Wypij ze mną styxbottlewater | Piotr Cartman – ”Strefa Dyskomfortu” [Recenzja]

Piotr Cartman. Człowiek, który wyłonił się z Hadesu. Dosłownie i w przenośni. Dosłownie, ponieważ jego osoba kojarzy mi się właśnie z mitologicznym, greckim bogiem podziemia. Pragnie on swoim debiutanckim krążkiem wywołać i jednocześnie przedstawić nam piekło. W przenośni, gdyż Cartman przed przyjściem do QueQuality (jego postać przedstawiłem tutaj) działał w głębokim podziemiu. Tam już ukazywał, kto jest jego królem.

Wyjście wypiętym na świat, jak to nawinął w pierwszym singlu promującym ”Strefę Dyskomfortu”, bądź tak naprawdę na polską scenę rapową, nie odebrało mu mocy. Wręcz przeciwnie – ona jeszcze wzrosła. Zapraszam was, czytelników, do strefy dyskomfortu, w której poznacie czym i kim jest Hades a.k.a Piotr Cartman.

Piotr Cartman - ''Strefa Dyskomfortu'' (okładka). Wykonanie okładki: Dagmara Szewczuk.

Co się znajduje w ”Strefie Dyskomfortu”?

”Strefa Dyskomfortu” to 16 numerów, z których 11 jest nowych, wypuszczonych na kanale QueQuality. Natomiast 5 pozostałych kawałków ukazało się na YouTube, zanim Cartman podpisał kontrakt z wytwórnią założoną przez Quebonafide. Pierwotnie te tracki miały wchodzić w skład ep-ki. Piotr zdecydował się koniec końców na wypuszczenie długogrającego krążka. W konsekwencji postanowił on dołączyć stare numery do tracklisty ”Strefy Dyskomfortu”.

Debiut Piotra Cartmana jest spójny zarówno pod względem liryki, jak i brzmienia. Tytułowa strefa dzieli się na dwie części. W jednej Piotr Cartman podaje nam do wypicia styxbottlewater. W drugiej to on sam sięga po butelkę wypełnioną wodą z rzeki umarłych. Cartman przeprawia zarówno swoją, jak i naszą duszę przez piekło. Swoje i świata.

Wybijam palcami combosy z nudów i przy okazji łamię ci kości na kole

Liryka Piotra Cartmana to coś, co chodzi za tobą, pełza po tobie i wchodzi do twojego mózgu. Sprawi w tobie niepokój trwający 24 godziny na dobę. Nie będziesz wiedział, z której strony reprezentant QueQuality nagle uderzy, aby wyjaśnić twoje marne życie.

Gdybym miał utworzyć literacki opis tego albumu na potrzeby jego promocji, tak właśnie określiłbym jego treść. Piotr Cartman nie jest horror core’owcem, a jego teksty wbijają się w mózg, jakbyś właśnie obejrzał bardzo dobry, paranormalny film grozy. Nawet jeśli jego przemyślenia nie dotyczą czegoś związanego z tym gatunkiem. Piękny paradoks wywołujący w słuchaczu tytułowy dyskomfort. Cartman osiągnął zamierzony cel.

Wykorzystał w tym celu całą masę nawiązań do popkultury, metafory, dwuznaczności i gry słowno-znaczeniowe. Uwielbiam taki sposób konstruowania wersów.

”Twoje punche Courtney Cox, no bo są trochę naciągane/Moje Matthew Perry, sam nie wiem kiedy je pisałem/Kminię rzeczy jak Tesla z tym, że mam na siebie patent/ Jak się będziesz pruł, to możesz dostać łatę na jape”

Piotr Cartman – ”Matthew Perry”

Życie jak Bad Trip…

W jednym ze swoich utworów Piotr nawinął, że nie zamierza on tworzyć jedynie numerów w stylu ”Pod Palcami” chociaż właśnie tego oczekują od reprezentanta QueQuality jego fani.

Bardzo dobrze, że Piotr Cartman obrał też inną ścieżkę niż banger’owa bragga, ponieważ dzięki temu otrzymaliśmy na ”Strefie Dyskomfortu” sporą dawkę emocji. Zostały one podane w zupełnie inny sposób polskiemu słuchaczowi. Nie ma tu miejsca na żadne smuty, płacze i gorzkie żale. Jest tylko hardcore’owa depresja (określenie wzięte z numeru ”Styxbottlewater”), wywołująca zimny pot i ciarki na ciele słuchacza. Nie czujemy tutaj smutku. Odczuwamy po prostu wkurwienie Piotra, wynikające z przeżywania przez niego stanów maniakalno-depresyjnych. Doznaje on z tego powodu uczucia dyskomfortu i inaczej nie potrafi tego opisać niż poprzez rap.

