„Czuję, że życie ma smak, jak napierdala mi serce” | OsaKa – „Nindo” [Recenzja]

OsaKa Nindo okładka

Dla OsaKi rok 2021 jest bardzo pracowity i myślę, że również przełomowy, w kontekście jego kariery. Najpierw świetnie zaprezentował się słuchaczom na krążku „indamixtape” kolektywu indahouse, którego jest członkiem. Zaraz po premierze tej płyty OsaKa dołączył do QueQuality. Teraz czas na jego debiutancki album pt. Nindo w barwach wytwórni założonej przez Quebonafide.

Nie bez powodu opisałem jego sylwetkę w artykule o raperach, których warto śledzić w 2021 roku. OsaKa jest uparty, konsekwentny, nie boi się nikogo i niczego. Doskonale zna siebie i jest świadomy swoich umiejętności, jak i cech charakteru. Obecnie to jeden z tych artystów, których uważam za najbardziej autentycznych na scenie. Teraz na swoim debiutanckim albumie nowy reprezentant QueQuality pragnie nam opisać swoją drogę przebytą do miejsca, w którym się obecnie znajduje. Naznaczoną cierpieniem, lękiem i walką z samym sobą, ale i wsparciem, miłością oraz wiarą w siebie. Choć to typowy temat u polskich raperów, OsaKa na „Nindo” nawinął o nim tak, że w żaden sposób nie można określić mianem nudnego na tej płycie. Bo życie członka kolektywu indahouse nie jest nudne. I to widać i czuć na tym krążku.

Przed wami recenzja albumu „Nindo”, na którym OsaKa otwiera się przed nami jeszcze bardziej niż dotychczas! Zapraszam Was do lektury!

OsaKa Nindo okładka

OsaKa i jego nindo

Album „Nindo” OsaKi to 8 utworów spójnych pod względem tematyki i brzmienia. Tak krótka długość tego krążka według mnie jest jego wielką zaletą. Dlaczego? Ponieważ ten aspekt znakomicie spaja się z osobowością OsaKi. Otrzymujemy na tym projekcie bardzo zintensyfikowane doznania, atakujące szybko i z całą mocą. Tak, że nasze serce czasami wręcz może nie wytrzymać takiego nadmiaru emocjonalnej treści. W myśl motta reprezentanta QueQuality „Lubię za szybko, lubię za bardzo”. Nie ma tu zbędnego przedłużania wątków, nie ma monotonii, nie ma kombinowania. OsaKa na krążku „Nindo” postawił na konkrety. One sprawiają, że ani na moment nie nudzimy się, słuchając tego albumu.

W opisie płyty na stronie QueQuality zaznaczono, że 8 numerów symbolizuje 8 wewnętrznych bram. Dla niewtajemniczonych: jest to kwestia powiązana z anime pt. Naruto. W tej produkcji istniała technika otwarcia ośmiu wewnętrznych bram, którą potrafili posługiwać się bohaterowie tego dzieła: Guy oraz Rock Lee. W skrócie: ta umiejętność opierała się na tym, że otwarcie każdej z poszczególnych bram wiązało się z przeskoczeniem własnych granic wytrzymałości fizycznej.

Z kolei w kontekście tego albumu powiedziałbym, że każdy utwór, jaki stworzył OsaKa na „Nindo” to przekroczenie przez niego własnych barier… emocjonalnych! Z numeru na numer członek ekipy indahouse stawia krok dalej w odkrywaniu siebie. To wpływa na piękno tego krążka.

OsaKa
Fot. Kacper Bartecki

Niestabilny, nieobecny…

Ktoś pod którymś numerem OsaKi napisał w swoim komentarzu, że „psycho rap wraca do łask”. Myślę, że coś w tym jest, ponieważ przez wiele lat mieliśmy dziurę w tym odłamie rapu w mainstreamie (przez pewien czas ReTo tworzył w takiej stylistyce, jednak aktualnie bliżej mu do Atlanty; czasami Opał nagrywa w takim klimacie). Dzisiaj QueQuality posiada dwóch członków, którzy nawijają w taki sposób: jest to oczywiście bohater tej recenzji oraz Piotr Cartman, który jest już po premierze swojego debiutanckiego albumu „Strefa Dyskomfortu”.

