To coś więcej niż tylko luźne historie… | Krulig – „Ballady o kurde życiu, część pierwsza albo ostatnia” [Recenzja]

Ballady o kurde życiu, część pierwsza albo ostatnia

O Kruligu pisałem już w ramach serii FollowUnderground. W tamtym artykule podkreślałem to, że reprezentant ekipy Najba Mjusik jest przede wszystkim dobrym kolegą z sąsiedztwa, który wyróżnia się w rapowym podziemiu leniwym flow, chillout’owym vibe’em, zwyczajnym podejściem do życia oraz tym, że swoje numery nazywa balladami. W końcu postanowił on zebrać te ballady w jedną całość. Z tego tytułu Krulig zaserwował nam krążek „Ballady o kurde życiu, część pierwsza albo ostatnia”.

Dzięki temu ruchowi nie tylko ucieszył swoich fanów (w tym mnie). Otworzył mi, jako piszącemu o rapie, nową perspektywę na wspomniane ballady. To, czego nie dostrzegałem, słuchając tych utworów jako luźnych singli w dotychczasowej przygodzie z Kruligiem (słucham i wspieram go już od ponad roku), wyszło na wierzch wraz z odsłuchem całości materiału.

Część pewnie z tego, co tutaj napiszę, pokryje się już z tym, co zawarłem już w poprzednim artykule o raperze z podziemia. Część będzie nowymi wnioskami. Mam nadzieję, że wam się spodoba to, co tutaj napiszę. Zapraszam was zatem do przeczytania recenzji krążka Kruliga pt. „Ballady o kurde życiu, część pierwsza albo ostatnia”. Mam nadzieję, że dacie się porwać opowieściom artysty współpracującego ze Kstykiem. Ja to uczyniłem.

Krulig Ballady kurde o życiu część pierwsza albo ostatnia okładka

Klasa średnia synu…

Słuchając dotychczas wszystkich ballad jako luźnych singli, myślałem sobie: ot, napisane z pomysłem, zwykłe historie z życia z ciekawymi morałami. I one rzeczywiście takie są. Są zobrazowane w sposób intrygujący (ten aspekt jeszcze rozszerzę), słucha się ich z przyjemnością i możemy się z nimi utożsamić. Właśnie… Tożsamość jest tutaj słowem klucz!

Gdy przesłuchałem po raz pierwszy płytę Kruliga „Ballady o kurde życiu, część pierwsza albo ostatnia” to od razu skojarzyła mi się z nią płyta Łaga pt. Aleksander Średni, którą również miałem okazję recenzować. Dlaczego? Otóż tu i tu mamy do czynienia z opisem typowej polskiej klasy średniej. O ile jednak Łagu zdecydowanie idzie w stronę jej krytyki poprzez karykaturalność, tak Krulig po prostu ją opisuje. Ani w sposób pozytywny, ani negatywny. Reprezentant Najba Mjusik na swoim projekcie nie ukrywa, że jest człowiekiem należącym do niej. I przedstawia właśnie swoje życie w takim, a nie innym środowisku. Nie wstydzi się tego. Nie ukrywa, iż jest bogaty albo, że jest z bloków i miał ciężkie życie.

Według mnie to bardzo pozytywnie wpływa na krążek, bo bije od niego autentyczność. A że dodatkowo flow Kruliga jest apatyczne (tzn. bez większych emocji czy agresji), to tym bardziej zarysowuje nam się tutaj obraz polskiej klasy średniej. I to jest świeże. Tak jak w przypadku Maty i jego pochodzenia z bogatej rodziny. Zresztą porównywałem Kruliga do niego w ramach szeroko rozumianej „ziomalskości”.

