Lazy The Loser – Człowiek-Orkiestra [FollowUnderground]

Przy okazji recenzji płyty „Zorze” Tony’ego Yoru pisałem, o tym, że 2021 rok jest, jak na razie, bardzo słaby pod względem jakości w kontekście mainstreamu. Postawiłem również tezę, iż na razie to rzeczy z podziemia o wiele bardziej zaskakują i są o wiele lepiej wykonane niż te z samego szczytu polskiego rapu.

Myślę, że znalazłem kolejny album, który może potwierdzić to przyjęte przeze mnie założenie. A właściwie wykonawca, który stworzył ten krążek. Wcześniej o nim nie słyszałem, dlatego też postanowiłem zagłębić się bardziej w jego postać i twórczość. Zrobił na mnie tak samo wielkie wrażenie, jak jego najnowszy album. Dlatego też postanowiłem o nim wam opowiedzieć, a nie tylko pisać recenzję jego płyty, której opis i tak tutaj zamieszczę. Tym artystą jest Lazy the Loser! Zapraszam do zapoznania się z jego postacią, jak i muzyką!

Lasy The Loser
Fot. Pawko_Shots, Źródło: https://www.facebook.com/LazytheLoser

Lazy the Loser jest przyjacielem Solara

Zdziwienie, nie? A jednak. Lazy the Loser zna szefa SBM Label od bardzo dawna. Dokładnie od 2005 roku, kiedy obydwaj panowie ustawiali się razem na bitwach freestyle’owych. Sami je także organizowali. Urządzali również masę koncertów. Tworzyli też inne projekty jak: założenie strony internetowej czy własnego Crew oraz wykreowanie kreskówki.

Ciekawostką jest fakt, iż kanał SB Starter wcześniej nosił zupełnie inną nazwę (Understream label), oraz założyli go w 2011 roku właśnie Lazy the Loser i Solar. Miał być on pobocznym projektem względem prowadzenia SB Maffiji. Z tego, co wiadomo z wywiadu Lazy the Losera dla Novy TV, pojawiły się tam płyty Trzy-sześć i Zbyla.

Zawsze blisko SB Maffiji

Dlaczego znajomość Solara jest ważna w kontekście Lazy the Losera? Ponieważ dzięki temu był blisko jednych z najlepszych w branży, bo za takich należy uznać członków SB Maffiji, a teraz SBM Labelu. Tym samym mógł on się rozwijać wśród osób, które znają się na muzyce. I to mu się opłaciło.

Poza tym Lazy the Loser nie ogranicza się jedynie do tworzenia muzyki, o czym za chwilę napiszę. Najważniejszą rzeczą w kontekście współpracy z warszawską wytwórnią jest to, iż od 2018 roku Lazy pracuje również w NOBOCOTO STUDIO, czyli nie oszukujmy się, jednym z najważniejszych studiów rapowych w Polsce. Założone zostało ono oczywiście przez Solara. To tylko pokazuje, jak niesamowite warunki otrzymał artysta z Warszawy do realizowania swoich zajawek.

Warto także wspomnieć, iż dzięki uprzejmości szefów SBM Label wystąpił także w edycji SB Starteru z 2019 roku. Szerzej jednak omówię tę kwestię w późniejszych akapitach, ponieważ udział w tej akcji jest bardzo ważny w kontekście stricte twórczości Lazy the Losera.

Fot. Bartłomiej Rembisz, Źródło: https://www.instagram.com/lazytheloser/

Lazy The Loser, czyli człowiek wielu talentów

Wspomniałem już, iż artysta związany SB Maffiją, dzięki współpracy z Solarem i innymi członkami ekipy SBM, otrzymał niesamowite warunki do rozwoju. I to na wielu płaszczyznach, które już wymienię.