OsaKa na swoim albumie prezentuje bardziej styl „psycho love” niż „psycho killer”. Znakomicie łączy on emocje z brakiem równowagi. Te dwa aspekty są tutaj jak Ying i Yang. Bez jednego nie ma drugiego. OsaKa potrafi na „Nindo” stworzyć totalny chaos (niestabilność), jakby był na tripie w „Za szybko, za bardzo” (dla mnie najlepszy utwór na płycie) i jednocześnie jak szalony wyznawać co mu leży na sercu. W „Niestabilnym, nieobecnym” kreuje podwodną pustkę, w której przedstawia swoją samotność i tworzy poczucie, jakby za chwilę miał w tej otchłani utonąć (nieobecność) i zniknąć raz na zawsze z życia swojej ukochanej. Łączy niestabilność i nieobecność we „Wszystko na rap”. W tym numerze zaznacza, że jego cechy charakteru to jego największa zaleta w kontekście pisania tekstów (niestabilność), ale i wyjawia, iż ostatnio z siedzi w ciszy w wyniku strachu spowodowanego możliwością oceny jego twórczości przez środowisko zewnętrzne (nieobecność).

Na „Nindo” wszystko się łączy i przenika w stylu OsaKi, dzięki czemu to bardzo mocno wpływa na autentyczność jego tekstów. A to, jak wspomniałem na początku, jest jego największą zaletą.

„Jadę, jak pojeb, którego zawsze widziałaś w mych oczach/Którego się nienawidzi, tak samo, jak się go kocha/Ten, który ciałem jest obok, a duchem buja w obłokach/Proszę Cię, zrób coś takiego, bym skupił wzrok na twych oczach”

OsaKa – „Za szybko, za bardzo”

Ajajajajaj!

Na osobny akapit zasługuje utwór „Ajajaj”. Został on nagrany z innym reprezentantem indahouse i QueQuality – Szymim Szymsem. On także jest już po swoim legalnym debiucie (płyta „Tokio Hotel”). Wspólny utwór tych dwóch panów znakomicie przełamuje konwencję „psycho love” na rzecz stylu „psycho killer”. Ten zabieg jeszcze lepiej wpłynął na odbiór tego krążka pod kątem braku monotonii, ale także postaci OsaKi jako psycho rapera.

Bo ten kawałek jest po prostu szalony. I nie chodzi tylko o treść będącą luźną braggą utrzymaną w konwencji bycia jokerem, który w każdej chwili może coś rozjebać, jak w legendarnej już scenie z „Mrocznego rycerza” Nolana gdzie Heath Ledger zniszczył szpital. Chodzi również o teledysk. A raczej o teledyski. Już nie raz o tym wspominałem, ale przypomnę. OsaKa znakomicie gestykuluje, porusza się i po prostu gra jak aktor w swoich klipach. On ma na wszystko pomysł, nie tylko na samą muzykę. Np. teledysk do przywołanego „Ajajaj” to prześmiewcza parodia porwania, a klip do „Za szybko, za bardzo” to nocny taniec w wykonaniu Oskara, który wykreowany na wampira jest wiecznie głodny bodźców (krwi).

Naprawdę rzadko oglądam teledyski raperów, bo są one często wykonane bez pomysłu i kompletnie nie wpływają na odbiór danych numerów. Tutaj jest inaczej. Odsłuchajcie sobie numery w towarzystwie obrazów stworzonych do nich. One pogłębią wasze emocjonalne doznania. Widziałem w kilku komentarzach, że fani nawet wyznawali, iż bali się OsaKi w klipie do kawałka „Za szybko, za bardzo”. Jak widać, coś jest na rzeczy w tym, co opisałem powyżej.

OsaKa to nigdy nie był jeden raper

Jednak reprezentant QueQuality nie jest tylko na swoim albumie raperem, który ciągle żyje w zwariowanym pędzie. To także, a może przede wszystkim, człowiek. Zwykły człowiek wdzięczny za to, że ma wokół innych ludzi. I nie chodzi tutaj o skład. Właściwie to jeden z najbardziej pozytywnych aspektów, który przykuł moją uwagę na tym krążku. Mimo że OsaKa należy do indahouse, nie ma tu sztucznego wychwalania ziomków, nie ma opisów akcji, które prawdopodobnie nigdy się nie zdarzyły, nie ma tutaj żadnej arogancji. I to jest cudowne, bo znowu wpływa to autentyczność pomorskiego artysty.

OsaKa
Fot. Kacper Bartecki

OsaKa na „Nindo” przedstawia nam najważniejszy punkt obranej przez siebie drogi. Mowa o bliskich. W konsekwencji otrzymaliśmy osobne numery poświęcone zarówno dziewczynie („Minnie love”), jak i bratu („Bracia Kapuścińscy”). I to jest piękne. Są one utrzymane w bardzo spokojnym, nostalgicznym klimacie. Jednak, co mnie najbardziej bardzo ucieszyło to to, że w pierwszym utworze nie ma tak bardzo ostatnio wyczerpanego do granic możliwości emo-rapu. Jest to kawałek cudownie pozytywny. Nie ma tu żadnych płaczów, smutków, wspominania jakiś tragicznych sytuacji. Nie jest to żadna próba sięgnięcia po wybaczenie. Tutaj emanuje do nas sama radość z posiadania drugiej osoby obok siebie. Ja słuchając tego utworu, po prostu szczerze się uśmiecham, jako że sam jestem w związku. Utożsamiam się z nim w stu procentach.

