Malujemy dźwiękiem obraz | LOWPASS – „LOWPASS” [Recenzja]

Lowpass Lowpass okładka

Rok 2021 rozpieszcza nas pod względem staro-szkolnych, ale jednocześnie ubranych (choć nie zawsze) w nowoczesną formę, brzmień. Dostaliśmy już w ciągu ostatnich czterech miesięcy m.in.:

  • „Wschód słońca” Karwana, aspirujący do bycia sztandarowym przykładem neotrueschoolu w polskim rapie
  • Debiutancki album „IS.OK” Kosiego, przesiąknięty cyber-punkowym klimatem brudnej do szpiku kości Warszawy
  • „Do wesela się zagoi” Grubego Mielzky’ego, na którym to krążku reprezentant ekipy 2020 zamieścił opowieści do wódki i historie do tańca, a my albo płaczemy nad tymi pierwszymi, albo nasza nóżka sama nam chodzi do baunsów mielona w kontekście tych drugich.
  • „Namazane” Kuby Knapa, będące kolejnym, pięknie ubranym pod względem formy i przemyśleń, rozdziałem z życia reprezentanta Ekipy WCK

Do grona artystów, przypominających, jak bardzo brakuje mnie (i myślę, że nie nie tylko) porządnych, bujających, wręcz krwistych bębnów (choć ten projekt nie tylko to oferuje), dołącza ekipa LOWPASS. Oldscholowy geek, muzyczny nerd, liryczny freak – tak określają siebie członkowie tej ekipy. Pierwszy z nich to Miły ATZ. Drugi – Miroff. Trzeci – Marceli Bober. Dodajmy do tego jeszcze Wuje HZG, mającego równe zasługi w tworzeniu beatów na ten album, co producent, który stworzył m.in. „Zapach zimy i papierosów” Hodaka, a wyjdzie nam z tego całkowicie odstrzelona mieszanina.

Ten skład zna się jednak na swojej robocie. W konsekwencji otrzymaliśmy krążek, który zabiera nas w wysublimowaną podróż po świecie dźwięków dopełnionych mocno pandemicznym klimatem. Ten ostatni aspekt sprawia, że czujemy się lekko odrealnieni od rzeczywistości podczas odsłuchu tej płyty. Oto recenzja albumu „LOWPASS” grupy LOWPASS wydanego w barwach Def Jam Recordings Poland.

Lowpass Lowpass okładka

„Lowpass”, czyli konceptualny mix luzu

Krążek „LOWPASS” grupy LOWPASS miał swoją premierę 8 kwietnia 2021 roku. Zawiera 12 utworów. Są one utrzymane, w powiedziałbym, dość freestyle’owej konwencji. Nie w kontekście budowania linijek, żeby była tutaj jasność. Chodzi mi o aurę, jaką wywołuje ten album zarówno pod względem liryki, jak i produkcji. Wystarczy sobie przypomnieć fake’owy album Queby zapowiadający właściwy krążek „Romantic Psycho”. Ludzie wtedy po prostu wkurwili się na tę płytę, nie rozumiejąc totalnie jej przekazu. Ja oczywiście się przy niej ubawiłem i nie brałem jej nie wiadomo jak na poważnie. Poczułem natomiast pozytywną nostalgię za czasami, kiedy to rapem rządziły składy, a w studiu panował jeden wielki melanż połączony z freestyle’em osób przebywających razem w pomieszczeniu.

Lowpass Miły ATZ Marceli Bober Wuja HZG Miroff
Źródło: https://www.instagram.com/l0wpass/

I album „LOWPASS” grupy LOWPASS jest właśnie utrzymany w takiej „konwencji”. Krążek ten przenosi nas, podczas jego odsłuchu, do studia, w którym cała czwórka artystów tworzyła muzykę na ten projekt. Nie znajdziemy jednak tutaj klimatu, który wywołują w naszych hip-hopowych serduszkach składy WCK, JWP czy Undadasea. To zupełnie inne środowisko. Choć równie luźne, równie oldschool’owe i równie mocno stawiające na vibe.

Wymienione przeze mnie grupy cechuje szczerość, otwartość, luz i bezpośredniość. A LOWPASS to tajemnicza towarzyskość, „luźna powaga”, kosmiczna, choć stąpająca mocno po ziemi aura, poetyckość przeplatana z realizmem i slow-vibe wywołujący bujający klimat. Jak to Miły ATZ nawinął o nas, słuchaczach, w refrenie numeru „Koncept” przedstawiającego styl całej grupy: „czujesz ten kontrast”. No właśnie. Grupa LOWPASS na albumie „LOWPASS” bazuje właśnie na tych sprzecznościach, które wymieniłem powyżej. I to jest bardzo ciekawe. I intrygujące.