Nietypowa tematyka wyróżnia „Ballady o kurde życiu […]”

I właśnie czas na kolejną perspektywę, którą osiągnąłem dzięki temu, że Krulig wydał krążek „Ballady o kurde życiu, część pierwsza albo ostatnia”. Mata na swoim albumie „100 dni do matury” mógł sobie nawinąć inaczej niż reszta, bo był z innego środowiska niż prawie wszyscy raperzy na naszej scenie. Raper z podziemia robi tutaj to samo. Dlaczego? Bo ma inną perspektywę, gdyż jak wspominałem, nie ukrywa on, iż pochodzi z klasy średniej. A ja dzięki temu podłapałem kontekst. Teraz jeszcze bardziej rozumiem to, co ma nam, słuchaczom, do przekazania ma reprezentant ekipy Najba Mjusik.

Słyszeliście kiedykolwiek, by raper nawijał o kobiecych kosmetykach? Nie, ja też nie. Krulig to robi właśnie w utworze „Ballada o włosingu”. Ot, typowy dzień przeciętnego mężczyzny ze swoją kobietą. Spacer do Rossmanaa i godzinne zakupy, ponieważ kobieta niezdecydowana… To właśnie dzięki Kruligowi dowiedziałem się o istnieniu takich składników jak „humektant” i „emolient”. Krulig bawi i uczy! Nie tylko tutaj (o czym jeszcze opowiem). W każdym razie taka tematyka jest naprawdę świeżą i świetną sprawą. Niewielu raperów miałoby odwagę napisać o czymś takim, bo wiecie… (tutaj wpiszcie sobie cechy polskich raperów).

„I pytam: hej, a po co odżywka jest?’/A to zależy czy to humektant, czy emolient/Nie chcę wracać na chemię do szkoły/A czuję do Ciebie chemię myszko i powiedz, że nie szkodzi”

Krulig – „Ballada o włosingu”

Praca programisty może być ciekawa!

Tę świeżość w tematyce widać także m.in. w „Balladzie o byciu programistą i raperem”. Tam otrzymujemy z kolei smaczki dotyczące bycia programistą i pracy w korporacji. Siedzenie nad komputerowym problemem mimo panującego weekendu, bo klient nasz pan. Mylenie programisty z hackerem czy serwisantem RTV (w kontekście naprawy drukarek). Podryw na reinstall Windowsa. No i oczywiście pogarda pracowników korpo względem jakiegoś tam rapera. Naprawdę tego cudownie się słucha w czasach współczesnego rapu opartego jedynie na nudnej bragdze bądź wyczerpanym do granic możliwości emo-smutku. Krulig, dziękuję ci za to!

Powtarzam jeszcze raz…

To, co najpiękniej bije z tej płyty to właśnie możliwość utożsamienia się z nią. Jest to tak normalna płyta… Krulig jako przedstawiciel klasy średniej nie owija w bawełnę: chce on więcej pieniędzy. Po prostu. Poza tym opowiada o wyniszczającej presji, o ambicjach, o przebijaniu się przez kolejne szczeble w korporacji, o typowej nocy na melanżu w Krakowie (jako że jestem jak Krulig z Małopolski, to wiem, jak to na Szewskiej wygląda), o wyjeździe do wielkiego miasta i związanej z tym samotności. Tak, to typowe tematy. Krulig jednak, dzięki swojemu stylowi nawijania, vibe’owi i (o czym będzie za moment) tworzeniu przemyślanych historii na podstawie tychże motywów, sprawia, że coś normalnego zamienia się w coś, czego słucha się z wielką przyjemnością.

Dodatkowo raz za czas uda mu się rzucić jakąś ogólną tezę, która naprawdę się wbija w głowę zwykłemu słuchaczowi rapu z Polski i daje do myślenia. Sprawia, że nie czujemy się samotni w naszej średniości.

„W oczach ludzi jest strach, jeśli jesteś jak ja/Ambicja żre cię i zamienia się w strach/W oczach naszych jest blask, jeśli jesteś jak ja/Ambicja da ci żreć i zmienisz ją w hajs”

Krulig – „Ballada o karierze”

Z kolei jedyny raz, kiedy Krulig bierze na warsztat klasę średnią, ma miejsce w utworze „Ballada o podatkach”. W nim dość głęboko i krytycznie opisuje zależności pomiędzy zwykłymi obywateli Polski w kontekście właśnie pieniędzy.