Lasy the Loser przede wszystkim mixuje numery i realizuje dźwięk we wspomnianym NOBOCOTO STUDIO. Poza tym pomagał m.in. w tworzeniu płyty „Pokój Zero” Solara, który napisał, że ta płyta byłaby zupełnie inna, bądź w ogóle by nie powstała, gdyby nie Lazy i jego kolega Flint (o tym duecie za moment). Zresztą na dodatkowym krążku, dodawanym do głównego projektu szefa SBM Label pracownik NOBOCOTO STUDIO udzielił się gościnnie właśnie z Flintem na jednym z numerów. Z kolei fragmenty ich wywiadu dla newonce.radio były tłem dla intra otwierającego „Pokój Zero”. Lazy był też hypeman’em Solara w czasie koncertów promujących „Klub 27”.

Streamuje on też na Twichu, gdzie ocenia numery oraz udziela porad, a także na żywo tworzy kawałki. Był również prowadzącym czterech z pięciu edycji SBM Ffestivalu.

Na pierwszym miejscu wokalista, na drugim raper

Jednak przede wszystkim warszawski artysta to świetny wokalista, który nie ogranicza się tylko i wyłącznie do rapu. Jak powiedział w wywiadzie dla Novy TV, rap jest dla niego zbyt sztywny i lepiej mu się wyraża własnego siebie poprzez śpiew. Dlatego też bardzo mocno ćwiczy ten element, ponieważ to lubi. W konsekwencji kładzie na niego wielki nacisk w swoich numerach. Fajnie by było, gdyby reszta raperów miała podobne podejście, dzięki czemu mniej by fałszowali i nie musieli się tak często ratować auto-tune’em.

Zanim przejdziemy do jego głównej twórczości, przykładem bardzo mocnego nastawienia na ten aspekt wyrażania własnego ja widać na podstawie jego coverów. Lasy the Loser tworzy masę akustycznych, śpiewanych przeróbek danych numerów, które naprawdę brzmią świetnie. Jego cover Schodków Maty nagrany na produkcji „Wehikuł Czasu” Dżemu podczas wspólnej sesji z Yaho00 podbił internet. Z kolei jego cover „Obłędu” Solara był tak dobry, iż wstawiono go na kanał SB Starteru, jako osobny numer

Po tych przykładach widać, że Lazy kocha się bawić muzyką i jest to zdecydowanie aspekt, który go wyróżnia w podziemiu. Jako członek SBM w kontekście technicznym naprawdę wykorzystuje dane mu możliwości.

Lazy The Loser i jego wczesna twórczość

Czas przejść do zapewne najbardziej interesującej was części artykułu, jeśli chodzi o tego wykonawcę. Teraz opowiem wam nieco o muzyce Lazy’ego i przybliżę stworzone przez niego projekty, które aktualnie można znaleźć w internecie. Ich liczba to trzy.

Zacznijmy jednak od samego początku. Lazy the Loser na początku w swojej ksywce nie miał drugiego członu. Występował na scenie po prostu jako Lazy. Jego najstarszy utwór (tak przynajmniej opisał go sam zainteresowany w jednym z postów z 2017 roku na Facebooku; możliwe, iż jest to najstarszy kawałek na YouTube) pochodzi z 2014 roku. Możemy zakładać więc, że jego pierwsze numery powstały w pierwszej połowie ubiegłej dekady. Nazwa tego kawałka to Katatonia stworzony wraz z Tofikiem i pojawił się on gościnnie na kanale dawnej SB Maffiji.

Przez wiele lat jego fani otrzymywali jedynie luźne single o bardzo krótkiej długości, ale zintensyfikowanych doznaniach. Były to praktycznie same śpiewane ballady (teraz w dobie cloud’ów nie jest to nic nadzwyczajnego, ale wtedy w 2014/2015, kiedy dopiero newschool wchodził do Polski, myślę, że taki śpiew był w miarę świeży) opowiadające o przeżyciach artysty, który nie ukrywał, że miał problemy z używkami. Zresztą o tym jeszcze opowiem. Już tutaj dał się poznać jako bardzo wrażliwy, szczery artysta. Te numery były zapowiedzią klimatu, jaki mieliśmy otrzymać w od niego 2019 roku.

Bastaboiz, czyli bardziej rapowy etap w karierze

Zanim jednak przejdziemy do tego solowego okresu w twórczości pracownika NOBOCOTO STUDIO, nie można pominąć projektu Bastaboiz. Lazy the Loser oprócz znajomości z Solarem, jest związany z takimi postaciami, jak: Flint/Novak el Nowaczyński, DEPS, czy wspomniany Yah00.