Warto zaznaczyć, że do preorderu „Nindo” został dodany mixtape „Bracia Kapuścińscy”. Na tym dodatkowym materiale OsaKa wraz z bratem… wspólnie rapują! Zresztą również jego brat znalazł się na okładce albumu, co jest również pięknym gestem w stronę bliskich reprezentanta QueQuality. Zresztą ich numer na głównym krążku też nie jest utrzymany, na szczęście, w smutnym tonie, dzięki czemu dopełnia się on znakomicie z przywołanym utworem „Minnie love”. Poza tym razem są znakomitą odskocznią od reszty mocno intensywnych kawałków.

Osaka Bracia Kapuścińscy mixtape okładka

Sinusoida emocjonalna na beatach i we flow

Tak jak w przypadku treści albumu „Nindo”, OsaKa zaserwował nam świadomie wymieszane, a dzięki temu niemonotonne, aspekty związane z produkcjami i sposobami nawijki. To tylko pogłębia intensywny klimat krążka, w którym wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Jest to jednak bardzo dobre poukładane – za to należy się debiutantowi z QueQuality wielki plus.

Album rozpoczyna się od wbicia z buta OsaKi na hardrockowy beat, które kojarzy mi się z wejściem boksera na ring. Dominuje punkowa agresja i braggowy sznyt, choć właściwie nie ma tutaj żadnej braggi, co tylko pokazuje, jakim świadomym swojego stylu artystą jest OsaKa. W „Ajajaj”, w którym mamy do czynienia z beatem ostrym jak piła mechaniczna, OsaKa znakomicie akcentuje i przedłuża sylaby krzykiem. Na „Amaterasu”, którego banger’owość rozpierdala na poziomie Denzela Curry’ego, OsaKa rozpoczyna od podśpiewywanego, narkotycznego wstępu, żeby skończyć na krzyczanym, wbijającym w fotel, refrenie. W „Za szybko, za bardzo” jak już wspomniałem wcześniej mamy chaotyczną, szaloną nawijkę na chaotycznej, szalonej produkcji. „Minnie love” i „Bracia Kapuścińscy” to spokojne, cloud’owe, nierzadko podśpiewywane numery. Z kolei dwa ostatnie utwory, czyli „Niestabilny, nieobecny” i „Marzyciel” to zabawa wokalem ze strony członka ekipy indahouse (m.in. ekspresyjne podbitki na wokalu oraz klimatyczne efekty nałożone na głos).

OsaKa zaprosił tylko dwóch gości na swoją płytę, co pogłębia intymność projektu. Dopasowali się oni do klimatu numerów, w jakich powstawaniu wzięli udział. Filipek nawinął jedną z najlepszych zwrotek w karierze, która zdeklasowała cały jego ostatni album „Gambit”. Wspomniany już Szymi Szyms, jako że również odznacza się szaleństwem w swojej twórczości, nie odstępował w tej kwestii swojego przyjaciela ani na krok.

OsaKa, twoje Nindo doprowadzi cię na szczyt!

Nie ma w tym cienia przesady. Na jego debiutanckim albumie wszystko się zgadza. OsaKa nie potrzebuje mrocznych produkcji, żeby tworzyć mroczną aurę. Nie potrzebuje emo-klimatu, by nawijać o emocjach. Nie musi mieć za sobą składu, by przekonać kogokolwiek do siebie. Używa swojego wokalu bardzo świadomie, łączy znakomicie flow z nawijaną przez siebie treścią i próbuje przełamywać schematy.

Nawet jeśli spodziewałem się, o czym będzie ta płyta, to zostało mi to podane w takiej formie, która po prostu zwala z nóg. Ten album to wizytówka reprezentanta QueQuality. Kupiła mnie ona całkowicie i pragnę dać mu kredyt zaufania. Ponieważ jest to chłopak tak autentyczny, tak szczery, iż chce mu się kibicować z całego serca. Po prostu. Żałuję tylko, że na tym albumie nie ma więcej nawiązań do Naruto, na co wskazywałby tytuł. To tylko oczywiście wynika z mojej najszczerszej sympatii do tego anime. Może to jednak dobrze, że nie ma tego za dużo, bo byłby wtedy zbyt podobny do Szymiego? Nie wiem.

Wiem za to jedno. Ten album będzie wysoko w tegorocznych rankingach podsumowujących rok 2021. Biegnij OsaKa, biegnij po swoje!

OsaKa Nindo okładka

OsaKa – „Nindo”

Ocena recenzenta:

9/10


Chcesz być na bieżąco z naszymi wpisami? Kliknij dzwoneczek po lewej stronie!

Inne artykuły o artystach z QueQuality:

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*