Przepiękne zwieńczenie tułaczki! | BOKUN – “Pilliada” [RECENZJA]

Jeden z pierwszych znanych twórców europejskich – Homer – kojarzony jest głównie z jego dwoma największymi dziełami. “Illiada” opisuje kilkadziesiąt dni z ostatniego roku wojny trojańskiej. “Odyseja” to m. in. zapis wieloletniej tułaczki Odyseusza w powrocie z tejże wojny na rodzinną Itakę. W przypadku Pawła Bokuna jest zupełnie odwrotnie – najpierw była długa wędrówka, a “Pilliada” jest końcowym celem, a przynajmniej najważniejszym dotychczasowym przystankiem.

Bokun pilliada okładka

Jak u Homera, tylko że odwrotnie

Paweł Bokun tak już przemykał przez dobre parę lat, prosząc – tak jak w singlu “Coś” – o zauważenie, choćby nawet oplucie. Rzeczywiście, historia muzyczna tego chłopaka miała swoje wzloty i upadki. Ostatnio bliżej mu było do tych drugich, głównie pod względem rozpoznawalności, rozgłosu. A przecież jest w końcu uczestnikiem pamiętnej, piątej edycji Młodych Wilków Popkillera! Wrócił w zeszłym roku ze świetnym albumem “Paranoja“, co pozwoliło mu pokazać się nowym słuchaczom i przypomnieć starym. Tego albumu możemy w całości posłuchać na kanale QueQuality, co na pewno trochę mu pomogło, ale wrzucone tam kawałki nie przekraczają nawet 30 tysięcy wyświetleń. To obrazuje też taką tułaczkę jakiej Paweł w swojej muzycznej karierze doświadczył. Długo szukał swojego miejsca na scenie, długo szukał też swojego stylu, mieszając wiele różnych pomysłów i inspiracji.

I tutaj dochodzimy do “Pilliady“. Paweł znalazł chyba w końcu styl, w którym najlepiej się odnajduje. Trafił do Asfalt Records, czyli wytwórni, która choć ma braki w promocji swoich wydawnictw, potrafi wynaleźć i zaprosić do siebie prawdziwe perełki. Ceni się też u nich alternatywne podejście do muzyki, nie tylko rapu.

Przede wszystkim, Paweł Bokun odnalazł w końcu siebie i w efekcie dostaliśmy bardzo dobrą, spójną, dopracowaną płytę!

Love is in the… music

Od pierwszych dźwięków tego albumu poczułem, że to będzie coś pięknego. Coś takiego, co trafi idealnie w moje gusta. Czasem tak jest, że specyficzny vibe bije od płyty na kilometry i wystarczy kilka dźwięków by go wyczuć i dać mu się porwać – tak jest właśnie tutaj. Gdy odpaliłem “Zabrać“, czyli numer 1 na trackliście i usłyszałem to pianinko – zakochałem się od pierwszego odsłuchu.

Lubiłem mówić o Pawle, że eksperymentuje. Mam wrażenie, że porzucił już te eksperymenty. Zamiast tego wlatuje dokładnie w takie muzyczne rejony, w których jest pewien, że świetnie wypadnie i wyjdzie z tego coś dobrego. I wyszło!

Od zawsze, w muzyce Bokuna sporo było soulu czy funku, które płynnie mieszał z rapem i spinał domieszką elektroniki. Na “Pilliadzie” tej elektroniki jest jednak niewiele – najwięcej w pierwszym udostępnionym singlu, czyli “Coś“. Usunięcie się w cień elektronicznych brzmień robi jednak miejsce na więcej wrażliwości, więcej spokojnego “bujania” i więcej… miłości.

“Coś” jest też największą manifestacją Bokuna w kontekście jego pozycji na scenie. Próbuje odpowiedzieć na pytania takie jak: “Co zrobiłem, a czego nie zrobiłem, że potraciłem sluchaczy?”, “Czego mi jeszcze brakuje?”. Szczerość w świetnym tekście położona na hipnotyzującym podkładzie – cudowny utwór.

Paweł Bokun – traper roku?

Oj nie. I to zaprzeczenie bynajmniej nie ma wskazywać na umniejszanie jakości jego muzyki. Paweł odcina się muzycznie od tej memicznej rymowanki. Nie robi trapu, w żadnym stopniu.