Jednak to właśnie z tym pierwszym ma najbardziej zażyłe relacje w kontekście tworzenia muzyki (choć z drugim z wymienionych raperów miała powstać płyta oraz często współpracują ze sobą; ich kilka wspólnych numerów możecie znaleźć na kanale SB Starteru). Utworzyli oni duet Bastaboiz i wydali wspólnie płytę „Ból” w 2018 roku.

Lazy The Loser Flint Bastaboiz
Źródło: Rapnews.pl

Pierwsze wyróżnienia

Choć ten projekt jest dla mnie zbyt chaotyczny i widać, że była to płyta – krążenie po różnych stylach i inspiracjach, przez co dominowało tutaj bardzo luźne podejście do sposobu nawijania, nie można pominąć głównego kawałka z tego krążka składającego się dokładnie z 6 utworów. Jest to bowiem kawałek, który został bardzo mocno doceniony przez słuchaczy podziemia, gdy Solar wstawił go na swój fanpage na Facebooku.

Zresztą ten numer niejako zapowiadał właśnie Lazy the Losera jako artystę-buntownika walczącego o niezależność. W pełnym znaczeniu tego słowa. Dał tutaj niesamowicie wzruszający refren mówiący o dosadnie o relacji rodzice-dzieci i o niewinności, która szybko może obrócić się o 180 stopni. Ten track był, myślę też, wraz z innymi czynnikami, o których za moment, niejako otwarciem nowej drogi artysty współpracującego z SBM Label. To właśnie dzięki temu kawałkowi wiele osób o nim usłyszało, co mogło dodać mu skrzydeł.

„Ja chyba żyję w innym świecie niż wy/Rodzice chcieli odebrać mi sny/Miałem być taki jak wszyscy/Uwięzili mnie w swoim świecie bez drzwi/Pamiętam, jaki wtedy byłem naiwny”

Lazy the Loser (Bastaboiz) – „Ból”

Warto także dodać, że chłopaki zostali docenieni przez środowisko i mieli szansę wystąpić razem jako duet na Polish Hip-Hop Festival, co na pewno było miłym wyróżnieniem i również wpłynęło na Lazy’ego w kontekście dalszego prowadzenia swojej kariery. Zresztą pojawił się on tam jeszcze raz, już w ramach SB Starteru, do którego za chwilę przejdę.

Zmiana rozpoczynająca właściwą karierę

Mimo prawie trzydziestu lat na karku artysta pracujący w NOBOCOTO STUDIO wciąż nie wydał solowego materiału. Miało to oczywiście związek z wieloma personalnymi problemami rapera jak depresja i uzależnienia. W polskim rapie znamy wiele takich przypadków jak, chociażby Kękę, czy VNM. Naprawdę cieszę się bardzo, iż artyści otwierają się w numerach i nie boją się o tym mówić. To przełamuje tabu, jaki ludzie narzucili na ten temat, a także może pomóc słuchaczom, którzy mają podobne problemy.

Lazy the Loser, jest właśnie z tych artystów, dla których muzyka to autoterapia i podkreśla to na każdym kroku. Jednak dopiero zmiany w swoim życiu w 2018 roku pozwoliły mu na to, iż mógł on w następnych miesiącach naprawdę cieszyć się z tego, co tworzy. Już jako Lazy the Loser, nie Lazy.

Udział w SB Starterze

Te wszystkie czynniki, które opisałem wyżej doprowadziły rapera współpracującego z SBM Label do debiutanckiej płyty. Została ona wydana w ramach akcji SB Starter, w której to, jak już wspominałem, brał udział w 2019 roku. Jest to pierwszy i jak na razie jedyny krążek stworzony podczas trwania jakiejkolwiek edycji tego przedsięwzięcia mającego na celu wyłonienie nowych członków ekipy Solara i Białasa. Materiał nosi tytuł „Pytania bez odpowiedzi”. Data jego oficjalnej premiery to 14 stycznia 2019 roku.