„LOWPASS”, czyli pandemiczna domówka

Wspomniałem we wstępie, że płyta „LOWPASS” grupy LOWPASS przesiąka pandemicznym klimatem. We fragmencie powyżej określiłem, iż podczas odsłuchu tej płyty czujemy się tak, jakbyśmy wpadli do studia, gdzie muzycy tworzyli ten projekt. Jeśli to połączymy, a tak właśnie należy według mnie zrobić, otrzymamy (za pewnymi wyjątkami) muzyczne zapiski na temat życia podczas pandemii.

Zamknięci w próżni

Tu właśnie tkwi także różnica pomiędzy w znalezieniu się w studiu, gdzie nagrywają chłopaki z LOWPASSU, a tam, gdzie tworzą WCK, Unda, czy JWP. Pomieszczenie, do jakiego się teleportujemy podczas odsłuchu albumu „LOWPASS”, jest próżnią zamkniętą na świat. Jest tu ciemno i duszno. Tak bardzo, że czasami możemy przez ten klimat nawet zwariować. W końcu Marceli Bober nawija o tym „Synaptycznym bandzie”. Opisuje on skład LOWPASS jako „hermetyczne grono, pakowane próżniowo”. Z kolei Miły ATZ w wywiadzie udzielonym w audycji u Bartosza Boruciaka stwierdził, że na tym albumie bardziej dominuje ciemność niż coś, co ma nas odwieść od krajobrazu za oknem. Choć takich utworów również tu nie brakuje (o czym jeszcze napiszę). I ja i z jednym i z drugim z raperów się zgadzam. Jednak, co warto według mnie podkreślić, we wspólnym gronie muzycy są otwarci na niezliczone inspiracje i bodźce.

Kawałki o niemożności wytrzymania w domu i zalewaniu się wódką? Bardzo proszę. Numer o zażywaniu kwasu? Bardzo proszę. Utwory o ciągłych kłótniach ze współlokatorami w wyniku ciągłego siedzenia w ich towarzystwie z powodu m.in. trwającej pandemii? Bardzo proszę. Kawałki o tworzeniu muzyki, która odrywa od tego, co się dzieje na świecie? Bardzo proszę. Krążek „LOWPASS” grupy LOWPASS to pandemiczna domówka. I to nie tylko w kontekście imprezy. Również w kwestii przebywania przez bardzo długi czas w zamkniętej przestrzeni.

„Znowu zalewam się, ale biorę na chłodno/Każdą myśl od gwintu po dno/To nie jest maraton, ale wciąż nie widzę mety/Piję, bo lubię, a nie przez kobiety”

Miły ATZ – „Zostań w domu”

Miły ATZ i Marceli Bober jak bracia

Miły ATZ i Marceli Bober są częścią rapową projektu LOWPASS. Brną oni na płycie LOWPASS, jak wspomniałem już, przez rozmaite inspiracje i bodźce. I uzupełniają się tutaj bardzo dobrze. Widać, że ich znajomość, trwająca już dość długo, zazębiła się wystarczająco, aby obaj panowie rozumieli się bez zarzutów. Potwierdzają to zwłaszcza kawałki „Koncept” i „Synaptyczny band”. Otrzymujemy w nich linijki nawijane naprzemiennie, co wiersz/cztero-wersy. Są one niczym wtrącenia/komentarze do poprzedzających je wypowiedzi jednego albo drugiego z raperów. Pokazuje to, według mnie, że ci artyści jadą na tym samym wózku w kontekście ich podejścia do muzyki czy solowych karier.

Miły ATZ to ten, który nadaje charakteru i mocy temu krążkowi (z tego tytułu wziął na siebie odpowiedzialność za refreny). Z kolei Marceli Bober to ostoja pozornego spokoju, która potrafi nas przykuć do łóżka nie tylko z powodu chillu, jakim charakteryzuje się jego wokal, ale także emocjonalnością przemyśleń tego rapera.