„Ballady o kurde życiu […]” to świetne storytellingi

Powracając do nietypowej tematyki, nie można nie było wspomnieć o tym, że Krulig ma właśnie łatwość do tworzenia ciekawych opowieści na pozornie dość proste i banalne tematy. Świadczy o tym wspomniana „Ballada o włosingu”, ale nie tylko ona dowodzi o kreatywnym piórze rapera z podziemia.

Krulig zamienił zwykły wyjazd nad morze w „Balladzie o netflixie nad morzem” w pełną dramatycznych zwrotów akcji, w wyniku absurdalnych gestów, opowieść. Napięcie czuć tutaj od początku do końca. Z kolei „Ballada o starej Nokii” cudownie miesza nostalgię do dawnych „cegieł” ze współczesnymi wątkami i pokazuje, jak przypadek może komuś zniszczyć życie (oczywiście, jeśli ktoś postąpi inaczej niż narrator w tej opowieści).

Krulig bawi i uczy!

Już w artykule bezpośrednio dotyczącym samej postaci Kruliga podkreślałem znaczenie puent/morałów w jego balladach. Stanowią kontrast dla pozostałej treści w danych utworach, dzięki czemu urozmaicają sam klimat numerów. Są one zazwyczaj nietypowo poskładane. Nie otrzymujemy typowych, lakonicznych frazesów, które na co dzień słyszymy wszędzie. To jest super, bo ma większą siłę rażenia. Dodatkowo w kontekście wspomnianej już świeżości, wynikającej z przynależności zawodowo-społecznej artysty, jeszcze bardziej te morały wybrzmiewają i nadają sensu całemu zbiorowi ballad.

Który raper w Polsce w swoim utworze przemycił instrukcję zabezpieczania swoich kont? Jaki raper w Polsce uświadamia, że każdy ślad w internecie może zostać wykorzystany przez innych? No właśnie Krulig! I po raz kolejny mamy tu do czynienia ze świeżością liryczną i możliwością utożsamienia się z tym, o czym twórca nawija. W końcu pewnie wiele osób będących przeciętnymi użytkownikami np. mediów społecznościowych miało podobne doświadczenia do tych, jakie są przedstawione w kawałkach reprezentanta Najba Mjusik. Klasa średnia synu!

„Jak nie możesz zapamiętać użyj menedżera haseł
Wpisz to sobie w google i poczytaj, bo to warte

[…]

A na fejsie znajdź menu po prawej
Kliknij tam dwuskładnikowe uwierzytelnianie” […]

Krulig – „Ballada o zhackowanym koncie”

Krulig także oryginalnie, a dodatkowo z dystansem, wręcz swojsko podchodzi do każdego intra swoich numerów. Używa języka potocznego, popełnia kalki językowe, przestawia słowa… Dzięki temu czujemy właśnie tę jego „ziomalskość”. Możemy wyobrazić sobie nas samych rozmawiających na klatce z najlepszych ziomeczkiem bądź piszących na fejsie bez żadnych ograniczeń językowych. Te zaproszenia do utworów są tak świetne, że je przyjmujemy bez wahania. Zabawa językiem – to jest to!

Pomysły na utwory, jakie wprowadził Krulig na płycie „Ballady o kurde życiu […]” są świetne, ale reszta…

I tu się zaczynają schody. Nie ukrywam, że inne aspekty tej płyty nie są tak samo bardzo dobre, jak wspomniana liryka. Choć zdarzyły się i na tym polu pewne niedociągnięcia. Są one natury czysto humanistycznej. Po prostu uważam, jako człowiek, który kocha czytać i który wie dużo o tworzeniu tekstów literackich, że twórca mógł lepiej ugryźć tematy w dwóch numerach. Chodzi o „Balladę o przemijaniu” i „Balladę o czasie”. No cóż… Widać, że aspekty związane z czasem Kruligowi nie leżą. Wybaczam mu to, bo reszta historii na tym albumie jest świetna!