Nie umknęło uwadze słuchaczy SBM Labelu, a także śledzących akcję postronnych słuchaczy, że Lazy The Loser wyróżnia się swoim śpiewanym stylem na tle reszty stawki. W konsekwencji spotkał się on z bardzo ciepłym odbiorem swoich kawałków. Nie dziwię się.

Lazy The Loser, czyli buszujący w zbożu w rapowym wydaniu

Dlaczego się nie dziwię? Ponieważ dał w ramach SB Starteru bardzo wartościowy album w duchu minimalistycznego R&B. „Pytania bez odpowiedzi” to właściwie płyta-inicjacja. I to nie tylko w kontekście jego profesjonalnego wejścia na scenę, ale właściwie jego osoby, jego życia.

Ten krążek bardzo kojarzy mi się z książką „Buszujący w zbożu”. Podczas odsłuchu zrozumiałem, że właściwie na tym albumie nie rapuje prawie 30-letni facet, a zagubione dziecko/nastolatek, który jak główny bohater przywołanego przeze mnie powyżej dzieła literackiego, wystawia wątpliwości wobec otaczającego go świata oraz krytykuje rzeczywistość dorosłych. Przedstawia się on w utworze „Sfinks” tak:

„Jestem tym który pyta/Tym, który kwestionuje świat/Słyszałem tysiąc odpowiedzi, jeszcze więcej głupich pytań/Nie policzę kłamstw”

Lazy the Loser – „Sfinks”

I ta płyta właśnie (przynajmniej w moim odczuciu) to próba, poprzez weryfikację i przeniesienie własnych doświadczeń, zadania pytań, skierowanych do dorosłych. Dlaczego mnie tak wychowaliście? Dlaczego mnie tak traktowaliście? Czy nie widzicie, że przyniosło to odwrotny skutek od zamierzonego?

„Najpierw mnie próbowali zmienić/Później skazali na wygnanie/Rzeźbili we mnie, a zmienili mnie w kamień/Pewnie dlatego tyle razy upadałem”

Lazy the Loser – „Na skale”

Lazy The Loser znalazł odpowiedź na to, czy jego kariera muzyczna ma sens

Oczywiście twórca tej płyty nie otrzyma tych odpowiedzi, ponieważ raz, że dorośli bardzo często są uparci i nie lubią przyznawać się do błędów, a dwa, że zazwyczaj dzieci nikt nie słucha. Dlatego też myślę, że Lazy the Loser chciał też przede wszystkim skłonić nas do zadania pytania: Czy będziemy nadal słuchać innych, czy uwolnimy się z klatki zbudowanej z oczu innych osób?

On sobie odpowiedział, iż warto z tego więzienia uciec. Choć było mu bardzo ciężko się przełamać. Nagrał jednak ten krążek. Przy okazji odpowiedział sobie na najważniejsze pytanie, które zawarłem w nagłówku. Tak, stworzenie tego materiału miało sens.

„Sam zbudowałem tę klatkę naprędce/Wszedłem do środka i zamknąłem właz/Czułem, że jestem w niebezpieczeństwie/Że muszę odgrodzić świat/Gdy widziałem was, zawsze paraliżował mnie strach”

Lasy the Loser – „Klatka”

Ten album nie jest jakimś wielkim dziełem. Produkcje są bardzo proste, wręcz płytkie, przez co nie otrzymujemy żadnych fajerwerków, które by nas wyrwały z butów. Flow jest bardzo jednostajne i może nużyć. Lirycznie czasami jest bardzo typowo. Natomiast bije z tego krążka wielka czułość połączona z masą aluzji i metafor pogłębiającymi poetycki klimat, czy opisami sytuacji, z którymi każdy z nas może się utożsamić. To w połączeniu z bardzo przyjemnym śpiewem uderza w serce. To właśnie podbiło słuchaczy interesujących się rapowym podziemiem.