Miły ATZ Marceli Bober Lowpass
Kadr z #hot16challenge2 Marcelego Bobera

Kolorowa mieszanina pomimo mocnych wrażeń

I ta dwójka, odpowiadająca za lirykę w zespole LOWPASS, swoim rapem, który za bardzo nie wychodzi z określonych ram, porusza się po najróżniejszych przestrzeniach stylistycznych. Z jednej strony wjeżdża nam totalny osiedlowy hardcore rap z Peją na „Pato stylu”, który buja niczym krążki poznańskiej legendy sprzed 15 lat. Jest to według mnie zdecydowanie jeden z najlepszych numerów, jakie powstały w tym roku. I na pewno najlepszy, jaki zawiera płyta „LOWPASS”. Słuchacze trueschool’u powinni zbadać ten utwór, by w końcu się przekonać, że młodzi raperzy potrafią jednak w wychwalany przez nich „prawdziwy hip-hop”.

„Gdzie byś nie był i tak wszędzie jest tak samo/Nic nie mówiono, nic nie widziano/Gdzie byś nie był, każdy chce pokonać bagno/W drodze po siano, zmuszeni mijać się z prawdą”

Marceli Bober – „Pato styl”

Z kolei z drugiej strony mamy do czynienia np. z chillowym „Wielkie Dzięki”, gdzie Otsochodzi mógł się poczuć tak, jak na swoich pierwszych projektach. „Patrz, jak tańczę” to już ta pozytywna strona walki z pandemią. A „Jesteś bydłem” to intelektualna wersja Miłego i Marcelego ukazujących życie w środkowo-wschodniej Europie.

Wszystko to jest podane w mieszających się sobą konwencjach, o czym wspomniałem już wcześniej. Jest na poważnie jak w przywołanym „Jesteś Bydłem”. I z humorem w „Zostań domu”. Jest poetycko i górnolotnie, a zaraz obok trywialnie i swojsko (te aspekty przeplatają się na przestrzeni wszystkich pojedynczych utworów). Panuje tutaj energia, przynosząca paradoksalnie spokój duszom słuchaczy (to wynika, jak wspomniałem, z różnorodności stylów ATZ-ta i Marcelego Bobera). Ta beztroska jest jednak pozorna, bo za chwilę obydwaj raperzy swoimi wersami nam ją burzą.

Emocje i humor zapisane w słowie

Właściwie to, co łączy oby dwóch raperów na płycie „LOWPASS”, to zabawa słowem. Widać, że są oni mimo wszystko artystami stawiającymi na przekaz (co zostało podkreślone przez samych zainteresowanych w przywołanym przeze mnie wywiadzie u Bartosza Boruciaka). Nawet jeśli czasami jest to jak w przypadku przede wszystkim Miłego ATZ, rap dla rapu.

I na tej płycie obydwaj panowie wyrażają się przede wszystkim poprzez słowo. Żeby ubrać wyrzucane przez siebie emocje w jeszcze lepszy sposób, postanowili oni „wodzić to słowo za nos”, jak nawinął Miły na „Koncepcie” (choć w nieco innym kontekście). To z kolei wzbudza naszą ciekawość. Intryguje. Oraz, a może przede wszystkim, dzięki zawartemu często w linijkach humorowi, otrzymujemy dawkę pozytywności. Przy okazji taki sposób wyrażania treści potwierdza też moją tezę o freestyle’owości/underground’owości tego projektu.

„Jestem na Ochocie, kiedy ona ma ochotę (kto?)/Niszczę wątrobę (mhm), miało być zdrowiej (co?)/Nie dbam o formę, seks tylko półtorej (wow)/Minuty, w dłonie skręcany dżojek (o wariacie)/Dawaj tu flachę, potrzebuję cytrynowej/Ups, pardon, inaczej – poproszę (dawaj, dawaj)”

Marceli Bober – „Zostań w domu”

Lowpass, czyli autostrada po dźwiękach…

Czas przedstawić drugą stronę tego projektu… Z całym szacunkiem dla raperów, których udział na tej płycie opisałem powyżej, ale album „LOWPASS” grupy LOWPASS przede wszystkim brzmieniem stoi. I jeśli w kategorii „producent roku” Popkillerów 2022 znajdą się Miroff i Wuja HZG, bez jakiegokolwiek zastanowienia oddam na nich głos.

Rzadko w polskim rapie zdarza się, by produkcjami rządziły detale. Zazwyczaj otrzymujemy bębny, wtyczkę i na tym koniec. A na Lowpassie to właśnie niegłówna linia melodyczna (opiera się ona głównie na futurystycznym lo-fi). To, co na drugim planie, robi tutaj największą robotę. To pokazuje, jak bardzo dopracowane są te produkcje. I jak profesjonalnie obaj producenci podeszli do aranżacji utworów. Bez Miroffa i Wuja beaty na tym krążku nie byłyby tak ciekawe.