Trudno jest do czegoś porównać “Pilliadę“, ale wieloma momentami przypomina mi np. “Nie będę tańczył“, czyli wydany w zeszłym roku album od duetu Jan Serce. Warto zaznaczyć, że to także jest wydawnictwo Asfaltu. Bokun zgrabnie łączy brzmienia nadające się do radiowych rozgłośni (nie jest to żadna krytyka) ze stricte rapowymi elementami. Przeplata świetne, nie zawsze czysto hip-hopowe, podkłady z dobrą technicznie nawijką, zgrabnymi rymami, kilkoma wersami-perełkami w tekstach.

Te ostatnie najwyraźniej wybrzmiewają w utworach “Zero”, “Nie pożyczaj”, “Coś” czy “Tylko”. Ten ostatni jest chyba moim faworytem z płyty. W kilku cudownych linijkach, Paweł opisuje swoją miłość do drugiej połówki. Z kilkoma banałami, ale przyćmionymi przez bujający vibe i resztę tekstu – bardziej błyskotliwą.

Chociaż nazwałem utwory z poprzedniego akapitu najbardziej rapowymi, to nie znaczy, że nie słychać w nich śpiewanych partii, spajających całość, chociaż bardziej pasujących do soulowo-funkowych brzmień. Paweł zgrabnie przeskakuje między różnymi typami flow, przełamując tym monotonię i dodając dozę wyjątkowości.

“Nie ma bardziej niekompetentnej pary rodziców – znaczy przyszłych – znaczy chciałbym”

Paweł Bokun – “Tylko

Spójność a monotonia

Największą wadą tej płyty jest z pewnością pewna powtarzalność. Nie celowałbym raczej w słowo “monotonia”, ale niektórzy mogą tak to odbierać. Poszczególne utwory mogą się czasem zlewać i trudno odtworzyć z głowy te mniej wyróżniające się. Jest to częste zjawisko, prawdopodobnie wynikające z przesytu nowej muzyki, jakiego obecnie doświadczamy. Kiedy słucham “Pilliady“, każdy kawałek trafia w moje gusta i każdy brzmi inaczej, ale jeśli miałbym zanucić melodię “Listu” czy “Przerwy” – miałbym pewien problem.

Z drugiej strony, rozmawiamy przecież o albumie, nie o pojedynczych kawałkach. Mówiąc o całości, zaznaczyć trzeba spójność, przyjemny odsłuch płyty jako płyty, co nie jest oczywiste w aktualnym obrazie funkcjonowania branży.

Wyprodukowane przez Bokun®

A skąd ta spójność i dopracowanie? Zapewne stąd, że ta płyta to niemal w całości projekt Bokuna. Wyprodukował wszystkie podkłady i sam pod nie zaśpiewał i zarapował. Warstwa muzyczna stoi na naprawdę wysokim poziomie. Nie ma tu żadnych wybitnych kompozytorskich popisów, ale wszystkie brzmienia są na swoich miejscach i spełniają idealnie swoją rolę – bujają, koją, ocieplają, stanowią elastyczne tło dla wokalnych zabaw artysty. Nie są to oczywiście podkłady typowo hip-hopowe, ale o tym już pisałem wcześniej. Ważną cegiełkę na pewno przyłożył ENZU, który odpowiadał za mix i mastering płyty.

“Słowa dzielą nas już dzisiaj, tak jak pieniądz po rodzicach”

Bokun – “Zero”

Skutki uboczne: podnosi wrażliwość

Tworząc “Pilliadę” na każdym z jej etapów czułem się jakbym poznawał muzykę na nowo” – tak Bokun mówił o tej płycie i czuję, że mówił to szczerze. Ten cytat wyjąłem z opisu znajdującego się na stronie Asfaltu. Paweł pisze też tam o swojej, “prawdziwej”, interpretacji tytułu, na którym oparłem metaforę ze wstępu, trochę naciągając jego znaczenie. Wpadajcie na stronę Asfalt Shopu, poczytajcie trochę i nie zapomnijcie kliknąć “Dodaj do koszyka”! Naprawdę warto, a Paweł naprawdę na to zasłużył.

Mateusz Trojnar


Zamów album tutaj!
Sprawdź inne nasze recenzje!
Sprawdź inne teksty tego autora!

Posłuchaj “Pilliady”:

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*