Jednak najważniejszy powód, dla którego warto według mnie, było stworzyć tę płytę, jest przełamanie się współpracownika SBM Labelu w kontekście swojej własnej kariery oraz chęć dalszego rozwoju wynikającego z pozytywnego odbioru tego materiału. I ten progress przyszedł na tegorocznym krążku, który już jest według mnie prawdziwą petardą.

Loser to znaczy wygrany

Najnowszy album pracownika NOBOCOTO STUDIO nosi nazwę „Loser”. Jego premiera miała miejsce 5 lutego 2021 roku. I zrobił furorę na wszelkich fanpage’ach rapowych. Tak właśnie go poznałem. I nie żałuję, ponieważ ten materiał zrobił na mnie równie piorunujące wrażenie, co na wielu osobach piszących na portalach społecznościowych o rapie.

Lazy The Loser Loser okładka

Poprawa pod każdym względem

Na tym krążku widać, że Lazy The Loser popracował w studiu nad tymi wadami w swojej twórczości, które opisałem wyżej przy okazji jego debiutanckiego projektu.

Produkcje są tutaj o wiele bardziej dopracowane i nie lecą już tylko w jednym tempie. Przede wszystkim są różnorodniejsze. Artysta z Warszawy postawił już nie tylko na R&B (właściwie pojawia się tylko tutaj jedna tego typu produkcja w kawałku „Król Bólu”, która jest zupełnie inna od tych na „Pytaniach bez Odpowiedzi”, ponieważ została stworzona w tropikalnym stylu znakomicie kontrastującym z bardzo emocjonalną treścią; jest to według mnie najlepszy utwór na płycie). Znajdziemy tutaj również futurystyczne 808, gitarowe ballady, a jeden beat skomponowany do numeru „Nic na zawsze” ociera się o muzykę country (w tym kawałku twórca „Losera” dał największy popis wokalny w swojej karierze).

„Król bólu to ja, gorącą świecę mam zamiast berła/Siedzę na tronie ze szkła, ona mnie głaszcze i wciska nóż w żebra/Wosk kapie na moje dłonie, ona szepcze, że z nami koniec/Krew płynie po brodzie, król bólu to ja”

Lazy The Loser – Król Bólu

Inspiracja Gedzem

Przywołując już wokal do tablicy, to autor „Pytań bez Odpowiedzi” również poprawił swoje umiejętności śpiewu. Jest on bardziej energiczny, równie zmienny co wspomniane wyżej produkcje i urozmaicany efektami na wokalu podczas zwykłego śpiewu, czy to szeptu, czy krzyku (często dublowanego w tle). To sprawia, że słucha się tej płyty zdecydowanie przyjemniej oraz wywołuje ona o wiele większe, bardziej zmienne i skrajniejsze emocje niż „Pytania bez Odpowiedzi”.

W kontekście efektów, połączonych z futurystycznymi, lekko psychodelicznymi trapami, przypomina Gedza. Nie tylko zresztą ja to zauważyłem. Niemniej według mnie jest to bardzo udana inspiracja, a nie żadna kopia, która pokazuje, że Lazy The Loser świetnie, jak ojciec chrzestny polskiego newschool’u, czuje muzykę (co zresztą opisałem już we wcześniejszych akapitach). Poza tym jest bardziej emocjonalnym, częściej używającym śpiewu artystą niż szef NNJL.

Jeszcze bardziej otwarty niż na pierwszej płycie

Warstwa liryczna tego albumu jest bardzo podobnie wyważona, co na debiutanckim materiale artysty z Warszawy. Raz dostajemy tutaj proste, dosadne wersy, a raz linijki ubrane w przeróżne metafory, porównania czy aluzje do danych sytuacji.

Mam wrażenie, iż otrzymujemy na Loserze mocniejszą treść w porównaniu do „Pytań bez odpowiedzi”. Artysta bardziej skupia się na sobie, swojej przeszłości (nieudane kariery zawodowe, upodabnianie się do ojca) i depresji (mocne opisy tego, co się dzieje w jego głowie) niż na relacji on – świat. Jest o wiele mroczniej, wręcz czasami horrorowo. Sam twórca kojarzy mi się tutaj z panem jakiegoś opuszczonego pałacu, grającym na fortepianie, którego dźwięki odbijają się po całej jego powierzchni, jakby chciał napełnić go życiem. Każde dotknięcie klawisza to kropla bólu wylewana na beton i wsiąkająca w lodowatą posadzkę. Niestety jednocześnie autor rozumie, że jego osoba i zamek to właściwie jedno. W konsekwencji ten ból wraca do niego. Musi się więc nauczyć w mieszkać w swojej posiadłości. Oraz wyremontować wiele rzeczy w nim na czele z oświetleniem.