Warsztat czysto rapowy do poprawy

Zacznę od flow. Tutaj nic się nie zmieniło. Krulig porusza się jednostajnie swoim głosem po każdej balladzie, co może nużyć. Gdy już spróbował coś pokombinować („Ballada o czasie”), to niestety beat okazał się zbyt wymagający. Tak, tak, za chwilę ktoś powie, że dopiero co chwaliłem ten styl rapowania… Oczywiście, w kontekście samych historii rozpatrywanych z osobna. Natomiast, jeśli popatrzymy na samą technikę, jak i połączymy wszystkie numery to cóż… Tutaj jeszcze trzeba nad tym popracować. Zwłaszcza, iż już wspomniałem, że nie czujemy w głosie Kruliga żadnych emocji. I znowu… To może być zaleta, patrząc na kontekst klasy średniej. I może być wadą, kiedy ta apatia przewija się przez całość. Na szczęście goście, czyli Smutny i Kowalczyk wprowadzają tę potrzebną muzykalność i emocje.

Dalej mamy beaty. Nie jest to również coś, co by mnie zachwyciło. Produkcje na tym krążku są bardzo proste. Czasami wręcz generyczne. Jednostajne pod kątem bębnów tworzących ich szkielet. Wtyczki w tle też są często podobne do siebie. Najczęściej mamy tutaj do czynienia z klimatycznymi synthami. Oczywiście, produkcje sprawiają, że bujamy się do tych historii. Pełnią one jednak tylko rolę tła. Z jednej strony to zaleta, bo skupiamy się bardziej na opowieści i wczuwamy w klimat dzięki oprawie muzycznej. Natomiast z drugiej… Znowu. Może nużyć. Jedyna produkcja, jaka przykuła tu moją uwagę to ta z „Ballady o włosingu”. Czuć w niej klimat Micka Jenkinsa, którego uwielbiam. Ten beat został naprawdę dopracowany w porównaniu do reszty produkcji.

Na koniec konstrukcje wersów. O ile Krulig bardzo skutecznie, choć prosto żongluje słowem i popycha dzięki temu swoje historie do przodu, o tyle same rymy są właśnie… Również proste. Krulig jest jednak tego świadomy i podkreśla to w „Balladzie o Podatkach”. Tak więc możliwe, że był to celowy zabieg. Niemniej warto i w tym aspekcie popracować na następnych projektach.

Część pierwsza czy ostatnia?

Oczywiście, że to część pierwsza. I czekam na kolejne rozdziały ballad, w których będzie widać dalszy progress tego twórcy! Krulig i „Ballady o kurde życiu […]” koniec końców bronią się zdecydowanie pomysłem i klimatem. Swoboda, naturalność, odwaga… To wszystko cechuje rapera z podziemia. Aspekty czysto warsztatowe są mankamentem, ale to da się poprawić! W końcu nie każdy raper na początku był mistrzem w tej dziedzinie.

Krulig ma oryginalny pomysł na siebie i widać, że wkłada w to całe serce poprzez zapieprzanie w korporacji. To nie jest zarabianie hajsu dla hajsu tylko inwestowanie w siebie. Wystarczy spojrzeć na profesjonalne podejście do promocji albumu (jak np. rapowanie na prośbę w walentynki), wydanie (cudowna okładka!), czy niespodzianki dla fanów (Najba Coin, który jest kuponem i który ma stać się autorską kryptowalutą rapera; kolejny smaczek w kontekście Kruliga jako programisty). Wszystko po to, aby wyrwać się z klasy średniej! „Ballady o kurde życiu […]” są dobrym startem na przyszłość!

Ballady o kurde życiu, część pierwsza albo ostatnia

Krulig – „Ballady o kurde życiu, część pierwsza albo ostatnia”

Ocena recenzenta:

7/10


Chcesz być na bieżąco z naszymi wpisami? Kliknij dzwoneczek po lewej stronie!

Inne artykuły o rapowym podziemiu:

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*