wadą tego albumu jest…

Bardzo podobne flow chłopaków do siebie. Oczywiście na takich numerach, jak „Klap Klap”, czy „Podaj Wódkę” to zabieg celowy. Jednak w większości numerów, poza wyjątkami jest podobnie. Mało kto się wyróżnia pod względem nawijki z całego składu w danych numerach. Nie raz, nie dwa łapałem się na tym, że myliłem ksywki tych, którzy aktualnie rapowali zwrotki. Wszyscy brzmią podobnie, jeśli chodzi o wykonanie swoich kwestii. Stosują także podobne zabiegi pod względem flow. W konsekwencji ich rap się zlewa mi się bardzo ze sobą. Tym samym numery są czasami dość jednostajne. Choć są one mocne brzmieniowo, to wokalnie przez większość czasu trwania odsłuchu praktycznie nikt ich nie urozmaica. W wyniku tego, mimo banger’owości materiału, może on chwilami nużyć. Oczywiście bym z tym nie przesadzał, ponieważ pozytywna energia jest tutaj niesamowita i chłopaków naprawdę słucha się z wielką przyjemnością.

Własny styl przyda się przede wszystkim w solowych karierach

Z jednej strony to, co napisałem wyżej wynika pewnie ze spędzania wspólnie ze sobą masy czasu i łapania inspiracji od siebie nawzajem. Z drugiej strony, jednak jeśli chłopacy chcą przede wszystkim wybić się solowo wyżej (czego im bardzo życzę), muszą starać się odróżniać od siebie. Jak to ma w przypadku choćby ekipy SBM, gdzie tam każdy z osobna ma swój własny styl.

Dlatego też pod tym względem wyróżnia się OsaKa. Chłopak swoim psychodelicznym stylem dodaje czegoś innego, co skupia uwagę słuchacza na nim i sprawia, że kawałek nabiera kolorytu oraz rozpędu. Jak chociażby w przywołanym już numerze ,,rx”. Wjechał tam jak Joker do Gotham City i zmiótł resztę stawki swoim chorym flow podchodzącym aż pod jakiś dobry horror’core, choć klimat kawałka jest zupełnie inny. Ten chłopak zrobi karierę.

Czy warto pozostać na dłużej przy ekipie Indahouse?

Warto. Dzisiaj w Polsce mało kto potrafi robić dobry, jakościowy trap, który nie jest miałki, żenujący i opakowany w różnorakie, sztuczne, często populistyczne dodatki. Chłopaki z Koszalina zdecydowanie znają się na swojej robocie. Potrafią stworzyć coś przyjemnego, co jednocześnie będzie wartościowe i bujające. I są naturalni w tym, co robią. Tutaj jak w przypadku innej ekipy znad naszego Morza Bałtyckiego (mam na myśli oczywiście ziomalów z UNDADASEA) nie ma emanowania na siłę swoją przynależnością do składu, czy gangu ani pokazywania niedowiarkom, że my to za chwilę ci pokażemy, jacy jesteśmy silni i prawilni. Widocznie ekipy z wybrzeża tak mają, że wolą zapamiętywać wspólne chwile na plaży, zamiast chodzić po ulicach w kominiarkach.

💿 Album miał premierę 21 stycznia 2021 roku.
Sprawdź w naszym Kalendarium Polskiego Rapu.

Indahouse - „Indamixtape” (okładka)

Indahouse – Indamixtape

Ocena recenzenta:

8/10

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*