Ta treść połączona z eksperymentami wokalnymi sprawia, że kompletnie nie odczuwamy, nie wiadomo, jakiego smutku, choć otrzymujemy masę szczerych, jak u Bonsona, wyznań.

„Wokół mnie ściana zaprzeczeń/Nie chciałem żadnych wyrzeczeń/Patrzę na słońca zaćmienie/Przełykam benzynę, by zgasić pragnienie”

Lasy The Loser – „Loser”

Goście sekundują gospodarzowi

Artyście z Warszawy wtórują w tych szczerych wyznaniach goście. Olszakumpel dał zwrotkę życia na tym albumie i znakomicie swoim mocnym, agresywnym flow skontrastował się do śpiewu gospodarza. Niestety reszta, choć tekstowo była dopasowana do Lazy’ego, to pod względem formy zawiodła. Akimbo zabrzmiał w pierwszej części swojej jak prawilny, trueschool’owy raper i jego flow było mega sztywne. Dopiero potem lepiej popłynął, co zmyło pierwsze złe wrażenie. DEPS nie po raz pierwszy brzmi na kawałku z członkiem ekipy NOBOCOTO STUDIO jak gorsza wersja Bedoesa. Z kolei Bryan zbyt mocno zlał się z gospodarzem pod względem śpiewu, przez co jego gościnka właściwie nie była potrzebna, gdyż niczego nie urozmaicił na tracku według mnie.

Podsumowując, to właśnie gościnne występy (z wyjątkiem Olszy), razem z czasami jeszcze zbyt prostą typową treścią, oraz w niektórych momentach przesadzonymi efektami (zbyt mocny wokal kujący w uszy bądź niezrozumiałe mamrotanie) mogę uznać za wady tego albumu.

Czy Lazy The Loser dołączy do SBM Label jako muzyk?

Mam nadzieję, ponieważ brakuje takiego artysty o takim stylu w wytwórni Solara i Białasa. Oczywiście, są tam bracia Kacperczyk, którzy świetnie poruszają się jak twórca „Pytań bez Odpowiedzi” po różnych gatunkach i stosują w swojej twórczości masę śpiewu. Natomiast tworzą oni wiele cieplejszą, grzeczniejszą, stonowaną muzykę niż Lazy. Z kolei tak agresywnego, szczerego autora poruszającego się po takich brzmieniowych sferach w SBM Label nie ma. Wiadomo, że Bedoes, Białas bądź White są również bardzo otwarci w swoich numerach. Oni jednak idą bardziej w trapowe bangery.

Co musi zrobić Lazy, by stać się jeszcze lepszym artystą i mieć jakąś szansę na kontrakt? Myślę, że musi mimo wszystko bardziej otworzyć się na rap. Mam nadzieję, że jego następne kawałki zostaną stworzone też w tej stylistyce, a nie tylko będą ciągle oparte na śpiewie. No i ciągle szlifować lirykę by była jeszcze lepiej poskładana i tej typowości i prostoty było jak najmniej. No i cały czas rozwijać swoją największą broń, czyli wokal i efekty w nim zawarte.

Kękę w wieku 30 lat rozpoczął wielką karierę. Lazy The Loser ma dzisiaj 31 rocznikowo. Oczywiście, nie ma co porównywać liczb, jakie wytworzyły ich debiuty. Natomiast łączy ich podobna przeszłość. Może Lazy również skorzysta z szansy, jaką mu daje Solar, jak to było w przypadku Kękę i Sokoła? W konsekwencji może coś się przestawi, coś zagra, coś się po domyka i o Lazym będzie głośno na głównym kanale SBM Label.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*