Wystarczy sobie włączyć numer „Idę z prawdą” na 00:35, gdy wjeżdża gitarka całkowicie zmieniająca nastrój utworu. W kilku utworach zmiana tempa bębnów tworzy całkowicie inny klimat, a także powoduje, że inaczej odbieramy dane fragmenty kawałków. Rzadko w polskim rapie to występuje. Na Pato stylu gitara, która na zwrotkach jest tylko miłym dodatkiem, w refrenie staje się kwintesencją ostrości polskich bloków. No i końcówka „Synaptycznego Bandu” gdzie scratche są wymieszane z gamingowo-kosmicznym outre’em (zasługa Phunk’illa). Coś pięknego.

Właśnie, gitara. Wuja HZG wie dokładnie, kiedy i gdzie wjechać swoją gitarą bassową tak, żeby dorpwoadzić ucho do (przepraszam za określenie) orgazmu. Choćby na wspomnianym powyżej „Idę z prawdą”. Włączcie sobie moment utworu, który wam przytoczyłem. I podziwiajcie umiejętności Wuja.

I po gatunkach

Dzięki którym wszystkie oldschool’owe serduszka zalewa ciepło. Wspomniałem powyżej, że album głównie jest oparty na brzmieniach lo-fi z nutką astralności, co powoduje jednocześnie bujanie głową i surrealistyczny chill. To jednak tylko początek podróży po dość mocno balansującej muzyce. Nie możemy jej nazwać ani starą, ani nową szkołą. Jest ona gdzieś na granicy tych dwóch światów.

W „Zostań domu” na refrenie wjeżdża totalnie niewykorzystywany przez polskich raperów g-funk, dzięki któremu słońce zawitało przez moje okno odgradzające mnie od pandemicznej rzeczywistości. W „Wielkie dzięki” w tej samej partii numeru pojawia się trąbka jazzowa. „Patrz, jak tańczę” to disco-funk przypominający mi, jak bardzo zatęskniłem za koncertami. Z kolei „Ćmy” to barowy trip-hop z elementami nujazzu przywołujący w mojej pamięci własne przygody w katowickich lokalach na ulicy Mariackiej. No i na koniec mamy perłę w koronie, czyli brytyjskie inspiracje ATZ-ta (jungle/drumm and bass na „Cierpliwości” oraz kończący płytę 2-stepowy „Raj dla poetów”). O dziwo Marceli Bober również sobie poradził na U.K Soundzie. Nad tym wszystkim unosi się aura groove’u Undziarzy. Choć oczywiście szalejąca w bardziej mrocznej, ale nadal mimo wszystko ciepłej wersji.

Nieszablonowi goście

To chyba najbardziej pozytywnie zaskakujący aspekt, jaki przyniósł nam ten projekt. O ile na chłopaków z Undy (Olszak z Litostu i Dr Slalom) dało się w ciemno postawić, że się tu pojawią, tak reszta to już lekka niespodzianka. Zwłaszcza że niektóre połączenia gości na tym krążku są tym bardziej nieoczywiste.

Samo to, że już na takim etapie kariery Lowpassu jako zespołu, udało się chłopakom załatwić na debiutanckiej płycie występ Peji, budzi wielki szacunek. Paulina Przybysz pokazała, że gdyby była raperką, to grałaby pierwsze skrzypce w jej damskiej odmianie. Przebiła roztaczającym przez swoją zwrotkę vibe’em w numerze „Zostań w domu” reprezentanta Undy, a to nie jest łatwe. Dziarma może się przy niej chować, serio. Sobel, który jest określany bardziej jako wokalista, aniżeli raper wraz z Olszakiem na jednym numerze? Bardzo proszę. Pierwszy z nich hipnotyzuje swoim wokalem, który na ogół mi nie siada. Drugi z kolei pokazał pato styl w bardziej emocjonalno-nostalgicznym wydaniu niż hardcorowym jak Peja. Michał Szczygieł jeszcze bardziej rozruszał ciała słuchaczy w numerze „Patrz, jak tańczę”, a Otso w swoim dawnym stylu poleciał na slow-vibe’ie w kawałku „Wielkie dzięki”.

Muzyka przeważa nad liryką

No i tutaj właściwie przechodzimy do wad tej płyty. Historie opowiadane przez Marcelego i Miłego po prostu sobie płyną i właściwie giną przy tak dobrych produkcjach. Nie zapamiętujemy z nich wiele, nie przykuwają naszej uwagi nie wiadomo jak mocno. Nie są zbyt wielce ciekawe, nawet jeśli występują omawiane przeze mnie gry słowne. Na nich nie da się bazować przez całą historię. No, chyba że jest się Biszem albo Dwoma Sławami. Miły ATZ i Marceli to jednak jeszcze nie ten poziom.