Słuchając wynurzeń Cartmana składających się najczęściej z psychodelicznych obrazów, ukazujących pustkę w głowie reprezentanta QueQuality i jednocześnie przedstawiających przebodźcowanie świadomości rapera, sami wchodzimy w bad trip. Znowu odczuwamy dyskomfort. Cartman po raz kolejny realizuje swoje założenia.

,,A ja zrobiłem skrzypce z moich strun głosowych/Chciałbym wam zagrać na nich balladę, ale się lepią od smoły/ Bo stare emocje z innych wymiarów gniją mi w czaszce do dzisiaj/Wiesz, nic nie jest trwałe, a nasze marzenia znikają tak samo, jak dym ze splifa”

Piotr Cartman – ”Bad Trip”

To nie był tylko zły dzień…

Najbardziej zaskakującym aspektem na ”Strefie Dyskomfortu” nie są jednak emocje same w sobie, a przemycane w ukryciu przez Cartmana zaangażowane treści. Naprawdę ciężko je wyłapać pośród masy punche’y i psychodelicznych obrazów. Słuchacz musi się wysilić, by je odnaleźć.

Te ukryte wersy dotyczą problemów psychicznych oraz podejścia społeczeństwa do tego rodzaju chorób. Najczęściej Cartman, aby przedstawić spojrzenie ogółu na ”inne” jednostki, korzysta z ironii. Znakomicie ona obrazuje niezrozumienie ”zdrowych” ludzi względem ”chorych”.

”Babcia pyta ”jak to się wnusiu nie potrafisz cieszyć?”/Anhedonia/ Z automatu już swoje oczy otwieram (oh)”

Piotr Cartman – Domnienie

Mam nadzieję, że Cartman poruszy ten temat szerzej na jakimś innym swoim projekcie, ponieważ uważam, że posiada on do tego odpowiednie narzędzia. Utwór ”Zły dzień” jest tego idealnym przykładem.

Muzyka rodem z horroru science fiction

Za warstwę muzyczną ”Strefy Dyskomfortu” odpowiada przede wszystkim Sensō, czyli producent, który z Cartmanem uzupełnia się idealnie. Czuć między nimi piękną chemię.

Sensō zaserwował nam przede wszystkim futurystyczne, psychodeliczne, banger’owe brzmienie, przenoszące nas na statek kosmiczny rodem z ”Obcego” bądź w świat z gier ”Soma” czy ”Observer” i jednocześnie zwiastujące nam jakąś wielką bitwę z czasów starożytnej Grecji. Otrzymujemy jednocześnie masę energii i… niepokój. Dyskomfort także na tej płaszczyźnie się realizuje.

Piotr posiada niesamowitą technikę. Radzi sobie z tymi elektronicznymi beatami jakby był już 20 lat na scenie, a dopiero co wchodzi w mainstream. Fenomen, po prostu fenomen.

Tam, gdzie nie ma Sensō podpisanego jako producenta danego numeru, to słychać, że go po prostu nie ma. Tak, rzuciłem właśnie zdanie w stylu Pablo Coelho. Taka jest jednak rzeczywistość na tym krążku. I to też sprzyja temu albumowi, ponieważ dzięki temu nasza głowa może na chwilę odpocząć od totalnej muzycznej inwazji na nasze uszy. Najbardziej spodobał mi się lekki, trapowy beat wyprodukowany przez ¥oung Veteran$ na utworze ”Domnienie”.

”Intro” też może być przydatne

Najbardziej na ”Strefie Dyskomfortu” przykuło moją uwagę to, w jaki sposób Piotr Cartman inicjuje swoje utwory. Numery z debiutu reprezentanta QueQuality często rozpoczynają ”intra” wprowadzające nas w klimat danego numeru. Składają się one z różnych, odklejonych od siebie zdań wypowiedzianych tak, jakby reprezentant QueQuality był już w innym świecie. Ma to swój urok.

Debiut roku?

Piotr Cartman, według mnie, był jedynym człowiekiem w polskiej rap grze mogącym zagrozić Miłemu ATZ w wyścigu o tytuł debiutanta roku 2020. Na pewno sprostał on zadaniu oraz oczekiwaniom zarówno fanów, jak i całej branży, gdyż nagrał równy, świeży i świetny materiał. Czy natomiast przebił Miłego ATZ? Nie wiem. Do 31 grudnia 2020 roku będę miał zagwozdkę, kto wygra tę statuetkę. Jeden i drugi na to zasługuje.

Piotr Cartman - ''Strefa Dyskomfortu''. Wykonanie okładki: Dagmara Szewczuk.

Piotr Cartman – Strefa Dyskomfortu

Ocena recenzenta:

10/10

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*