Pół na pół

Mało jest momentów, przy których byśmy zatrzymali się i docenili kunszt pisarski obu panów. To są właściwie pojedyncze linijki, choć nierzadko zakrawające mocno o oczywistości. Reszta to luźne skojarzenia, które czasami przeobrażą się w zintensyfikowane doznania. I one wtedy uderzają w nas mocno. Marceli potrafi przedstawić ciekawą metaforę, a Miły uderzyć bezpośrednim wersem, zwłaszcza w kontekście relacji. Jednak, nim się obejrzymy, zdarza się moment, kiedy kompletnie zbaczają oni z toru wykreowanej przez siebie, przewodniej myśli (na szczęście takich przypadków nie jest bardzo dużo). Oczywiście wygląda to tak, a nie inaczej właśnie przez freestyle’owość/oldschool’owość/zajawkowość tego projektu. Dlatego też z drugiej strony nie ma na co aż tak bardzo narzekać. Zajawka kipi w obydwóch raperach bez dwóch zdań.

Poza tym bardzo się cieszę, że Miły ATZ robi na tej płycie coś więcej niż rap dla rapu, a Marceli nie odlatuje aż tak bardzo w swoich kosmicznych snach. Jest to bardzo miłe zaskoczenie, że Panowie odeszli od swoich rodzimych stylów na rzecz bardziej emocjonalnego przekazu z zachowaniem, w jakimś stopniu, swobody. W konsekwencji koniec końców, w kontekście wytworzenia specyficznego, ale jednocześnie luźnego klimatu, obu Panom udało się zgrać z warstwą produkcyjną tego albumu. Dzięki temu nawet, jeśli może nas nudzić warstwa liryczna, nie da się zarzucić obu raperom, że nie potrafią w vibe. Potrafią.

Jeszcze na koniec jedna kwestia. W wyniku braku prób ucieczki obu raperów od stylistyki swojej nawijki (Miły czasami pragnie zboczyć od nałożonej przez siebie drogi) niekiedy możemy także odczuwać znużenie. Nawet jeśli ciągle towarzyszy nam cudowna oldschool’owa aura. I tylko wyłącznie różnorodność produkcyjna, a także pokaźna liczba gości z różnych światów, jaka znalazła się na albumie „LOWPASS” grupy LOWPASS, sprawia, iż nie jest w tej kwestii gorzej.

Co dalej z zespołem LOWPASS?

W wywiadzie u Bartosza Boruciaka twórcy zapowiedzieli, że powstaną kolejne płyty. Według mnie jest to znakomita wiadomość. Dostaniemy kolejne świeże rzeczy, które urozmaicą tą nudną jak flaki z olejem scenę. Bo LOWPASS to świeżość. LOWPASS to nie rap. LOWPASS to muzyka. Muzyka w staro-szkolnym, dopasowanym do nowoczesności wydaniu. Co przy dzisiejszym nastawieniu na trap i elektronikę po prostu się wyróżnia. Mnogość inspiracji ekipy jest niesamowita. O warstwę produkcyjną nie musimy się bać.

To Miły ATZ i Marceli Bober muszą przede wszystkim wznieść się o wiele wyżej, aby następne krążki zespołu LOWPASS były równie słuchane z zaangażowaniem przez słuchaczy co ten pierwszy. Bo ten prymarny to był eksperyment, który miał za zadanie zyskać fanów.

I zyskał. Jest to udany, choć nie pozbawiony wad projekt. LOWPASS zwabił oldschool’owe serca, którym brakuje dzisiaj garażowego rapu. I nie mam tutaj na myśli U.K Garage. Choć pewnie w następnym odsłonach projektu LOWPASS produkcje w tym stylu nadal będą się pojawiać. Chodzi mi o tę chemię między członkami zespołu. O wspólną pracę opartą na luzie. O porozumienie, freestyle’owość i brud w pozytywnym tego słowa znaczeniu. LOWPASS to marka. Tak samo, jak JWP, WCK czy Undadasea.

LOWPASS – LOWPASS

Ocena recenzenta:

8/10


Chcesz być na bieżąco z naszymi wpisami? Kliknij dzwoneczek po lewej stronie!

Data premiery albumu Lowpass – 9 kwietnia 2021. Sprawdź w naszym Kalendarium Polskiego Rapu.

Nakład albumu „LOWPASS” został wyprzedany.

Inne artykuły o artystach Def Jam Recordings Poland:

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*